Biegli sądowi z certyfikatami, rejestrem i szkoleniami. Poczekaj z wysyłaniem CV, aż zobaczysz stawki
Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało projekt ustawy, która ma uporządkować instytucję biegłych sądowych. Brzmi jak rewolucja – certyfikaty, komisja, szkolenia, cyfryzacja. Tylko że ta rewolucja zapowiadana jest od tak dawna, że osobiście nie zamierzam czekać z zapartym tchem.

Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha ogłosił 7 kwietnia rozpoczęcie konsultacji nad projektem ustawy o biegłych sądowych i instytucjach opiniujących. Projekt, opublikowany kilka dni wcześniej na stronach Rządowego Centrum Legislacji, to efekt blisko dwóch lat prac zespołu pod kierunkiem prof. Tadeusza Tomaszewskiego z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak podaje resort, reforma dotyczy systemu obejmującego około 13 tysięcy biegłych i blisko tysiąc instytucji opiniujących.
Przypomnijmy kontekst motoryzacyjny, bo ten temat dotyka kierowców bardziej, niż mogłoby się wydawać. Biegły ds. rekonstrukcji wypadków drogowych to osoba, od której opinii nierzadko zależy, kto ponosi winę za kolizję, ile dostaniesz z ubezpieczenia i czy sprawca trafi za kratki. Gdy brakuje kompetentnego specjalisty albo opinia jest kiepska, sprawa ciągnie się miesiącami, a sąd zamawia drugą, trzecią, niekiedy siódmą ekspertyzę. Za każdym razem z kieszeni podatnika.
Certyfikaty i komisja
Kluczowym elementem reformy jest powołanie Państwowej Komisji Certyfikacyjnej – organu złożonego z 15 członków mianowanych na pięcioletnią kadencję. Do tej pory o wpisie na listę biegłych decydował prezes właściwego sądu okręgowego, co w praktyce sprowadzało się do sprawdzenia, czy kandydat złożył komplet dokumentów. Rzeczywista weryfikacja kompetencji była – delikatnie mówiąc – symboliczna.
Nowa komisja ma wydawać certyfikaty na 5 lat, po faktycznym zbadaniu wiedzy, doświadczenia i umiejętności kandydata, łącznie z obowiązkową rozmową kwalifikacyjną. Kandydat musi mieć ukończone 25 lat, co najmniej pięcioletnie doświadczenie w danej specjalności, udokumentowaną wiedzę, oraz czystą kartotekę karną. Procedura certyfikacji ma trwać maksymalnie trzy miesiące. Certyfikat będzie można zawiesić lub cofnąć – co oznacza, że po raz pierwszy biegły będzie mógł stracić uprawnienia za złą robotę, a nie tylko za łamanie prawa.
Szkolenia, rejestr i mObywatel
Projekt wprowadza obowiązek minimum 15 godzin szkolenia wstępnego z zakresu praw, obowiązków i etyki biegłego (prawnicy będą z tego zwolnieni). Dodatkowo biegli będą musieli dokształcać się co najmniej raz na dwa lata. Powstanie też Krajowy Rejestr Biegłych Sądowych i Instytucji Opiniujących, który w praktyce ma służyć za centralną bazę z informacjami o specjalnościach, doświadczeniu i ocenach pracy każdego eksperta.
Wisienką na torcie jest elektroniczna legitymacja biegłego w aplikacji mObywatel. Bo nic tak nie podnosi prestiżu zawodu jak kafelek w telefonie, tuż obok legitymacji szkolnej dziecka i aplikacji ze zniżkami w marketach.
Eksperci za najniższą krajową
Jeśli chodzi o wynagrodzenia, projekt nie zawiera konkretnych kwot – te mają zostać określone dopiero w rozporządzeniu wykonawczym. Obecne stawki godzinowe wynoszą od około 32 do 46 złotych brutto, w zależności od złożoności sprawy. Prof. Tomaszewski mówił wcześniej o konieczności podniesienia ich o około 300 procent, do poziomu 100–120 złotych za godzinę. Tyle że minister finansów postuluje rozłożenie podwyżek na kilka lat, co w polskich realiach legislacyjnych jest eleganckim synonimem słowa „poczekamy, zobaczymy”.
A że stawka rzędu 32 złotych brutto za godzinę pracy wysoko wykwalifikowanego specjalisty oscyluje w okolicach płacy minimalnej, nietrudno zrozumieć, dlaczego większość doświadczonych ekspertów woli sporządzać ekspertyzy prywatne niż sądowe. Sądy dysponują tymi, którzy zostali na rynku. To z kolei przepis na kolejki, które potrafią wydłużać procesy o wiele miesięcy.
Czy tym razem się uda?
Ustawa ma wejść w życie z początkiem 2027 roku. Zwrot „ma wejść” nie jest tu przypadkowy. Warto przypomnieć, że podobne prace legislacyjne toczyły się już za kadencji Zbigniewa Ziobry – i skończyły się na konsultacjach. Potem pałeczkę przejął Adam Bodnar, który powołał prof. Tomaszewskiego, ale sam nie zdążył doprowadzić projektu do szczęśliwego końca, bo w międzyczasie fotel ministra odziedziczył Waldemar Żurek. Teraz za projekt odpowiada wiceminister Myrcha, który odważnie deklaruje: „My robimy, nie gadamy”. Na ten moment jednak głównie gadamy i nadal czekamy na efekty.
Projekt jest dopiero na etapie konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych. Ostateczny kształt ustawy może się znacząco różnić od obecnych założeń – szczególnie w kwestiach wynagrodzeń i struktury komisji certyfikacyjnej, które budzą najwięcej kontrowersji.



















