Toyota Aygo X Hybrid – test. Zastanawiam się, czemu ją kupujecie
Idealny samochód do miasta powinien być zwinny, oszczędny i tani. O ile pierwsze dwa kryteria nowa Toyota Aygo X Hybrid spełnia z nawiązką, o tyle z trzecim ma pewien problem.

Segment A powoli w Europie umiera, ale Toyota, jako jeden z ostatnich producentów, stara się utrzymać go jeszcze przy życiu. Dzięki temu w ubiegłym roku poznaliśmy kolejną ewolucję znanego już na rynku od ponad dwóch dekad, miejskiego Aygo – w swoim najnowszym wcieleniu jest ono niewielkim crossoverem z napędem hybrydowym.
W teorii brzmi to jak przepis na doskonałe auto do przemierzania zatłoczonych aglomeracji, co wydają się potwierdzać wyniki przedsprzedaży (przez trzy miesiące polscy klienci zamówili w ciemno 760 aut). Jednak po prawie tygodniu spędzonym z nową Toyotą Aygo X Hybrid zdążyłem poznać zarówno jej blaski, jak i cienie.

W mieście Aygo X Hybrid czuje się jak ryba w wodzie
Wiem, że to strasznie wyświechtane porównanie, ale w przypadku najmniejszej Toyoty faktycznie się sprawdza. Zacznę od tego, że za sprawą pochodzącej z Yarisa hybrydy o mocy 116 KM znacząco poprawiła się dynamika auta – do „setki” Aygo X rozpędza się teraz w niecałe 10 sekund, podczas gdy poprzednik z wolnossącym motorem i bezstopniową skrzynią potrzebował na to blisko 15 sekund. W efekcie sprawne włączenie się do ruchu czy zmiana pasa nie stanowią problemu. Opisywana Toyota nieźle radzi sobie także w trasie – dzięki sporo wyższej mocy nie męczy na autostradzie siebie ani pasażerów. Komfort jazdy i wyciszenie są, jak na ten segment, zupełnie wystarczające.

Podczas manewrowania na parkingu przy galerii handlowej doceniłem również świetną zwrotność (średnica zawracania to tylko 9,4 m) i stosunkowo duże lusterka, ale przeklinałem za to przeciętną jakość obrazu z kamery cofania (paradoksalnie po zmroku jest lepiej niż za dnia) oraz słabą widoczność do tyłu (słupki C są masywne, a szyby w tylnych drzwiach małe). Pocieszający był natomiast fakt, że nie musiałem krążyć w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do zaparkowania, bo za sprawą skromnych gabarytów Aygo X można wcisnąć się niemal wszędzie.











Drugiej pary drzwi mogłoby nie być
Znacznie trudniej wcisnąć się na tylną kanapę – drzwi są wyjątkowo wąskie i otwierają się pod niewielkim kątem, przez co trzeba się naprawdę nagimnastykować, żeby tam usiąść. Wsadzanie dziecka do fotelika to musi być koszmar, na szczęście nie mam na razie ani jednego, ani drugiego. Gdy jednak uda się w końcu zająć miejsce w drugim rzędzie siedzeń i wybłagać u jadących z przodu przestrzeń na nogi, to warunki są nawet znośne, przynajmniej jeśli nie przekracza się ok. 180 cm wzrostu. Doceniam też, że Toyota nie próbuje udawać, że jest pięcioosobowa – kanapę przewidziano jedynie dla dwóch pasażerów.







Z przodu kabiny jest o niebo lepiej. Miejsca nie brakuje w żadnym kierunku, a fotele okazują się wygodne i zapewniają niezłe podparcie boczne. Aygo X dostaje ode mnie plus za możliwość regulacji wysokości obu przednich siedzeń i płynnie ustawiany kąt pochylenia oparcia za pomocą pokrętła oraz minus za brak podłokietnika, więc się zeruje.













Samo wnętrze wykończono dość spartańsko – na drzwiach są połacie gołej blachy, niczym w Seicento, a plastiki są dość twarde, w sumie też jak w starym Fiacie. Miejska Toyota nie rozpieszcza też pod względem liczby schowków, ale zapewnia chociaż półkę na telefon z funkcją indukcyjnego ładowania. W kategorii „schowki” należy też rozpatrywać bagażnik, którego bazowa pojemność to 231 litrów. Otwór załadunkowy jest raczej nieduży, a z elementów funkcjonalnych występują tylko dwa haczyki na torby.

Kierowca ma przed oczami czytelne cyfrowe zegary z 7-calowym ekranem, a w zasięgu ręki – centralny wyświetlacz i umieszczony pod nim tradycyjny panel klimatyzacji. Co do pokładowych multimediów, to najważniejsza informacja jest taka, że bezprzewodowo łączą się ze smartfonem przez Android Auto i Apple CarPlay. I to w zasadzie tyle, co trzeba o nich wiedzieć – osobiście nie oczekuję niczego więcej we współczesnym samochodzie, a tutaj jeszcze dostaję to w standardzie.











Ile pali Toyota Aygo X Hybrid?
Niskie spalanie to zdecydowanie najmocniejsza strona Aygo X Hybrid, ale o pomiarach zużycia paliwa szczegółowo już pisałem, dlatego teraz tylko przypomnę, jakie rezultaty udało mi się uzyskać:
- 3,7-4,2 l/100 km w mieście
- ok. 5,0 l/100 km przy 120 km/h
- ok. 6,5 l/100 km przy 140 km/h
- ok. 3,0 l/100 km na drogach lokalnych

Średnia z całego testu na dystansie 393 km wyniosła natomiast 4,7 l/100 km. Z jednej strony to o blisko 1 litr więcej niż podaje producent (katalogowo 3,7-3,9 l/100 km), ale z drugiej – prawie połowa tego przebiegu przypadła na autostradę, co niewątpliwie mocno podbiło wynik. Dodam też, że autem jeździłem w pierwszych dniach meteorologicznej wiosny, gdy poranki bywały jeszcze mroźne i układ hybrydowy potrzebował nieco więcej czasu, aby osiągnąć optymalne warunki do pracy.
Ile kosztuje nowa Toyota Aygo X Hybrid?
No i w końcu przyszła pora na omówienie najpoważniejszej wady Aygo X Hybrid – cennika. Zamiana litrowego silnika na 116-konną hybrydę sprawiła bowiem, że cena miejskiej Toyoty wzrosła o ok. 20 tysięcy zł. Zgodnie z aktualną ofertą za ten samochód trzeba zapłacić od 85 400 zł za wersję Active, która ma na wyposażeniu m.in. 17-calowe felgi stalowe z kołpakami, automatyczną klimatyzację, inteligentny tempomat adaptacyjny (iACC), kamerę cofania oraz system multimedialny Toyota Touch 3 z 9-calowym ekranem dotykowym.







Aby jednak jeździć identycznym egzemplarzem jak ten, który testowałem, należy wyłożyć aż 109 300 zł. Na tyle właśnie, zgodnie z najnowszym cennikiem, jest obecnie wyceniona Toyota Aygo X Hybrid w odmianie Style z opcjonalnymi pakietami VIP i JBL. Na pokładzie opisywanego auta znalazły się m.in. 18-calowe alufelgi, dwustrefowa klimatyzacja, przednie i tylne czujniki parkowania, dostęp bezkluczykowy, reflektory LED, bezprzewodowa ładowarka do telefonu, infotainment Toyota Smart Connect z 10,5-calowym ekranem dotykowym oraz audio z 4 głośnikami, wzmacniaczem i subwooferem.

Prawie 110 tysięcy zł za samochód do miasta to sporo, zwłaszcza że nadal czuć w nim budżetowość (np. brak automatycznych szyb z przodu czy asystenta martwego pola), a za podobną kwotę można kupić większe auto, nawet tej samej marki. Toyota Yaris w zbliżonej konfiguracji Style i tym samym napędem kosztuje aktualnie 106 300 zł, czyli 3 tysiące mniej. Jeszcze taniej, bo w cenie 103 100 zł, można z kolei dostać Dacię Duster w najbogatszej odmianie Journey i wariancie Eco-G 120 auto – to „hybryda po polsku” z silnikiem 1.2 turbo, układem mild hybrid, instalacją LPG i dwusprzęgłową skrzynią biegów.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś szuka typowo miejskiego auta, to nie spojrzy na Yarisa ani tym bardziej jeszcze większego Dustera z gazem, tylko swoje kroki skieruje prosto do Aygo X. Szczególnie że w segmencie A ma już coraz mniejszy wybór.

Toyota Aygo X Hybrid – dane techniczne
- silnik: 1.5 Hybrid Dynamic Force
- moc: 116 KM
- skrzynia biegów: bezstopniowa e-CVT
- napęd: przedni
- przyspieszenie 0-100 km/h: 9,2 s
- prędkość maksymalna: 172 km/h
- średnie zużycie paliwa: 3,7-3,9 l/100 km
- długość: 377,6 cm
- szerokość: 174,0 cm
- wysokość: 152,5 cm
- rozstaw osi: 243,0 cm
- prześwit: 13,7 cm
- pojemność bagażnika: 231-829 l
- masa własna: 1108 kg
- ładowność: 402 kg
- cena: od 89 900 zł



















