Zawsze ją wyśmiewano. Ale 25 lat temu przynajmniej jeździła
“Syrena to nie samochód” stanowi oklepany frazes dzisiejszych czasów. Nie wziął się jednak znikąd, a obrazowy przykład, jak traktowano Syreny jeszcze dwie dekady temu, stanowi galeria zdjęć z początku XXI wieku.

Początek XXI wieku, lub jak kto woli, początek lat 2000., w moich wspomnieniach stanowił schyłek ery Syren jako aut używanych do jazdy na co dzień. Oczywiście, nie mam tutaj na myśli ludzi jeżdżących Syrenami “dla beki”, tylko takich, którzy robili to niejako z konieczności lub sentymentu.
Na początku XXI wieku dużo Syren stało porzuconych na publicznych parkingach
Z mojej perspektywy, już w latach 90. wiele Syren rozkładało się na parkingach, niemniej jeszcze regularnie spotykało się je na drogach. Po przeskoczeniu tysiąclecia sprawy wyglądały tak, że zauważenie Syreny w ruchu ulicznym stało się już niezwykle rzadkim wydarzeniem.
Pojazd cieszył się na tyle złą sławą, że nikt jeszcze nie rozpatrywał go w kategorii klasyka, a jego wartość materialna równała się paczce chusteczek. Poza tym, najmłodsze egzemplarze nie miały jeszcze 20 lat.
Zdarzali się pasjonaci, ale ich grono było niewielkie
Przy czym Syrenę nadal traktowało się z dystansem, z przymrużeniem oka, a nie z odpowiednim dla samochodu zabytkowego szacunkiem. Nawet wiekowe egzemplarze z początku produkcji, o ile przetrwały do 2000 roku, nie były jeszcze szczególnie poważane.
Poniższa galeria prezentuje Syreny na początku XXI wieku w wielu różnych stadiach utrzymania i formach użytkowania
Zdjęcia są autorstwem Pawła Kalinowskiego i zostały udostępnione na publicznej grupie facebookowej.
Złomowiska zasypane poukładanymi jedna na drugiej Syrenami stanowiły wtedy dość często spotykany widok. Sam kojarzę przynajmniej jedną taką miejscówkę w okolicy Warszawy, gdzie jeszcze kilka lat po 2000. roku sprawy miały się zupełnie dobrze.
Tym razem odwrotny przykład, czyli Syrena w wersji Bosto użytkowana jako normalny wóz roboczy do wożenia worków z cementem. Jak widać, utrzymana była w nienagannym stanie, urozmaicona o plastikowy zderzak zaadaptowany ze współczesnego auta. W tle widać również Syrenę 105L autora zdjęcia, "wyremontowaną" podle ówczesnej mody.
To zaś dla odmiany chyba najpopularniejsza forma wykorzystania Syreny w tamtym czasie, czyli gnijące zwłoki porzucone w krzakach. Na prowincji zdarzało się, że na tyłach co piątego gospodarstwa leżało takie truchło. Różniły się tylko stanem rozkładu.
Ginącą, ale wciąż jeszcze trzymającą formę grupą Syren były te stojące na osiedlowych parkingach. Niektóre z nich, jak ta widoczna na zdjęciu, prawdopodobnie wciąż znajdowały się w regularnym użytku. Nienaganna kondycja i stylowe dodatki w postaci akcesoryjnych kołpaków wskazują na przyzwoitą emeryturę.
Bywało i tak. Reinkarnacja Syreny w postaci przydomowego traktorka do pracy fizycznej.
Może i już nie jeździ, ale za to jak stoi. Zdarzało się, że niesprawne egzmplarze spisywały się wybornie jako nośniki reklamy. Czasami temat był bardziej zaawansowany, tak jak na powyższym zdjęciu, gdzie Syrena stanowi reklamę możliwości warsztatu blacharsko-lakierniczego. Wygląda, jakby jeździła, więc robota chyba została wykonana należycie.
Wspomniałem, że nawet stare roczniki były pogardzane? Wyjątkiem mogły być te najstarsze, jeszcze bez numerka, aczkolwie nieoficjalnie numerowane jako "100". Pomijając, że istniejące sprawne egzemplarze można było policzyć na palcach jednej dłoni, to koszty ewentualnego doprowadzenia do wyglądu przewyższały jego ówczesną wartość. 3500 zł za Syrenę stanowiło wówczas astronomiczną kwotę.
A dzisiaj? Parkingi osiedlowe są już dawno posprzątane, zdarzają się być może pojedyncze egzemplarze w skali kraju. Wrosty stanowią nadal silną reprezentację, ale ich również jest co raz mniej. Niemal wyginęły natomiast Syreny użytkowane jako codzienny środek transportu, ale to raczej nie stanowi zaskoczenia. Niemal, bo wcale nie wyginęły zupełnie, ale to już temat na inny tekst.







































