Krakowska SCT zarabia miliony. Płacą za to polscy kierowcy
Wiele osób uważa, że strefa czystego transportu w Krakowie ma służyć jedynie ratowaniu budżetu miasta. Sprawa nie jest jednak taka prosta.

Krakowska strefa czystego transportu to w ostatnim czasie temat mocno kontrowersyjny i silnie polaryzujący. Jej zwolennicy uważają, że jest zbyt kompromisowa i powinna być jeszcze ostrzejsza. Innego zdania są kierowcy, którzy przytaczają różne argumenty przeciwko strefie.
W dyskusji często podnoszony jest aspekt finansowy
Władze Krakowa przyjęły bowiem zasadę, że każdy samochód jest ekologiczny i może wjechać do SCT, pod warunkiem uiszczenia stosownej opłaty. Trochę jak ze słynnym misiem z Krupówek. Nie ma takiego jeżdżenia, chyba że zapłacisz, to wtedy wszystko w porządku, można się rozejść.
Nazwano to hucznie „trzyletnim okresem przejściowym”, który ma obowiązywać do końca 2028 roku. Do tego czasu można poruszać się po Krakowie dowolnym autem, wystarczy tylko wnieść odpowiednią opłatę. Włodarze miasta, na dowód, że zależy im na dobru mieszkańców, przygotowali kilka sposobów rozliczeń, żeby każdy mógł wybrać najbardziej mu pasujący. Wasza wysokość jest zbyt łaskawa.
- opłata godzinowa – 2,50 zł/h i jest to maksymalna stawka, jaką dopuszczają przepisy,
- opłata dzienna – obecnie równowartość dwóch opłat godzinowych (5 zł/dzień), od przyszłego roku wzrośnie do sześciu (15 zł/dzień),
- abonament miesięczny – w tym roku wynosi 100 zł/miesiąc, w przyszłym już 250 zł/miesiąc, a za dwa lata 500 zł/miesiąc.
W styczniu krakowska SCT „zarobiła” ponad 4,1 miliona zł
Na tę kwotę składa się prawie 30 tysięcy abonamentów i blisko 243 000 opłat jednorazowych, które według danych ratusza zostały wykupione przez kierowców w pierwszym miesiącu obowiązywania strefy. Wbrew obiegowej opinii te środki nie zasilą jednak budżetu miasta, a przynajmniej nie bezpośrednio.
Ustawa z dnia 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych konkretnie wskazuje, na co muszą być przeznaczone te pieniądze. Przeczytamy o tym w art. 39 ust. 6, który określa, że opłata za wjazd do strefy czystego transportu stanowi dochód gminy i może być wykorzystana wyłącznie na potrzeby:
- oznakowania strefy czystego transportu,
- zakupu autobusów zeroemisyjnych,
- zakupu tramwajów,
- zakupu innych środków transportu zbiorowego,
- finansowania programów wsparcia zakupu rowerów, wyposażonych w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h.
Wcale nie jest więc tak, że środki zebrane z opłat za wjazd do SCT miasto może przeznaczyć na dowolny cel. Ba, jakiekolwiek niezgodne z ustawą wydatkowanie tych pieniędzy sprowadziłoby włodarzom na głowę kontrolerów z regionalnej izby obrachunkowej.
A to, czy za przywilej poruszania się po grodzie Kraka powinna być pobierana jakakolwiek opłata, to już zupełnie inna kwestia…







































