Uwielbiamy samochody po kolizjach. Lubimy się łudzić, ale sprawdzamy
Mamy stare auta, a większość z nich uczestniczyła w jakiejś kolizji. Nie bardzo wiem, co ma z tego wynikać, choć przy tych kolizjach to ludzka naiwność trochę mnie dziwi.

Popularną zabawą ludzi, którzy nie przepadają za samochodami, jest straszenie ich wiekiem. Nasz park maszynowy nie jest przesadnie młody, ale przedstawiany jest tak, jakbyśmy jeździli samymi trumnami na kołach. Jeśli auto ma 20 lat, to zapewne jest to próchno z dokręconymi kołami, zrobionymi z tac, na których podawano kebaby. Najprawdopodobniej uczestniczyło też w jakiejś kolizji. Prawdopodobieństwo wzrasta, gdy mówimy o pojazdach przekraczających naszą granicę. I to akurat jest prawda.
63 proc. sprowadzanych pojazdów miało "bam"
Jeśli auto ma 20 lat i jest sprawne technicznie, to jaki jest to problem? Nikomu nie zagraża, koła nie odpadną mu nagle, jak zajrzą w swoją własną metrykę. Dla wielu osób starsze auto to jednocześnie narzędzie zapewniające dostęp do edukacji, pracy, czy usług medycznych. Polacy niespecjalnie się boją wieku, ale chyba boją się kolizji, bo lubią sprawdzać ich przeszłość.
Według danych Carfax wśród sprawdzanych w ich bazie pojazdów:
- 63 proc. sprowadzanych w 2025 r. do Polski aut miało odnotowane kolizje
- 84 proc. było obciążonych różnego rodzaju ryzykami
- 50 proc. pojazdów pochodziło z importu, a wśród nich 60 proc. miało historię szkód.
Nie jest to zaskakujące. Zaskakująca może być nieprzemijająca wiara użytkowników, że jest inaczej. Lubią się łudzić, że kilkunastoletnie auto całe swoje życie mieszkało na chmurce i nikt nigdy go nie dotykał.
Stary, ale nie bity
Mam wrażenie, że wiek samochodu niezbyt wzrusza przyszłych nabywców. Inaczej sprawy mają się z bezwypadkową przeszłością. Z jednej strony bardzo chcemy, żeby auto nigdy nie było draśnięte nawet liściem. Z drugiej nikt nie zastanawia się nad różnicą cen między sprawnymi pojazdami w kraju pochodzenia i u nas.
Wystarczy krótki przegląd niemiecki cen wymarzonych BMW serii 3, Audi A4, Volkswagenów Golfów i Passatów oraz Opli Astra. Te auta najczęściej wyszukiwane są przez polskich klientów. Ceny nieuszkodzonych sztuk w wymarzonym stanie są wyższe niż w Polsce. W tajemniczy sposób handlarzom opłaca się kupić drożej i sprzedać taniej w Polsce.
Nie jest przesadnie opłacalne sprowadzanie aut nieuszkodzonych lub nigdy nieuszkodzonych. Te w stanie idealnym będą za drogie. Nie jest też specjalnie możliwe, by kilkunastoletnie auto przez całe swe życie nie doznało żadnej kolizji.
BMW z przeszłością
Kolizja kolizji nie jest równa. Pięciokrotne spotkanie z bramą sąsiada nie musi źle świadczyć o historii pojazdu. Groźny za to może być jednorazowy strzał kołem w krawężnik. Życie drogowe przynosi różne scenariusze. Okazuje się, że marka pojazdu też ma znaczenie.
Z danych Carfax wynika jeszcze, że:
- odsetek powypadkowych używanych BMW w Polsce wynosi 52 proc., czyli o 13 p.p. więcej niż w przypadku ogółu aut w bazie
- w przypadku Audi wypadki w swojej historii ma odnotowane 44 proc. tych aut
- Volkswageny występują w ich bazie najczęściej a udział pojazdów powypadkowych to 36 proc.
Te opinie o mało bezpiecznych stylu jazdy kierowców BMW to na pewno plotki i stereotypy. Nie czepiajmy się jednak, bo trochę inna prawda się tu wyłania, z którą niewiele osób chce się pogodzić. Kupując używane auto, szczególnie z importu, wielce prawdopodobne jest to, że uczestniczyło wcześniej w kolizji. Jak duża ona była i czy ma wpływ na obecny stan techniczny pojazdu to już inna kwestia. Auta powypadkowe cieszą się w Polsce wielką popularnością, tylko trudno jest to sobie uświadomić.







































