Jaecoo 5 – test. Na razie nie biegnij jeszcze do salonu
Podczas testu Jaecoo 5 z benzynowym silnikiem uświadomiłem sobie, jaka jest największa wada popularnych chińskich SUV-ów. Choć dla niektórych może ona akurat okazać się zaletą.

Nie zliczę, ile razy zabierałem się za napisanie tego testu. Nie chodzi wbrew pozorom o to, że Jaecoo 5 to kiepskie auto – gdyby tak było, miałbym przynajmniej jakiś punkt zaczepienia. Tymczasem prezentowany SUV jest po prostu do bólu poprawny i robi wszystko to, czego się od niego oczekuje, ale w niczym nie jest ani wybitny, ani tragiczny.
Mam wrażenie, że to nowy problem dla popularnych chińskich marek typu MG, Omoda czy właśnie Jaecoo, które mają coraz mocniejszą pozycję na naszym rynku i bogatszą ofertę, ale chyba powoli zaczynają trochę tracić efekt nowości i nie robią już takiego wow jak na początku. Spróbuję wyjaśnić, co dokładnie mam na myśli.

Wszystko już widzieliśmy
Mierzące 438 cm długości Jaecoo 5 wygląda jak mniejsza wersja Jaecoo 7, które z kolei budzi skojarzenia z Range Roverem. O ile w przypadku „Siódemki” ten design robił wrażenie, o tyle teraz można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z kopią kopii. Moim zdaniem „Piątce” przydałoby się nieco więcej własnego charakteru, bo za bardzo naśladuje większego brata. I ma też według mnie trochę gorsze proporcje.







Żeby nie było – są elementy, które w stylistyce Jaecoo 5 mi się podobają, jak chociażby solidne, klasyczne klamki zamiast elektrycznie wysuwanych z Jaecoo 7. Po prostu uważam, że „Piątka” ma za mało unikatowych cech, które by ją bardziej wyróżniały.
To samo tyczy się wnętrza
Prezentuje się efektownie, a materiały są niezłe i dobrze spasowane. Tylko znowu – znam to już z większego Jaecoo 7. Projekt kokpitu jest oczywiście inny, ale pod względem zastosowanych rozwiązań w zasadzie się nie różni, ze wszystkimi tego zaletami, ale i wadami.

Mamy tu więc wysoką pozycję za kierownicą, sporo przydatnych schowków (w tym jeden ukryty za środkowym ekranem), dwa uchwyty na kubki z przodu i kolejne dwa w podłokietniku z tyłu oraz wystarczającą liczbę gniazd zasilających (po jednym USB-A, USB-C i 12V z przodu, USB-A z tyłu i 12V w bagażniku). W testowanej wersji Premium standardem są też świetnej jakości kamery 540 stopni i bezprzewodowa ładowarka do telefonu.











W kontrze do tego trzeba natomiast zauważyć, że fotele, choć całkiem obszerne i komfortowe, pozbawione są regulacji lędźwiowej, kierownica została nieco tandetnie wykończona, a w kabinie przydałoby się więcej fizycznych przycisków (są tylko trzy – od trybów jazdy, świateł awaryjnych i centralnego zamka). Z tego względu wszystkimi funkcjami trzeba sterować z poziomu centralnego wyświetlacza, który jest jednak trochę zbyt pochylony. Przez to trudniej do niego sięgać w czasie jazdy, a w słoneczny dzień okazuje się słabo czytelny.

Multimedia to zresztą osobny temat
Ich dwie najważniejsze cechy (i zarazem atuty) to duży ekran o przekątnej 13,2 cala oraz bezprzewodowa obsługa Android Auto i Apple CarPlay. Zwłaszcza to drugie jest istotne, bo bez tego funkcjonalność systemu multimedialnego jest, ogólnie rzecz ujmując, dość uboga. Dlatego tym bardziej doceniam łatwość i szybkość parowania z telefonem.













Wspomniana już obsługa auta z poziomu tabletu sama w sobie nie byłaby niczym złym, gdyby nie fakt, że multimedia mają ten sam problem, co w innych modelach z koncernu Chery – menu ustawień jest dość zawiłe i miejscami nielogiczne, a ponadto niektóre opcje nie są wystarczająco jednoznacznie opisane. Dlatego dobrze, że producent zastosował rozwijane od góry ekranu menu ze skrótami, przypominające rozwiązanie ze smartfonów.

Przeciwieństwem sporego ekranu centralnego są natomiast 8,9-calowe cyfrowe zegary. O ile w przypadku środkowego wyświetlacza można powiedzieć, że jest na nim dość pusto, o tyle na zestawie wskaźników dzieje się dużo – wręcz nieco za dużo. Nie da się go w zasadzie za bardzo personalizować i w efekcie momentami wydaje się zbyt przeładowany informacjami. Podobnie jak manetka z lewej strony kierownicy, bowiem prawa dźwignia służy tylko do wyboru kierunku jazdy.





Wbrew pozorom Jaecoo 5 jest całkiem udane
Zdaję sobie sprawę, że moje powyższe uwagi noszą znamiona typowego, dziennikarskiego czepialstwa i dla przyszłych użytkowników Jaecoo 5 mogą nie być tak istotne, więc teraz poświęcę nieco więcej miejsca konkretom dotyczącym codziennej eksploatacji tego chińskiego SUV-a.





Zacznę od tego, że w obu rzędach siedzeń miejsca nie brakuje – jest go pod dostatkiem na tyle, że potencjalni klienci mogą mieć sporą zagwozdkę, czy faktycznie warto dopłacić do Jaecoo 7. Zwłaszcza że i bagażnik trudno uznać za mały – ma właściwie identyczną pojemność jak w większym bracie w wersji z napędem na obie osie.







Kufer Jaecoo 5 bazowo oferuje 480 l, a maksymalnie przewiezie do 1284 l. W przestrzeni bagażowej, oprócz wymienionego wcześniej gniazda 12V, znajdziemy również regulowaną w dwóch położeniach podłogę, dwa haczyki, cztery zaczepy i funkcjonalne wnęki po bokach. Dobre wrażenie psują tylko podatne na zarysowania, plastikowe burty.
Jak jeździ Jaecoo 5?
Nie pamiętam, serio. Jaecoo 5 na drodze zachowuje się ze wszech miar poprawnie. Po prostu jeździ, skręca i hamuje – jak napisałby w ogłoszeniu handlarz spod Radomia.
Zestrojenie podwozia zapewnia optymalny komfort podróżowania, a przy tym w żaden sposób nie zachęca do bardziej dynamicznej jazdy. Podobnie jak układ napędowy, który przy mocniejszym wciśnięciu gazu podczas ruszania ma problemy z przeniesieniem zawrotnej mocy 147 KM na asfalt.

Ile pali Jaecoo 5?
W ramach tygodniowego testu pokonałem opisywanym SUV-em łącznie 917 km, uzyskując na tym dystansie średnie spalanie na poziomie 8,7 l/100 km według komputera pokładowego. Jego wskazaniom można zaufać, co wcześniej jednoznacznie potwierdziłem. Tak z kolei wyglądają bardziej szczegółowe wyniki pomiarów zużycia paliwa:
- ok. 9,0 l/100 km w mieście
- ok. 7,5 l/100 km przy 120 km/h
- ok. 9,5 l/100 km przy 140 km/h
- ok. 6,0 l/100 km na drogach lokalnych

Benzynowe Jaecoo 5 nie należy więc do zbyt oszczędnych – w większości testowanych aut jestem w stanie bez trudu zejść poniżej 6 litrów na 100 km na mojej stałej, podmiejskiej trasie pomiarowej, a tutaj mi się to nie udało. Takie rezultaty w kompaktowym, niespełna 150-konnym SUV-ie nie za bardzo przystają do dzisiejszych klasowych standardów.









Ile kosztuje Jaecoo 5?
Na osłodę przychodzi cennik Jaecoo 5, który startuje od 104 900 zł za wersję Comfort. W zamian dostaniemy m.in. 18-calowe felgi ze stopów lekkich, manualną klimatyzację, światła LED, bezkluczykowy dostęp i uruchamianie, cyfrowy zestaw wskaźników oraz 13,2-calowy ekran dotykowy.

Testowana odmiana Premium kosztuje 116 900 zł i podnosi standard wyposażenia o m.in. dwustrefową, automatyczną klimatyzację, nagłośnienie Sony, dach panoramiczny, system kamer 540 stopni, przyciemniane tylne szyby czy elektrycznie sterowaną pokrywę bagażnika.

Jaecoo 5 ma potencjał, żeby dzięki dobrej cenie przegonić w statystykach sprzedaży swojego większego brata. Do tego jednak potrzebuje lepszego napędu – a taki widać już nawet na horyzoncie. Z hybrydą będzie to według mnie o wiele przyjemniejsze auto, także dla portfela. Dlatego jeśli ktoś przymierza się do zakupu Jaecoo 5, ale nigdzie mu się nie spieszy, to moim zdaniem powinien jeszcze chwilę poczekać.
Jaecoo 5 – dane techniczne
- silnik: 1.6 T-GDI
- moc: 147 KM
- moment obrotowy: 275 Nm
- skrzynia biegów: 7-biegowa dwusprzęgłowa DCT7
- napęd: przedni
- przyspieszenie 0-100 km/h: 10,2 s
- prędkość maksymalna: 190 km/h
- średnie zużycie paliwa: 7,0 l/100 km
- długość: 438,0 cm
- szerokość: 186,0 cm
- wysokość: 165,0 cm
- rozstaw osi: 262,0 cm
- prześwit: 13,9 cm
- pojemność bagażnika: 480-1284 l
- masa własna: 1446 kg
- ładowność: 497 kg
- cena: od 104 900 zł



















