BMW z USA jeździ po Polsce. Były właściciel dowiaduje się jak działa świat
Z rozbawieniem śledzę zdziwienie pewnego obywatela USA, który właśnie dowiedział się, że to, co jest śmieciem dla jednego człowieka, dla drugiego jest skarbem. Tak działa nowoczesny świat, ale i tak w jakiś sposób bawi mnie, że rozbite BMW śmiga sobie po Polsce.

Import samochodów ze Stanów Zjednoczonych kwitnie i widać to w statystykach, które wykazują coroczny wzrost liczby aut sprowadzanych z tego kierunku. Polacy, a raczej handlarze, odkryli, że można tam kupić względnie niezbyt mocno rozbite auta, które można niewielkim kosztem doprowadzić do stanu używalności. Oczywiście przy okazji narodziło się mnóstwo patologii, w tym oszukiwanie na rozmiarze uszkodzeń, ale spróbujcie komuś powiedzieć, że nie akceptujecie śmieci z USA, to zostaniecie zjechani. Dlaczego? Bo niektórzy rozróżniają tylko dwa rodzaje aut - rozbite z USA i rozbite u Turka w Niemczech. NIe akceptują istnienia nierozbitych aut krajowych, ale to już temat na osobny wpis.
BMW z USA to marzenie
Tajemnicą poliszynela jest to, że na sprowadzaniu aut z USA najwięcej zarabia pośrednik, a pierwszy właściciel w kraju ma później problem ze sprzedaż auta w cenie o jakiej marzy. Rynek brutalnie weryfikuje pochodzenie aut, trzeba brać na to poprawkę, że to, co się oszczędzi na zakupie auta, to straci się przy odsprzedaży. Co ciekawe - z USA nie importujemy samochodów, które są tam endemiczne, tylko pokochaliśmy używane, rozbite, niemieckie premium. Dziwne, co nie? I właśnie właściciel takiego premium właśnie odkrył, że jego rozbite BMW śmiga sobie po Polsce.
Rozbite BMW z USA jeździ po Polsce. Właściciel zdziwiony
Fascynujący wątek pojawił się na Reddit. Czytam w nim zdziwienie pierwszego właściciela, że jego rozbite BMW, wobec którego ubezpieczyciel orzekł szkodę całkowitą, trafiło do Polski i będzie jeździć po kraju.
Uszkodzenia nie są najgorsze, ale wystarczyły, żeby w USA orzec szkodę całkowitą. Koszt naprawy przekraczał wartość pojazdu i jeżeli mam być szczery, to pewnie tak było. W końcu ubezpieczyciel liczy to przy koszcie oryginalnych części i przy naprawie zgodnej ze sztuką, a to swoje kosztuje. W naszym kraju natomiast naprawia się jak najtaniej, tak żeby na pierwszy rzut oka było dobrze. W końcu najważniejsze jest pierwsze wrażenie.

Właściciel BMW ze zdumieniem odkrył, że samochód nadal działa, jest w Polsce, w warsztacie naprawczym. Skąd to wie? Bo nie wylogował się z usługi BMW Connected Car, więc ma na bieżąco podgląd do lokalizacji auta. Zapewne niedługo ją straci, bo nowy właściciel/sprzedawca wyczyści logi, ale i tak bardzo bawi mnie zdziwienie, że to, co dla Amerykanina jest odpadem, w Polsce zyskuje drugie życie.
Ale komentarze są jeszcze lepsze
Dowiadujemy się, że Polacy importują złom, bo koszty życia są za wysokie, ceny aut również, a BMW to w ogóle są drogie i nas na nie nie stać. Nie wiem jak wy, ale jak mnie na coś nie stać, to nie kupuję tego. Tymczasem okazuje się, że nabycie rozbitka z USA to wręcz symbol odpowiedzialności finansowej. Paradne.


















