REKLAMA

Nie wpuścili mnie do PSZOK. Nie spodobało się elektryczne auto, którym przyjechałem

Chciałem być bardziej eko, więc do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych pojechałem autem elektrycznym. Następnym razem chyba po prostu wyrzucę śmieci do lasu.

Ford E-Transit Courier
REKLAMA

Razem z moimi pozostałymi domownikami zrobiliśmy się niedawno wiosenne porządki w szafie. W efekcie uzbierała się pokaźna sterta znoszonych ubrań i butów, których nie wypada już oddać do kontenera na używaną odzież, a do pojemnika na zmieszane od stycznia zeszłego roku wyrzucić ich przecież nie można. Więc co? Spakowałem ciuchy do wora, a wór… No właśnie nie do jeziora, tylko na pakę testowanego aktualnie przeze mnie Forda E-Transit Courier i pojechałem do najbliższego PSZOK.

REKLAMA

Na miejscu czekała mnie niespodzianka – i to podwójna

Z racji, że mieszkam w Warszawie, do wyboru mam cztery PSZOK-i, z czego trzy znajdują się w północnej części miasta, a tylko jeden na południu. Zawrotna liczba jak na dwumilionową stolicę kraju, ale mniejsza o to. Wybrałem punkt najbliżej mnie i ruszyłem.

W pierwszej chwili po dotarciu do PSZOK miło się zaskoczyłem – było pusto. Zadowolenie jednak bardzo szybko ustąpiło miejsca zażenowaniu. Okazało się bowiem, że przyjechałem niewłaściwym samochodem.

Ford E-Transit Courier

Stanąłem przed szlabanem i przywitałem się z pracownikiem PSZOK, który do mnie wyszedł, informując od razu, że mam do wyrzucenia jedynie stare ubrania i buty. Gdy mój rozmówca wrócił się do biura, żeby umożliwić mi wjazd na wagę, przez otwarte okno usłyszałem, jak jego kolega mówi „ale on nie może wjechać, bo nie ma szyb”. Zatkało mnie.

Nie chcę nikomu robić problemów, bo w końcu ludzie w PSZOK po prostu wykonują swoją pracę i muszą trzymać się regulaminu, żeby nie podpaść przełożonym, dlatego napiszę jedynie tyle, że ostatecznie udało mi się legalnie pozbyć tych starych ciuchów i trafiły do właściwego pojemnika na tekstylia.

Absurd tej całej sytuacji nie pozwolił mi jednak przejść nad nią tak zupełnie do porządku dziennego, więc po powrocie do domu zacząłem sprawdzać regulaminy. No i faktycznie, w regulaminie warszawskich PSZOK-ów stoi jak byk:

Odpady komunalne można dostarczać do PSZOK-ów samochodami osobowymi lub samochodami z przyczepą lekką.

Więc jak by nie patrzeć, elektryczny kombivan Forda w testowanej wersji osobówką nie jest. Czyli mea culpa, mogłem nie przyjeżdżać ogromną ciężarówką wyładowaną odpadami przemysłowymi. A nie, czekaj.

Oczywiście domyślam się, że ta zasada została wprowadzona, żeby ludzie nie wykorzystywali PSZOK do pozbywania się odpadów z działalności gospodarczej i tym podobnych. Żeby taki pan Darek czy inny Mirek robiący w wykończeniówce nie przyjeżdżał codziennie Te Czwórką wypakowaną gruzem z mieszkania klienta, żeby przyoszczędzić, tylko zamówił w tym celu kontener.

Ewentualnie może po prostu przepakować to na przyczepkę podpiętą do prywatnego auta, wtedy zapraszamy serdecznie do PSZOK. Ale blaszakiem nie wpuszczamy, przykro nam bardzo.

Tymczasem nie trzeba daleko odjechać od Warszawy, żeby znaleźć bardziej życiowe przepisy. Chociażby w regulaminie wołomińskiego PSZOK:

REKLAMA

Odpady do PSZOK mogą być dostarczane pojazdami o dopuszczalnej masie całkowitej nie przekraczającej 3,5 tony lub samochodami z przyczepką lekką.

I co, można? Można. W końcu nie powinno się liczyć, czym przyjeżdżamy do PSZOK, tylko to, co przywozimy i w jakiej ilości.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-16T18:13:26+02:00
Aktualizacja: 2026-04-16T16:06:17+02:00
Aktualizacja: 2026-04-16T15:08:22+02:00
Aktualizacja: 2026-04-16T12:45:03+02:00
Aktualizacja: 2026-04-16T09:19:07+02:00
Aktualizacja: 2026-04-15T17:40:23+02:00
Aktualizacja: 2026-04-15T16:36:11+02:00
Aktualizacja: 2026-04-15T14:08:24+02:00
Aktualizacja: 2026-04-15T12:21:19+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA