Piesi i rowerzyści zachowują się niebezpiecznie. Bo nie widzą siebie z samochodu
Piesi i rowerzyści są zmorą kierowców, ale ich niebezpieczne zachowania często wynikają z niewiedzy. Dopiero, kiedy ktoś zobaczy siebie z perspektywy osoby trzeciej, poziom stwarzanego zagrożenia staje się zrozumiały.

To ciekawe zjawisko odczułem onegdaj sam na własnej skórze, a teraz często obserwuję z prawego fotela “elki”, gdzie niektórzy ludzie w słyszalny dla mnie sposób zaczynają zauważać głupotę niektórych swoich zachowań w roli pieszych czy rowerzystów. Każdy taki przypadek nawrócenia na właściwą ścieżkę jest bardzo cenny.
Do ludzi dociera, że niejednoznaczne zachowanie może być dla nich niebezpieczne
Postawa “bo ja mam pierwszeństwo” przegrywa bitwę na logiczne argumenty w “ale ja nie wiem, co zamierzasz zrobić”. Kiedy ktoś stoi przed krawędzią jezdni i gapi się w telefon, nigdy nie będę miał pewności, co się zaraz stanie. Tak samo jest wtedy, kiedy pieszy idzie wzdłuż krawędzi jezdni, patrząc się przed siebie i nagle skręci prosto na jezdnię.
Ludzie, którzy nie mogą spojrzeć z perspektywy tak “oszukanego” kierowcy, nie będą świadomi tego, jak bardzo takie zachowania mogą być dla nich niebezpieczne.
Najbardziej przerażająca dla kursantów jest konieczność nagłego hamowania
Tak samo, jak w poprzednim akapicie, argument “bo ja mam pierwszeństwo” został totalnie rozjechany buldożerem przez prawa fizyki. W tym przypadku znacznie większą grozę budzą rowerzyści, którzy potrafią wypaść na jezdnię znienacka, w sposób całkowicie bezrefleksyjni.
Kilka sesji awaryjnego hamowania otwiera ludziom oczy na dwie istotne kwestie. Po pierwsze, że obowiązek zachowania szczególnej ostrożności w odniesieniu do przejazdu dla rowerzystów jest szalenie ważny. Po drugie, żeby będąc w roli rowerzysty, nie jechać na pełnej bombie w poprzek jezdni.
Rowerzyści ignorujący drogę dla rowerów robią się irytujący dla kursantów, kiedy sami mają z nimi do czynienia
Przynajmniej kilka razy miałem do czynienia z refleksją siedzącego obok mnie kursanta, że “to dlatego są te drogi dla rowerów”. No do tego, a do czego niby? Przecież nie do gry w klasy albo pędzenia zwierząt.
Kiedy ktoś nie prowadzi samochodu i nie musi regularnie hamować przez takiego jadącego przy krawężniku rowerzystę, kiedy ten ma obok dedykowaną dla siebie infrastrukturę, ten nie zrozumie skali bezsensowności tego problemu.
Pamiętam, że zanim zacząłem jeździć autem, jako pieszy też zachowywałem się jak kompletny dzban
Wszystko dlatego, że nie rozumiałem niebezpieczeństwa płynącego z niektórych moich zachowań na drodze. Wchodzę na przejście tuż przed jadące auto? No i ciul, mam pierwszeństwo, to kierowca musi się zatrzymać.
Dopiero, kiedy siedząc za kierownicą, zobaczyłem swoje zachowania w wykonaniu innych ludzi, zrozumiałem ich powagę. I natychmiast “wytrzeźwiałem”.
Nie do wszystkich docierają konstruktywne wnioski, ale budujące jest to, że kogoś w ogóle to rusza
Nigdy nie będzie na tyle dobrze, aby ostatecznie nie mogło być jednak źle. Zakładam, że nie każdy kursant wyciąga odpowiednie wnioski z napotkanych incydentów, ale wielokrotnie otrzymywałem informację zwrotną podaną wprost, w stylu “o kur…, ja też tak robię!”.
Wszystkich nie da się uświadomić, ale dobrze, że chociaż pojedyncze jednostki ewoluują w dobrym kierunku.



















