Nadchodzi zaostrzenie przepisów. Punktów karnych za prędkość już nie skasujesz
Rząd wprowadza zmiany w przepisach. Tym razem rewolucja ma dotyczyć kursów reedukacyjnych, a raczej ich braku w przypadku poważnych przewinień. A rząd za poważne uważa ponad połowę wykroczeń.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ogłosiło kolejne zaostrzenie przepisów drogowych. Od 3 czerwca za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h dostaniesz 15 punktów karnych. Z tą różnicą, że z kursów doszkalających, które dotąd ratowały tysiące kierowców przed utratą prawa jazdy, nie będzie można już skorzystać do wykasowania najpoważniejszych wykroczeń.
Zmiany zapowiedziało MSWiA dzień po wejściu w życie przepisów o zatrzymywaniu prawa jazdy za drift i jazdę na jednym kole. Tempo resortu jest imponujące – jeden pakiet restrykcji jeszcze nie zdążył ostygnąć, a na stole już leży następny. Rzeczniczka ministerstwa Karolina Gałecka potwierdziła, że projekt rozporządzenia w sprawie ewidencji kierowców naruszających przepisy trafi do uzgodnień międzyresortowych.
A w nowej wersji czeka nas zmiana taryfikatora punktowego. Za przekroczenie dozwolonej prędkości o 41-50 km/godz. kara wzrośnie z 11 do 13 punktów. Za przekroczenie o ponad 50 km/h – od razu 15 punktów karnych, czyli maksimum. Dotychczas tyle groziło dopiero od progu 71 km/h powyżej limitu. Oznacza to, że kierowca jadący 101 km/godz. na „pięćdziesiątce” dostaje z automatu 15 punktów. Dwa takie wykroczenia i trzeba będzie na nowo zdawać egzamin w WORD-zie, tym razem bez żadnych ułatwień.
Z punktami na dłużej
Prawdziwa rewolucja dotyczy bowiem kursów doszkalających. Dotychczas w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego można było w ten sposób raz na pół roku skasować 6 punktów. To popularna i potrzebna deska ratunku dla polskich kierowców. Po nowelizacji ta furtka zamknie się dla ponad połowy wykroczeń z taryfikatora. Projekt MSWiA zawiera listę 66 naruszeń, za które punktów nie da się usunąć na szkoleniu – to ponad połowa ze 130 pozycji w obowiązującym taryfikatorze. Wśród „nieusuwalnych” przewinień znalazły się między innymi: jazda pod wpływem alkoholu lub narkotyków, przekroczenie prędkości, wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, omijanie pojazdu ustępującego pieszym na zebrze, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej, a także spowodowanie wypadku. Krótko mówiąc – praktycznie wszystko, co niesie realne zagrożenie dla życia.

Historia kursów reedukacyjnych to osobny temat. W 2022 roku zlikwidowano je przy okazji podwyższenia mandatów. Branża transportowa, w której kierowcy z zagrożonym prawem jazdy to chleb powszedni, wylobbowała ich przywrócenie. Wówczas poseł Jerzy Polaczek przeforsował stosowną poprawkę przy okazji prac nad zupełnie innym projektem, a część parlamentarzystów przegłosowała zmianę, nie zdając sobie sprawy, za czym podnosi rękę. Od 2023 roku kursy znowu działały – i znowu pozwalały na odsuwanie problemu w czasie. Teraz resort chce je zachować, ale ograniczyć możliwość korzystania z nich tylko w przypadku drobniejszych przewinień.
Jest jeszcze jedna zmiana, mniej medialna, ale równie istotna. MSWiA chce, żeby o skierowaniu na egzamin sprawdzający po przekroczeniu 24 punktów decydował stan konta z dnia popełnienia wykroczenia, a nie data wystawienia pisma przez urzędnika. Dotychczasowy system pozwalał na specyficzną gimnastykę: kierowca zbliżający się do limitu nie przyjmował mandatu, szedł na kurs, kasował 6 punktów i czekał, aż sąd rozstrzygnie sprawę – nierzadko kilkanaście miesięcy później. Po zmianie ta sztuczka straci sens, bo punkty zostaną przypisane do daty zdarzenia, a nie w dniu zapadnięcia wyroku.
Liczby spadają, kary nadal rosną
Warto przy tym pamiętać o kontekście. Od marca 2026 roku prawo jazdy na trzy miesiące traci się za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h nie tylko w terenie zabudowanym, ale też na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych poza miastem. Dochodzi do tego mechanizm recydywy – powtórzenie tego samego wykroczenia w ciągu dwóch lat oznacza podwójny mandat, do 5 tys. zł. A na polskich drogach działa już ponad 800 fotoradarów i systemów odcinkowego pomiaru prędkości, z których GITD jest szczególnie dumny. Sieć zaciska się z kilku stron jednocześnie.

Resort uzasadnia zaostrzenie statystykami: w 2025 roku na polskich drogach doszło do ok. 20,9 tys. wypadków – o 2,8 proc. mniej niż rok wcześniej. Zginęło 1660 osób, co stanowi spadek o 12,5 proc. Liczby idą w dobrą stronę, ale wiceminister Czesław Mroczek podkreśla, że główne przyczyny wypadków się nie zmieniają – nadmierna prędkość wciąż króluje w policyjnych raportach.
Przeciwnicy zaostrzeń powiedzą, że rząd znowu sięga do kieszeni kierowców pod hasłem bezpieczeństwa. I trudno im odmówić pewnej racji – bo mandat za prędkość 5 tys. zł plus kurs za tysiąc plus opłata za ponowny egzamin to koszty, które bolą nie tylko piratów drogowych, ale i zwykłego Kowalskiego, który raz się zagapił na trasie. Z drugiej strony – dane o wypadkach pokazują, że zaostrzenie przepisów z 2022 roku przyniosło realne spadki śmiertelności. Oczywiście korelacja to nie przyczynowość, ale 1660 rodzin, które straciły bliskich, wolałoby na pewno, żeby kierowcy zwalniali – bez względu na to, co ich do tego skłoni.
Nowe przepisy wchodzą 3 czerwca 2026 roku. Mamy niecałe dwa miesiące, żeby się przyzwyczaić do myśli, że dwa poważniejsze przewinienia oznaczać będą pożegnanie się z prawem jazdy. I żaden kurs tego nie naprawi.



















