Niemcy szturmują Polskę. Czas zamknąć granicę, bo wszystko nam wykupią
Ledwie dzień po wprowadzeniu ceny maksymalnej za litr paliwa doszło do sytuacji, której obawiali się wszyscy. Niemcy szturmują polskie stacje, bo dzięki temu mają ogromne oszczędności na tankowaniu. Czy rząd odważy się podjąć działania?

Od 31 marca działa w Polsce mechanizm cen minimalnych paliwa. Dzień wcześniej obwieszcza je minister energii i obowiązują na terenie całego kraju. Stacje, które będą oferować paliwa w cenie wyższej niż ustalona przez ministra, są narażone na kary w wysokości 1 mln zł.
Od początku pojawił się temat turystyki paliwowej. Skąd się wziął? To efekt doświadczeń innych państw, w których wprowadzono takie mechanizmy. Paliwo stawało się na tyle tanie, że kusiło obywateli państw sąsiadujących. Dlatego Węgry czy Słowacja wprowadzały ograniczenia na jednorazowe tankowanie dla samochodów na zagranicznych tablicach rejestracyjnych. Jedni robili to kwotowo, np. do 200 euro maksymalnie, inni litrowo, np. do 50 l, ale zawsze był jakiś bezpiecznik.
W Polsce natomiast nie przewidziano żadnych ograniczeń ani dla samochodów na obcych tablicach, ani regionalnych. Ministerstwo mówiło za to, że będzie monitorować sytuację i na razie nie ma żadnego zagrożenia wyczerpaniem zapasów. Wszystko jest pod kontrolą jak zawsze zresztą. Niektórzy mówili, że nie wprowadziliśmy ograniczeń w turystyce paliwowej, bo te dotknęłyby Ukraińców, którzy legalnie przebywają w Polsce, ale nie czują potrzeby przerejestrowania samochodu na polskie blachy, mimo że już powinni. Powody są całkiem zrozumiałe, ale niestety już pierwszego dnia okazało się, że Niemcy przypuścili szturm na Polskę.
Niemcy tankują nasze paliwo. Kto mógł się tego spodziewać?
W przygranicznych miejscowościach zaroiło się od aut na niemieckich rejestracjach. Trudno się temu dziwić skoro na jednym litrze zatankowanym w Polsce Niemiec oszczędza około 2-2,50 zł. To sporo.
Dla wielu to problem, ale pojawiły sie opinie, że powinniśmy się cieszyć, że Niemcy tankują w Polsce, bo dzięki temu podatki zostają u nas. Wprawdzie nie przełoży się to na nic, bo to paliwo i tak byłoby zatankowane, ale każdą sytuację można przedstawić w optymistyczny sposób.
Niemcy się cieszą, a ministerstwo uspokaja, że na razie wszystko jest pod kontrolą. Mam tylko dziwne wrażenie, że gdy problem się pojawi w pełnej krasie, to dopiero wtedy ministerstwo zacznie szukać rozwiązań. Znacznie po czasie. Wprowadzenie cen maksymalnych nigdy nie kończyło się dobrze, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że u nas będzie tak samo. Wyczerpanie rezerw paliwa jest jednym czynników, więc może faktycznie należałoby się przyjrzeć tym rejestracjom?



















