Najtańsze 2 litry na rynku. Lecisz i śmiejesz się z kartonów mleka
Ile kosztują w 2026 roku najtańsze auta z silnikami, których pojemności nie da się pomylić z kartonem mleka? O dziwo - nie jest tak znowu strasznie.

Żeby przy tym uprościć poszukiwania - załóżmy, że 2-litrowych kartonów ani butelek z mlekiem nie da się kupić. Teoretycznie wszystko powyżej litra jest już mało mleczne, ale zminimalizujmy szanse bycia posądzonym o wspieranie downsizingu. Czyli albo 2 litry, albo w ogóle nic.
Co więc mamy do wyboru, jeśli nasza miłość do wyższej pojemności skokowej idzie w parze z oszczędnością?
Najtańsze auto z silnikiem 2.0 - tak w ogóle

114 200 zł - tyle katalogowo kosztuje najtańsza odmiana Mazdy 3, co jednocześnie czyni z niej prawdopodobnie absolutnie najtańsze auto z poszukiwaną przez nas minimalną pojemnością skokową.
Nie jest to aż tak zaskakujące, biorąc pod uwagę, że aktualna gama silnikowa Mazdy 3 (według konfiguratora) składa się tylko i wyłącznie z jednostek 2.0, a właściwie to jednej jednostki. Wszystkie trzy warianty napędowe "Trójki" korzystają z tego samego silnika o tej samej mocy (186 KM). Różnią je tylko przekładnie (manualna albo automatyczna) oraz napędzana oś (przednia lub obie). Rozpiętość cenowa? Za 134 200 zł mamy FWD z "automatem", za 145 200 zł - AWD, również z automatyczną przekładnią.
Nie jest więc źle, choć trochę mniej przyjemnie robi się przy wersjach wyposażenia. Odmiana podstawowa oferuje tylko manualną klimatyzację, a dopłata do odmiany z klimatyzacją automatyczną wynosi ponad 10 tys. zł.
Z drugiej strony - za 126 200 zł możemy mieć pełnoprawnego kompakta ze 186-konnym, 2-litrowym silnikiem benzynowym, z 18-calowymi felgami, podgrzewanymi fotelami, czujnikami parkowania z przodu i z tyłu, podgrzewaną kierownicą, bezprzewodowym ładowaniem i szeregiem innych dodatków.
Najtańszy SUV z silnikiem 2.0 - bez niespodzianki

Tak, również Mazda, tyle że trochę podniesiona. Gama napędowa - właściwie ta sama, z tą różnicą, że w CX-30 możemy zamówić kombinację manualnej przekładni i napędu na obie osie. Na fakturze zobaczymy wtedy co najmniej 145 400 zł, czyli w sumie niewiele więcej niż za Mazdę 3 z AWD i automatyczną przekładnią. No ale pewnie i tak chcemy SUV-a.
Podobnie prezentuje się też sytuacja z wyposażeniem auta. Również i przy CX-30 wypadałoby sięgnąć głębiej do kieszeni i dla spokoju dopłacić do Centre-Line. Niestety nie zmienia się kwestia całkiem sporej wysokości dopłaty - o ile bowiem wariant podstawowy kosztuje 122 400 zł, o tyle wspomniana wyższa wersja wyposażenia to już 135 400 zł.
I ponownie, z drugiej strony - za takie pieniądze dostajemy crossovera z 2-litrowym, całkiem mocnym silnikiem i niezłym wyposażeniem. Do tego CX-30 nawet w trasie jeździ się zaskakująco przyjemnie, a wnętrze jest wciąż jednym z ładniejszych na rynku.
Najtańsze kombi z silnikiem 2.0 - przyjeżdża z Czech

Niestety nie mówimy o wersji RS czy nawet 2.0 204 KM, a o skromnym, ale przynajmniej oszczędnym 2.0 TDI 115 KM, łączonym z napędem na jedną oś i manualną przekładnią. Cena? 126 800 zł, za co dostajemy może niezbyt porywający, ale spory wóz z jeszcze większym bagażnikiem. No i literki TDI na klapie.
Wyposażenie? Cóż... jest. W standardzie dostaniemy m.in. 16-calowe felgi, wielofunkcyjną kierownicę, cyfrowe zegary, LED-y z przodu i z tyłu, tempomat, automatyczną klimatyzację, 10-calowy ekran systemu multimedialnego, automatycznie przyciemniające się lusterko zewnętrzne po stronie kierowcy (miło) oraz kilka systemów wspomagających jazdę.
Niestety, jeśli zdecydujemy się na podstawowy wariant wyposażenia, to droga do wielu opcji będzie dla nas zamknięta. Z pakietów możemy dobrać właściwie tylko podgrzewane fotele przednie (1200 zł), kamerę cofania czy pakiet Fleet, który z jakiegoś powodu zawiera w sobie podłokietnik z przodu.
Można więc, tak jak było przy Maździe, rozważyć dopłatę do trochę lepszej wersji wyposażenia. Selection robi już odrobinę wypasu, ale kosztuje prawie 19 tys. zł więcej. Trochę przyjaźniejszą dla portfela opcją będzie wariant Drive (Drive Essence w tym przypadku), gdzie za auto zapłacimy 128 500 zł (czyli dopłata mniej niż 2 tys. zł), a dostajemy m.in. wspomniany już podłokietnik z przodu, dodatkowe złącza USB-C, bezprzewodowego CarPlaya, kamerę cofania, tylne światła z dynamicznymi kierunkowskazami oraz czujniki parkowania z przodu i z tyłu.
Najtańsze duże auto z silnikiem 2.0 - kierunek Chiny

4,86 m długości, 2,8 m między osiami, całkiem ładna bryła i silnik 2.0 pod maską. Cena? 119 tys. zł. Nazwa - Bestune B70.
Niekoniecznie jest to wprawdzie pierwszy wybór klientów - i niekoniecznie byłby też mój - ale trudno dyskutować z faktami. To kawał naprawdę dużego auta, spełniający wszystkie wymagania, do tego dorzucający automatyczną przekładnię i jednocześnie wyceniony poniżej Octavii z najsłabszym dieslem (tutaj: 218 KM i 7,9 s do setki).
Przyznaję: naprawdę trudno znaleźć dla tego auta cennikowego konkurenta. Aczkolwiek pewnie też równie trudno będzie takie auto po jakimś czasie sprzedać bez ogromnej straty, chyba że przez kilka lat Polacy przyzwyczają się do chińskich samochodów.
Najtańsze auto premium z 2.0 - tak, niemieckie

Przyznaję, definicja premiumu może tu być dość dyskusyjna, bo mowa o właściwie najmniejszym modelu Audi (A3) z manualną przekładnią i 2.0 TDI o mocy 116 KM. Sprint do setki zajmuje nam 10,1 s, ale to w sumie nawet lepiej - dzięki temu wszyscy będą dłużej widzieć, że jeździmy nowym Audi.
Niestety, o ile podstawowe benzynowe 1.5 kosztuje w przypadku A3 minimum 124 700 zł, o tyle jeśli chcemy większego pojemnościowo diesla o tej samej mocy, musimy już wydać... 140 400 zł. Niewiele więcej kosztuje 1.5 150 z przekładnią S tronic, ale chcieliśmy 2 litry, to mamy.
Na pocieszenie - nawet w najtańszej odmianie dostajemy automatyczną klimatyzację, a do tego A3 tej generacji nawet bez masy pakietów wygląda świetnie. Z drugiej strony - chyba jednak w tym przypadku dopłatę do 2.0 wolałbym spożytkować chociażby na elektrycznie sterowane fotele, adaptacyjny tempomat czy jakieś większe niż 16-calowe felgi.
Aczkolwiek, jeśli zdecydujemy się na 2.0 TDI 116 KM, staniemy przed niesamowitą okazją, żeby zrobić najbardziej ironiczną wersje wyposażenia, czyli do raczej anemicznego diesla dokupić za ponad 8 tys. zł karbonowy spojler. Zdecydowanie kusi.



















