Znalazłem najdłużej sprzedawane auto na rynku. To ikona popu na krzyżu
Ile można trzymać na rynku jeden model? Włosi przyzwyczaili nas do tego, że niechętnie zastępują swoje auta nowościami. Ale tym razem idą na prawdziwy rekord.

2011 rok. Na rynku mamy wysyp świeżynek w postaci BMW 3 serii F30, "Szóstki" F12, Lexusa CT, trzeciego Forda Focusa, Volkswagena up czy pierwszego Audi Q3. Co łączy te wszystkie auta? Niektóre z nich od dawna już nie istnieją i nie doczekały się nawet następców. Reszta z nich dawno doczekała się albo jednej, albo nawet dwóch kolejnych generacji.
W 2011 roku było jednak jedno auto, które przetrwało próbę czasu. I jest z nami do dzisiaj.
To auto... zmieniło nazwę.

Włosi mieli wprawdzie świetny pomysł - którego chyba nikt do tej pory nie zrozumiał - żeby dla niepoznaki zmienić Pandzie nazwę. Od teraz, jeśli przeklikujemy się przez stronę Fiata, nie znajdziemy Pandy. Jest albo Grande Panda w wersji benzynowej, hybrydowej lub elektrycznej, albo... Pandina.
Nie zmienia to jednak faktu, że od strony technicznej w dużej mierze dalej jest to to samo auto, co w 2011 roku. Co oznacza, że jest to obecnie najstarsze nowe auto, które można kupić na polskim rynku. Pamiętające jeszcze konstrukcyjnie czasy, kiedy F30 było rozchwytywaną nowością, a segment D w ogóle jeszcze istniał.
Nic z tego już nie zostało - poza Pandą.
Jaka była Panda w 2011 roku?
Przede wszystkim nie chcecie wiedzieć, ile wtedy kosztowała. Według cennika na rok produkcji 2012, za najtańszą wersję trzeba było zapłacić - w promocji - 31 990 zł. Za tę kwotę dostawaliśmy oczywiście nowe auto, wyposażone w silnik 1.2 8V 69 KM, w którym próżno było szukać nawet takich luksusów jak klimatyzacja manualna czy radio.
Właściwie to lista dodatków w Pandzie z tamtego okresu składała się głównie z poziomych kresek, oznaczających brak a także kwot, które trzeba dopłacić za któryś z gadżetów. Nawet centralny zamek sterowany z pilota kosztował 400 zł, a za pakiet ESC + ASR + Hill Holder trzeba było dopłacić 1500 zł.
Klienci mogli zdecydować się też na droższe Pandy. Na szczycie gamy stała wersja z silnikiem 0.9 SGE 8V z wielkim napisem "TURBO" i mocą na poziomie 85 KM. Za taki cud trzeba było zapłacić 46 400 zł, a jeśli ktoś miał fantazję, mógł zamiast tego wydać 42 990 zł na... Pandę z wysokoprężnym 1.3 Multijet o mocy 75 KM.

Aczkolwiek 10 tys. zł dopłaty w porównaniu do wersji budżetowej w większości przypadków zwracałoby się ekstremalnie długo. Albo dalej próbuje się zwracać, bo Pandy raczej cieszą się długim życiem. Wikipedia podaje, że jest to przeważnie 20 lat, ale zgaduję, że te mechaniczne mogą egzystować na naszej planecie jeszcze dłużej.
Jaki jest Fiat Panda teraz?
Bez wątpienia zdecydowanie skromniejszy, jeśli chodzi o gamę silnikową. Do wyboru, zamiast małego benzyniaka, mniejszego benzyniaka z turbo i diesla, jest obecnie tylko i wyłącznie trochę-hybrydowe 1.0 o mocy 65 KM, czyli o 4 KM mniej niż na starcie.
O dziwo zachowany został podział na trzy wersje wyposażona, aczkolwiek podział cenowy jest mało równomierny. Na dole gamy stoi POP za niecałe 64 tys. zł, potem jest ICON za 66,5 tys. zł, a potem nagle niby-uterenowiony CROSS za... równe 79 tys. zł. Nie ma nic pomiędzy i startowa gama wydaje się zdecydowanie bardziej kusząca.

Z drugiej strony - trochę w kwestii wyposażenia zmieniło się na plus. Chociażby klimatyzacja manualna jest teraz standardem, podobnie jak tylne czujniki parkowania. Jedno i drugie lata temu wymagało dopłaty, choć akurat nie da się ukryć, że cena małego Fiata... wzrosła właściwie idealnie dwukrotnie, więc ta klimatyzacja i czujniki należą się chociażby z szacunku do klienta.
Żeby było śmieszno-smutno, w podstawowej wersji nadal nie znajdziemy radia. Tym, co może nas trochę pocieszać, gdy spojrzymy w kierunku tej ziejącej w kokpicie dziury, może być napis na drążku zmiany biegów. Zamiast kończyć się na "5", jak to miało miejsce lata temu, teraz zawsze kończy się na "6". ESC też mamy w standardzie, podobnie jak kilka wymaganych przez przepisy dodatkowych funkcji, takich jak ISA czy aktywny system utrzymania pasa ruchu.
Bardzo trudno jednak udawać, że jest to kompletnie inny samochód niż 15 lat temu. Nawet ekran zamiast klasycznych, fizycznych zegarów raczej nas nie zmyli.
Czy Fiat Panda w ogóle dalej ma sens?

Włosi twierdzą, że tak - i wyjątkowo nie są to Włosi z zarządu Stellantisa, a Włosi kupujący samochody. Według ostatnich informacji zapotrzebowanie na małego, taniego Fiata jest w tamtym kraju ogromne i rok do roku nawet wzrosło.
W Polsce Pandina raczej porywającym hitem nie jest, ale ma jeden spory atut. W dalszym ciągu pozostaje jednym z najtańszych nowych aut na rynku, szczególnie jeśli chcemy pozostać przy wyrobach lokalnych.







































