REKLAMA

To najgorszy rodzaj węzła drogowego. Ale przynajmniej ładnie wygląda

Lubicie czterolistne koniczyny? Zaraz Wam udowodnię, że wcale ich nie lubicie, tylko jeszcze nie zdajecie sobie z tego sprawy.

To najgorszy rodzaj węzła drogowego. Ale przynajmniej ładnie wygląda
REKLAMA

“Koniczyna” to potoczne określenie charakterystycznego układu łącznic węzła drogowego, gdzie dwie trasy przecinają się pod kątem prostym. Można nawet powiedzieć, że taki kształt powinien stanowić ilustrację pojęcia “węzeł drogowy” w jakiejkolwiek encyklopedii drogownictwa, jeżeli kiedykolwiek ktoś ją stworzy. Ja nie mam czasu.

Problem w tym, że chociaż taki układ drogowy jest piękny i niezwykle relaksujący dla osób z nerwicą natręctw, to niestety przy dzisiejszych warunkach ruchu bardzo niepraktyczny.

REKLAMA

Z inżynierskiej strony, koniczyna to najprostsza konstrukcja węzła drogowego

Używając fachowej terminologii, to węzeł drogowy typu WA - czyli układ bezkolizyjnych relacji skrętnych w każdym możliwym kierunku. Tyle, że ze wszystkich możliwych rozwiązań, schemat w kształcie koniczyny wymaga najmniejszego poziomu inżynierskiej finezji.

Taki rodzaj węzła wzorcowo składa się wyłącznie z jednego wiaduktu i ośmiu łącznic poprowadzonych przeważnie na nasypach. Nie musi mieć przy tym symetrycznej geometrii, ważny jest sam układ skrętów o 90 stopni i 270 stopni. Podmiotem tekstu są te drugie, dłuższe łącznice - tworzące właśnie wspomniany układ czterolistnej koniczyny.

Tak, czy inaczej, w przeciwieństwie do innych konstrukcji, w przypadku koniczyny nie ma aż tak dużo budowania. Jest tanio? Jest tanio. Jest dobrze? Jest tanio.

Tutaj brakuje co prawda jednej łącznicy do bezpośredniego skrętu w prawo, ale to nie ma znaczenia.

Węzły w kształcie czterolistnej koniczyny są podatne na zakorkowanie

W przypadku dróg o większym natężeniu ruchu, łącznice albo pasy do nich prowadzące potrafią się mocno zakorkować. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ zjazd i wjazd w różnych kierunkach bardzo często odbywa się z tego samego pasa ruchu.

W rezultacie, na ów pas trzeba najpierw wjechać, aby wjechać drogę poprzeczną, a na pasie jest już wianuszek samochodów zjeżdżających z owej drogi poprzecznej. Te z kolei muszą wspomniany pas ruchu opuścić, aby nie wjechać z powrotem na drogę, z której zjechały.

Zdarza się, że na jednym pasie spotykają się aż cztery kierunki ruchu. To już jednak zakrawa na akt sabotażu ze strony drogowców. Niemniej, zdarzały się i takie przypadki, i to nawet niemalże pod moim oknem.

W tym miejscu na szczęście ktoś zorientował się w ułomności tego rozwiązania i częściowo je naprawił. Teraz na jednym pasie spotykają się już tylko trzy kierunki.

Wszyscy muszą hamować i nikt nie może się rozpędzić

Efektem takiego biegu zdarzeń są zatory na obu drogach. W jednym przypadku samochody stoją przed wjazdem na łącznicę, bo wszyscy musieli zwolnić przed zmianą pasa, w drugim zaś auta zatrzymują się przed opuszczeniem łącznicy, bo za nią tworzy się kolejka oczekujących na “ucieczkę” na właściwy pas ruchu.

Pół biedy, jeżeli utrudnienia dotyczą wyłącznie aut zmieniających kierunek. Gorzej, kiedy zator jest tak duży, że obejmuje również pozostałe pasy ruchu. A tak niestety często się zdarza, bo kierowcy nie zawsze ustawiają się od razu w kolejce oczekujących do skrętu.

Kierowcy często jeszcze dorzucają opału do pieca

Pomijając samą ułomność takiego rozwiązania w obliczu dzisiejszego natężenia ruchu, sami kierowcy też nie pomagają w utrzymaniu płynności ruchu. Gdyby wszystko odbywało się z odpowiednią płynnością i koordynacją, żyłoby się lepiej. Przeważnie się jednak nie odbywa.

Głównie dlatego, że wszyscy zgodnie upierają się, aby zmienić pas od razu na samym początku. Często nawet i jeszcze przed jego początkiem, na powierzchni wyłączonej z ruchu. Efekt jest taki, że manewr jest pozbawiony jakiejkolwiek dynamiki. Plus, że chociaż w większości przypadków samochody zamieniają się miejscami na suwak, aczkolwiek też nie zawsze.

Symetryczny układ łącznic ładnie wygląda tylko na zdjęciach satelitarnych

Przy całej mojej sympatii do tego rodzaju węzłów, które nieodłącznie kojarzą mi się z historią drogownictwa, na trasach o dużej intensywności ruchu nie działają one odpowiednio efektywnie.

REKLAMA

Na mało obleganych trasach dają sobie radę, ponieważ są kompaktowe i w miarę nieskomplikowane w budowie, dlatego czas trwania inwestycji jest dzięki temu krótszy. W pozostałych przypadkach wszystko niestety idzie nie tak.

No trudno, zza kierownicy i tak nie wyglądają aż tak ładnie.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-15T13:26:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-15T10:05:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-15T07:31:48+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T13:43:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-14T10:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T19:33:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T18:04:46+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T17:40:32+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T16:09:23+01:00
Aktualizacja: 2026-03-13T15:26:22+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA