"Na Zachodzie sobie poradzili". Tutaj zrobili to najlepiej
W dużych polskich miastach wprowadzanych jest coraz więcej ograniczeń w ruchu i parkowaniu. Tak się rzekomo właśnie robi na zachodzie Europy. Dobrze, że dla kontrastu są jeszcze na świecie takie miejsca, jak Neapol.

Dodajmy, jeżeli ktoś miał pałę z geografii, że Neapol jest trzecim co do wielkości miastem we Włoszech, liczącym sobie niespełna milion mieszkańców. Przekładając to na polskie realia, jest czymś w rodzaju Wrocławia, czyli miastem dużym w skali kraju, ale nie największym.
Lata mijają, wszystko płynie, ale Włochom niezmiennie przepisy ruchu drogowego nie przeszkadzają w prowadzeniu samochodu
Jest to temat oklepany, ale dobrze jest co jakiś czas sprawdzać, czy coś się w tej materii aby nie zmieniło. Stan na styczeń 2026 roku jest taki, że wszystko przez cały czas jest pod kontrolą.

W mieście nadal jest syf, a samochody jeżdżą i parkują wszędzie
Neapol stanowi całkowite zaprzeczenie teorii o wyrzucaniu samochodów z centralnych części miast. Jedną sprawą jest fakt, że ruch odbywa jest dosłownie wszędzie, drugą zaś to, że nikomu nie przeszkadzają wielopasmowe drogi w samym sercu Neapolu.
Kiedy przykładowo w Warszawie zwęża się główne drogi, tutaj nikt się tak przyziemnymi sprawami nie przejmuje. Dwie jezdnie po trzy pasy to tutaj widok zupełnie powszechny. Kolejna kwestia, że praktycznie nie ma tutaj bezwarunkowych świętości w postaci deptaka wyłączonego z ruchu. Nigdzie, po prostu nigdzie nie natknąłem się na odcinek drogi, po której nie przejechałby przynajmniej skuter albo Fiat Panda.


Problem z parkowaniem istnieje tylko w twojej głowie
W komedii "Czy leci z nami pilot" przedstawiono scenę, gdzie główny bohater wspomina o swoich problemach z piciem, po czym nie trafia szklanką z napojem do ust i wylewa wszystko na siebie. Parafrazując tę scenę, dla Włocha problem z parkowaniem nie polega na niemożności znalezienia miejsca na postawienie samochodu, a co najwyżej na trudności z odpowiednim manewrowaniem.

Jakiekolwiek zakazy parkowania nie stanowią tutaj żadnej bariery, a na przeszkodzie stanąć może co najwyżej zbyt duża długość samochodu. Zakręty, skrzyżowania, przystanki autobusowe, chodniki i przejścia dla pieszych - brzmi jak kilkanaście dodatkowych miejsc postojowych. Auto stojące na środku chodnika w taki sposób, że ludzie muszą iść po jezdni, nie robi na nikim wrażenia. Podobnie, jak samochody zaparkowane na środku przystanku, tak że pasażerowie wysypują się z autobusu komuś centralnie na maskę silnika.

Przepisy ruchu drogowego to tylko sugestia
Jazda w stylu włoskim to artystyczny nieład, gdzie z jednej strony każdy robi co chce, ale z drugiej strony jest w tym wszystkim pewien trudny do uchwycenia porządek. Kierowcy kompletnie ignorują przepisy, ale jednocześnie zakładają i szanują to, że wszyscy inni czynią dokładnie tak samo.
Wymuszanie pierwszeństwa, wpychanie się klinem podczas zmiany pasa czy jazda na trzeciego na dwupasmowej jezdni stanowi tutaj naturalne zachowanie na drodze. Kolejność przejazdu na dużym skrzyżowaniu jest do uzgodnienia pomiędzy kierowcami.

Sygnału dźwiękowego używa się tutaj częściej niż kierunkowskazów
Włosi znani są z tego, że ponad połowę trasy z jednego do drugiego miejsca pokonują z wciśniętym klaksonem. Służy on tutaj do wszystkiego, a najczęściej w sumie do tego… do czego został stworzony, czyli ostrzegania przed zagrożeniem.
W gruncie rzeczy, chociaż Neapol tonął w dźwięku klaksonu, mało kiedy używano go z agresywnym nastawieniem, jak ma to miejsce np. w Polsce. Wydawano nim głównie komendy, gdzie drugi kierowca od razu wiedział, co dokładnie ma zrobić, np. zrobić komuś więcej miejsca wszerz jezdni. Urocze były sytuacje, kiedy jadący na wprost ostrzegawczo upominał klaksonem tego skręcającego w lewo z naprzeciwka, że nie zamierza go przepuścić i żeby grzecznie poczekał.

Piesi i kierowcy korzystają z jedni i chodników na tych samych zasadach
Neapol to idealny przykład, jak wygląda prawdziwe dzielenie się wspólną przestrzenią. Wspominałem wcześniej, że samochody parkują na chodnikach bez żenady, ale na tej samej zasadzie piesi chodzą po całej ulicy i to niejednokrotnie wprost pod jadące na zielonym samochody.
I co? I nic, bo wszyscy się takiego zachowania spodziewają. Jeden, jedyny raz spotkałem się z przypadkiem, gdzie idący na czerwonym pieszy dostał reprymendę od kierowcy - bo szedł za wolno i go wkurzał. Oczywiście był to niezorientowany turysta, bo Włosi wiedzą doskonale, co i jak należy zrobić.
Policja ma ważniejsze rzeczy do roboty, niż pilnowanie porządku na drodze
Chociaż policyjnych samochodów poruszało się po neapolitańskich drogach całkiem dużo, to służby porządkowe nie zwracały uwagi na żadne przejawy nieprzestrzegania przepisów. Mało tego, sami wielokrotnie rozpychali się na drodze, a najbardziej rozczulające było przeganianie policyjnej Alfy przez pędzącego Fiata Seicento, bo ta zajmowała za dużo miejsca na pasie ruchu.
Nie mówię, że jest lepiej, ale jest po prostu inaczej
Daleki jestem od stwierdzenia, że tzw. model włoski powinien stanowić punkt odniesienia, zwłaszcza przy naszej mentalności. Przy tłuczonych natomiast wszystkimi kanałami narracji, że "na Zachodzie sobie poradzili", weekendowa wizyta w Neapolu stanowi doskonały przykład, że może i faktycznie sobie poradzili, ale każdy na swój sposób.
Najbardziej urocze jest wszakże to, że kultura jazdy we Włoszech nie zmieniła się przez dekady. Zmieniły się jedynie samochody, ze starszych na nieco nowsze.







































