REKLAMA
  1. Autoblog
  2. Felietony

Motoblender 41: dlaczego nie możemy mieć ładnych rzeczy?

Motoblender, odcinek 41. Podobno felietoniści nie mogą być dziennikarzami, bo dziennikarze nie mogą wyrażać własnej opinii. Ale nie roztrząsajmy zbyt długo kwestii nieistotnych i zapraszam na subiektywny przegląd wiadomości z upływającego tygodnia. 

22.12.2018
8:04
motoblender
REKLAMA
REKLAMA

W tym tygodniu żyliśmy kwestią likwidacji zniżek na OC w PZU dla samochodów starszych niż 25 lat i zrzeszonych w PZM. Sprawa wcale nie umarła, wręcz przeciwnie. Komunikat PZU w tej sprawie niczego nie wyjaśnił. Według znajomego rzeczoznawcy należy go rozumieć w sposób jak najbardziej zawężający: tylko samochody na żółtych blachach będą mogły mieć zniżkę. Białe tablice z opinią rzeczoznawcy do zniżki uprawniać nie będą. Chodzi o to, że PZU za pojazd godny zniżek uznaje tylko albo zabytek, albo pojazd unikatowy. Auto kolekcjonerskie na żółtych (młodsze niż 25 lat) na zniżkę się nie chwyci.

Ponadto przeanalizowałem treść:

Klienci, którzy otrzymali lub otrzymają ofertę wznowieniową uwzgledniającą zniżkę utrzymają ją przy zawarciu umowy ubezpieczenia

Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko to, że nie otrzymasz oferty wznowieniowej uwzględniającej zniżkę, która przysługiwała ci do tej pory. To znaczy dokładnie to, co pisałem: zniżka nie będzie obejmowała żadnych samochodów, które nie mają żółtych blach i nie są albo zabytkami wpisanymi do ewidencji, albo pojazdami unikatowymi z opinią rzeczoznawcy. A to oznacza dla mnie bardzo duży wzrost obciążenia w nadchodzącym roku, bo już wiem, że T4 tych warunków nie spełni.

I to na pniu. 1200 sztuk rozeszło się w mgnieniu oka. Dealerzy nie przyjmują zamówień na kolejne egzemplarze. Można tylko wyrazić swoje zainteresowanie i zostawić nr telefonu, a wtedy diler oddzwoni, jak czegoś się dowie. Jak za PRL. Skąd taka sytuacja? Po pierwsze Jimny sprzedaje się lepiej niż sądzono na rynku rodzimym, czyli w Japonii i tamtejsza fabryka nie wyrabia z produkcją. Można byłoby tę produkcję zwiększyć, gdyby otworzyć drugą linię produkcyjną w innej fabryce, ale dla Europejczyków się tego nie zrobi. Dlaczego? Bo Jimny słabo wypada w testach WLTP. Jest zbyt paliwożerne i ma za dużą pojemność skokową, aż 1,5 litra. Więcej sprzedanych Jimny niepotrzebnie podniosłoby Suzuki średnią emisję CO2 w gamie, a może nawet pojawiłyby się kary (Carry!!! HAHAHA). Doszliśmy do takiego absurdu, że nawet malutka terenówka, która w Japonii podchodzi pod kei-cara, w rozumieniu europejskim jest „dużym samochodem” i emituje zbyt dużo CO2. I z tego powodu nie opłaca się jej do nas sprowadzać. Jeśli to już nie jest szaleństwo, to nie wiem co nim jest.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych do ruchu można dopuścić nawet samochód odrzutowy

Jakieś świry z Colorado zabudowały silnik odrzutowy w Smarcie. Dzięki temu Smart osiąga 250 km/h w 9 sekund, a jak go potrzymać na obrotach, to doszedłby do 300 km/h (o ile starczy paliwa). Jako że silnik spalinowy tradycyjnej konstrukcji pozostał na swoim miejscu, to samochód nadal spełnia warunki techniczne i może normalnie jeździć po ulicach. No to jest dość zabawne, że w Europie Jimny jest za duże i nie mieści się w limicie CO2, a w Stanach można sobie jeździć odrzutowcem na kołach. Z pewnością podczas działania silnika odrzutowego z dysz wypada mieszanka górskiego powietrza z prestiżem.

Skoro już o dziwnych samochodach mowa: na sprzedaż pojawił się Mercedes E320, tzw. „okular” w Royu. Czyli pickup z podwójną kabiną. Ponoć konwersję wykonano na nowym samochodzie i kosztowała 50 tys. dolarów. Doskonały sposób na wydanie 50 tys. baksów.

motoblender

Polonez zmieni się w myśliwiec

Nie bardzo sobie to wyobrażam, ale wiele wskazuje na to, że zmiana będzie polegać na przemalowaniu. Oto właściciel pewnego interesującego Poloneza Trucka ma zamiar przemalować go, żeby przypominał polski myśliwiec PZL P.11c. To dość oryginalny Truck, bo wygląda jak oberżnięty Borewicz (a przecież Truck miał inny przód). Z tekstu wynika, że właściciel posiada najstarszy, trzeci egzemplarz Poloneza. Moim zdaniem tylko pierwszy egzemplarz był najstarszy, a następne już nie były najstarsze, ale może się nie znam na polskiej motoryzacji. Polonez ma też zyskać nowy silnik 2.2 TDI 130 KM (ciekawe, nie słyszałem o takim silniku). Piszę jednak o tym głównie dlatego, że przeróbka Poloneza na myśliwiec w końcu udowadnia, że rację miał Ryszard Ochódzki w „Misiu”, mówiąc, że jak komuś ukradną furę, to potem muszą mu oddać samolot. To stara tradycja, jeszcze z początków lotnictwa.

Mercedes i BMW mają zamiar zawiązać partnerstwo, żeby wspólnie produkować kluczowe elementy samochodów. Kiedyś, dawno temu, pracowałem w pewnym czasopiśmie, które miało silną konkurencję rynkową. Zaproponowałem, żeby zamiast bić się z rywalami, dogadać się z nimi kto o czym pisze i tym sposobem podzielić się rynkiem. Spotkało się to z silnym sprzeciwem dyrekcji. Wytłumaczono mi (niezbyt miło), że to właśnie dzięki konkurencji klienci wierzą w nasze starania. Wiedzą, że musimy być lepsi niż inni i dzięki temu nasz produkt jest coś wart. Jakbyśmy się wszyscy dogadali, to nie musielibyśmy się starać. Cały rynek byłby nasz. Podobnie jest z partnerstwami typu Ford + VW czy Mercedes + BMW. Dlaczego klienci na BMW kupują BMW? Bo jest w ich mniemaniu lepsze niż Mercedes lub Audi. To główny powód. Gdyby uważali inaczej, kupiliby inny produkt. Jeśli ta rywalizacja zniknie, klienci stracą też przyczynę do zakupu tego akurat pojazdu. Ale to oczywiście tylko dobrze, bo przecież samochodów nie należy kupować, a subskrybować. Może w ramach partnerstwa BMW i Mercedes zaoferują wspólną subskrypcję, w ramach której będziesz mógł/mogła zmieniać samochód ile razy chcesz, raz na BMW, raz na Mercedesa.

Z pewnością takie partnerstwo rywali jest świetne dla nich samych i tragiczne dla klientów, którzy zostają pozbawieni wyboru. A teraz wyobraźmy sobie, że PO i PiS dogadują się i łączą się w jedną, wszechogarniającą partię, i w wyborach można głosować tylko na jedną listę. A nie, tego sobie wcale nie trzeba wyobrażać. Tak już było, i to przez prawie 45 lat.

REKLAMA

Niestety, nius jest w sekcji płatnej, ale w Polsce zadebiutuje platforma Skuber. To Uber, tylko na skuterach. Będzie można zamówić sobie kierowcę ze skuterem, który przyjedzie po nas i zabierze dokąd potrzebujemy, szybko i tanio. Absolutnie genialne! To skopiowany pomysł mototaxi z tzw. krajów rozwijających się typu Peru albo Nigeria, gdzie rzeczywiście można zatrzymać motocyklistę i pojechać sobie dokądś z nim jako kierowcą. Jeśli nie baliśmy się do tej pory wsiadać do Ubera z nielicencjonowanym, nieubezpieczonym kierowcą, to teraz możemy przejść na wyższy poziom: wsiadać na jednoślad z nielicencjonowanym, nieubezpieczonym kierowcą. W razie stłuczki Uberem można było po prostu z niego wysiąść i złapać innego. W razie stłuczki Skuberem lądujemy w szpitalu z rozległymi złamaniami. Uber wprawdzie stał w korku z innymi autami, ale na miejscu nie trzeba było parkować, a na głowę nie padał deszcz ze śniegiem. W przypadku Skubera warunki atmosferyczne będą dość kluczowym zagadnieniem. Jest jeszcze jedna kwestia: skuterem może jeździć każdy, także bez uprawnień. Skuter jest tani, praktycznie każdego nań stać. Skuterem jest zawsze łatwo zaparkować. Nie potrafię znaleźć żadnego powodu, dla którego ktoś miałby chcieć skorzystać z płatnego przewozu skuterem w cenie niemal identycznej jak przejazd samochodem.

No ale to mnie zainspirowało do stworzenia platformy KROKER. Zamawiasz sobie KROKERA i przyjdzie do ciebie ktoś, kto za opłatą pójdzie razem z tobą tam, dokąd potrzebujesz iść. W wersji premium może nawet pomoże ci przynieść browary z dyskontu.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA