Nikt nie zwracał na niego uwagi. Okazało się, że to zaginiony prototyp
Co pewien czas wypływają różne znaleziska w kategorii “barn find”. Raz jest to pospolite Renault 5, innym razem olśniewający Mercedes Gullwing, ale może być też coś w skali maxi, czyli prototypowy Jelcz C 623 D/1.

Gdzieś na dolnośląskiej prowincji, kawałek od głównej szosy, odnaleziony został jedyny wyprodukowany egzemplarz ciągnika siodłowego Jelcz C 623 D/1. Jedyny, ponieważ po zaprezentowaniu przez Jelczańskiej Zakłady Samochodowe w 1993 roku w postaci prototypu, nie podjęto jego produkcji i jego historia zakończyła się tylko na tej jednej sztuce. Dalsza historia tego wozu pozostawała przez wiele lat nieznana, aż do teraz, kiedy wóz odnalazł się w zupełnym zdrowiu.
Prototypowy Jelcz pracował przy układaniu nawierzchni
Są to informacje póki co poszlakowe, niemniej wszystko wskazuje na to, że pojazd przez lata woził na naczepie sprzęt do utrwalania nawierzchni. Pracodawcą Jelcza była natomiast firma Pol-Dróg z Oleśnicy. Nie wiadomo zaś, kiedy wóz tam trafił i kiedy dokładnie został odstawiony pod płot.
Nowy Jelcz stanowił pewien postęp w odniesieniu do starszych modeli
Początek lat 90. to etap dynamicznego unowocześniania produkowanych w Jelczu pojazdów, głównie poprzez adaptację zachodnich komponentów. Silnik firmy Steyr, 16-biegowa skrzynia ZF czy układ jezdny wyposażony w systemy ABS i ASR stanowiły krok naprzód, niemniej nie było to nic zupełnie nowego, bo miały to już nieco starsze, produkowane od początku lat 90. Jelcze
W C 623 nowością było natomiast zastosowanie pneumatycznego resorowania obu tylnych osi, zarówno napędowej, jak i wleczonej. Konstrukcja zawierała ponadto układ automatycznego poziomowania.
Cyfra “6” w oznaczeniu modelu odnosi się do wersji trzyosiowej, coś na wzór 3x2=6
Druga cyfra, czyli “2”, opisywała rodzaj napędu, czyli 6x2. Jelcz miał zatem napędzaną jedną z trzech osi. “3” zaś to odnośnik do mocy silnika, tutaj 320-koni mechanicznych austriackiej turbodoładowanej jednostki Steyr.
Jak już brniemy w temat, litera D w dalszej części oznacza dalekobieżny typ kabiny. Czyli taki, gdzie jest więcej miejsca za plecami kierowcy, tak aby można było zorganizować miejsce do spania.
Ciągnik siodłowy 623 D/1 nie wszedł do produkcji, bo w pewnym sensie przegrał z wewnętrzną konkurencją
Mniej więcej w tym samym czasie, co C 623, zaprezentowano również ciągnik 424 Max, który rozbił bank i skupił na sobie blask wszystkich jupiterów. Wóz wyposażony był w mocarny, bo 425-konny silnik Detroit Diesel, a przy okazji wyposażony w szereg elektronicznego osprzętu, stawiającego go w teorii na równi z zachodnimi ciężarówkami.
Z bardziej przyziemnych konstrukcji, Jelcz miał w ofercie również mniejszy ciągnik oznaczony C 423, a także produkowany już od kilku lat C 642 z dwiema osiami napędowymi.
C 623 D/1 to brat skrzyniowego Jelcza S 623 D/1
O ile ciągnik siodłowy stanowił jedynie jednostkową produkcję, to jego skrzyniowy odpowiednik zrobił znacznie większą karierę. Oba modele zbudowano na tym samym podwoziu. W przypadku wersji skrzyniowej, 9,1-metrowa rama podwozia była najdłuższą jakąkolwiek wyprodukowaną na tamten moment w Jelczu.
Skrzyniowy Jelcz był swego czasu rozpoznawalny chociażby za sprawą kontraktu z firmą Coca-Cola na dostawę siedmiu ładnie udekorowanych zestawów trzyosiowych solówek z przyczepami.
Wóz stał blisko drogi, ale nikt nie zwracał na niego uwagi
Ciekawostką jest, że pojazd stał zupełnie dobrze widoczny z drogi. Sęk w tym, że aż do teraz nikomu nie rzucił się w oczy. To tylko stary Jelcz, nic ciekawego, schowaj ten aparat i jedź dalej, bo nie mamy czasu.
Dobrze, że ktoś ma łeb na karku od myślenia, a nie dla ozdoby.







































