Oto nowy Ford Transit. Jego nazwa mówi wszystko
Powitajcie nowego członka rodziny dostawczych modeli Forda. Nazywa się Transit City i według zapowiedzi to właśnie w mieście ma się czuć najlepiej.

Włodarze koncernu spod znaku błękitnego owalu najwidoczniej uznali, że cztery różne samochody dostawcze w ofercie to wciąż za mało i niezbędne jest dodanie piątego. Tym sposobem przed końcem obecnego roku do miejskiego Transita Courier, kompaktowego Transita Connect, średniej wielkości Transita Custom i flagowego Transita dołączy jeszcze całkowicie nowy Transit City.
Podobnie jak wspomniany Custom, ma on rywalizować w segmencie aut o ładowności ok. 1 tony, ale będzie nieco niżej pozycjonowany w hierarchii użytkowych Fordów, a do tego sprzedawany tylko z napędem elektrycznym.

Trzy wersje do wyboru
Na tle dotychczasowej gamy dostawczaków Forda nowy Transit City wyróżnia się niebywale prostym projektem nadwozia, pozbawionym w zasadzie jakichkolwiek ozdobników – swoją kanciastością przypomina trochę auta, które każdy rysował jako dziecko. Dodatkowo, moim zdaniem ma w sobie coś z Transita z lat 90., zwłaszcza z przodu.

Opisywany model będzie dostępny w trzech wariantach – jako Van L1H1, Van L2H2 oraz podwozie z kabiną. W bazowej konfiguracji L1H1 ma 498,5 cm długości, 188,5 cm szerokości i 199,1 cm wysokości oraz 306,0 cm rozstawu osi. Oferuje przy tym przestrzeń ładunkową o długości 277,0 cm i objętości 6,4 m3 oraz ładowność na poziomie 1085 kg. Standardem na pace ma być wytrzymała wykładzina, wykończenie wnętrza do połowy wysokości oraz punkty mocowania ładunku.

Wersja L2H2 jest o 30 cm dłuższa (o tyle bowiem zwiększono rozstaw osi) i o 29,4 cm wyższa. W jej przypadku do dyspozycji mamy pakę o długości 307,0 cm i pojemności 8,5 m3. Ładowność również jest większa – wynosi 1275 kg.


Podwozie z kabiną bazuje na wariancie z wydłużonym rozstawem osi i zapewnia szerokie możliwości zabudowy, dzięki czemu najłatwiej dopasować je do profilu prowadzonej działalności. Może być wyposażona np. w otwartą skrzynię ładunkową czy też kontener chłodniczy.

Prosta oferta
Jeśli zaś chodzi o napęd, to specjalnego wyboru nie będzie. Gama Transita City ograniczy się bowiem do jednego wariantu silnikowego – ze 150-konną jednostką elektryczną przekazującą moc na przednie koła i zabudowanym w podwoziu akumulatorem LFP o pojemności 56 kWh netto, który pozwala pokonać w cyklu mieszanym do 254 km na jednym ładowaniu.
Nie jest to może dużo, ale według badań przeprowadzonych przez Forda aż 90% użytkowników ich elektrycznych aut dostawczych przejeżdża dziennie mniej niż 110 km. W mieście więc przekraczający 250 km zasięg Transita City powinien być w zupełności wystarczający.

Warto w tym miejscu wspomnieć także o samym ładowaniu. Korzystając z szybkiej ładowarki, w ciągu 10 minut można zyskać 50 km, natomiast ładowanie prądem stałym z mocą 67 kW od 10 proc. do 80 proc. zajmie ok. pół godziny. Ładując baterię prądem zmiennym z mocą 11 kW od 10 proc. do 100 proc., cały proces potrwa ok. pięciu godzin.

Każdy Ford Transit City, niezależnie od wybranej konfiguracji nadwozia, będzie ponadto oferowany wyłącznie w jednej specyfikacji wyposażenia. W standardzie można liczyć na m.in. klimatyzację, układ automatycznego hamowania awaryjnego, system ostrzegania o opuszczaniu pasa ruchu, tempomat adaptacyjny, kamerę cofania, przednie i tylne czujniki parkowania, bezkluczykowe uruchamiania silnika, podgrzewany fotel kierowcy oraz multimedia z 12,3-calowym ekranem dotykowym, współpracujące z Apple CarPlay i Android Auto.

Szczegółowy cennik nowego Transita City mamy poznać w drugim kwartale (niewykluczone, że już w kwietniu), natomiast pierwsze samochody zaczną zjeżdżać do dealerów dopiero pod koniec roku.



















