Degradacja baterii w EV to 2,3 proc. rocznie. Powodzenia na rynku wtórnym
Obecnie dużo mówi się o zasięgu w samochodach elektrycznych i czy jest on wystarczający. Radzę cieszyć się póki jest, bo z biegiem lat będzie tylko malał.

Amerykańska agencja Geotab przeprowadziła badanie degradacji baterii na ponad 22 700 różnych samochodów elektrycznych. Wynik na poziomie 2,3 proc. rocznie może napawać optymizmem, bo to przecież bardzo niewiele. Przypominam jednak, że samochód to przedmiot, z którego korzystamy więcej niż rok, a rynek wtórny pokazuje, że nawet 20-30 letnie pojazdy nadal cieszą się wzięciem.
Degradacja baterii jest różna, zależnie od samochodu i jego użytkowania
Na badaną grupę pojazdów składało się 21 modeli samochodów z różnych segmentów rynku, od typowych aut osobowych przez vany aż po samochody dostawcze i pick-upy. Niestety nie znamy konkretnych modeli, na których zostało przeprowadzone badanie. Szkoda, bo chętnie bym się dowiedział jakie elektryczne vany sprzedawane są w Ameryce oprócz Volkswagena ID.Buzz.

Największy wpływ na żywotność baterii ma sposób jej ładowania. Szybkie uzupełnianie zasięgu, które mocno obciąża baterie szybko obniża jej pojemność - nawet do około 3 proc. rocznie. Samochód ładowany domowego gniazdka, bez użycia szybkiego ładowania, utrzyma degradację baterii “tylko” 1,5 proc. rocznie.
Co ciekawe, w badaniu widać wyraźną korelację pomiędzy typem samochodu, a sposobem ładowania. W samochodach dostawczych, które ładowane są szybko, by znów wyjechać na drogę degradacja baterii postępuje szybciej niż samochodach osobowych częściej korzystających z wolniejszych ładowarek. Jeśli jednak wyciągnąć średnią ze wszystkich samochodów sprawdzonych przez Geotab, to średnia degradacja akumulatora wynosi 2,3 proc. Jest to średnia, pomiędzy autami dostawczymi oraz osobowymi i ze wszystkich warunków pogodowych.
Innym czynnikiem przyspieszającym degradację baterii jest pogoda. Jeśli samochód często użytkowany jest w klimacie ciepłym, czyli powyżej 25 Celsjusza, to bateria degraduje szybciej. To wyjaśnia dlaczego w zimnej Skandynawii tak lubią samochody elektryczne. Może i mają niewielki zasięg, ale przynajmniej utrzymują go przez wiele lat na podobnym poziomie.
Ale to wciąż 1,5-3 proc., w czym problem?
Wartość na poziomie kilku procent nie wydaje się duża, to prawda. Musimy jednak pamiętać, że rozmawiamy tutaj o skali rocznej. To oznacza, że nawet jeśli mamy samochód z dużym akumulatorem - na przykład Teslę Model S P100D - to zamiast 100 deklarowanych kilowatogodzin po trzech latach mamy ok. 95 kWh. Mówimy o bardzo optymistycznym scenariuszu, w którym zakładamy, że samochód zawsze jeździł w odpowiednich warunkach atmosferycznych i nigdy nie był obciążony szybkim ładowaniem. Ta sama przykładowa Tesla P100D często korzystająca z szybkiego ładowania i używana w warunkach wysokiej temperatury w tym samym okresie zamiast 100 kWh będzie mieć tylko 92,5 kWh.
Wyobraźcie sobie teraz kupno używanego EV
W przypadku samochodów spalinowych wiek nie ma aż takiego wpływu na zasięg. Mechanizmy silnika spalinowego się zużywają i to ma wpływ na moc oraz spalanie, ale nie sądze by - ponownie przykładowy - Passat B5 1.9TDi stracił wiele na zasięgu podczas 25 lat użytkowania.
To właśnie spalanie i dystans przejechany na jednym baku był jednym z czynników gwarantujących mu sukces na rynku wtórnym, Passat B5 za niską cenę oferował naprawdę duży zasięg.
A teraz wyobraźcie sobie podobną sytuację za kilka lat, gdy będziecie chcieli kupić sobie taniego elektryka. Nawet jeśli wybierzecie samochód z dużą baterią - trzymajmy się tego Modelu S P100D, bo łatwo się liczy - to po 25 latach przy dobrych wiatrach zostanie 62,5 kWh. A ciągle mówimy o optymistycznym, wręcz nierealnym scenariuszu, w którym zakładamy najniższą możliwą degradację na poziomie 1,5 proc. Średnia degradacja to 2,3 proc. i wtedy ze 100 kWh zostanie 42,5. Czyli tak naprawdę nic. A jeszcze lepiej sytuacja będzie wyglądać z samochodami bardziej popularnymi o mniejszych bateriach - co z resztą już widać po wczesnych Renault Zoe, które realnie mają 60 km zasięgu na pełnym ładowaniu.

Czyli niby 2,3 proc. na rok to nie jest dużo
Ale na przestrzeni 10 lat to dużo. Powiedziałbym nawet, że na tyle dużo, że eliminuje to starsze samochody używane z dalszej eksploatacji, chyba, że kupując auto za 10 tysięcy złotych stać się na wymianę baterii za 20 tys. zł, w optymistyczny scenariuszu.







































