Dacia wie, czego boją się jej klienci. Więc stworzyła myjnię, która działa na odwrót
Nie, nie wjeżdża się do niej tyłem. Przyjeżdża się na nią czystym autem, a wyjeżdża - po odpowiednich zabiegach wykwalifikowanych pracowników Dacii - autem ubłoconym po sam dach. Zaraz, co?

Był kiedyś taki żarcik, że współczesnymi samochodami terenowymi, okołoterenowymi i wyglądającym na terenowe właściwie nikt nie wyjeżdża w teren. W związku z tym producenci powinni sprzedawać, za odpowiednią opłatą oczywiście, specjalne pakiety off-road look, w ramach których dostawalibyśmy trochę błota i pustynnego piasku tu i tam. Żeby było widać, że nie jesteśmy kolejnymi osobami, które kupiły SUV-a w pogoni za modą i faktycznie jesteśmy aktywnymi, młodymi ludźmi przygody.
Dacia uznała, że ten żart należy wdrożyć w życie. I tak - oferuje pakiet off-road look.
Zanim jednak ruszyła machina wdrażania żartu w życie, sprawdzono, czy jego pierwsza część jest prawdziwa i kupujący auta terenolubne faktycznie sami za jazdą w terenie nie przepadają. Okazało się, że tym razem IDzD i "lokalne obserwacje" znalazły potwierdzenie przy bardziej naukowym podejściu - przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Spośród ankietowanych posiadaczy "4x4" aż 40 proc. takich osób nigdy nie zjechało swoimi pojazdami z ubitej trasy. 19 proc. nigdy nie wjechało na drogę inną niż asfaltowa. Prawie 70 proc. z kolei przyznało, że największą przeszkodą terenową, jaką pokonali swoim gotowym do jazdy w terenie samochodzie, był próg zwalniający.
Dodatkowo wyszło, że co piąty (a nawet częściej) posiadacz takiego auta ma nerwicę i myje swoje auto raz na tydzień. Nic więc dziwnego, że nie chcą brać swojej nowiutkiej - w domyśle - Dacii Duster w teren, skoro mogłaby się zabłocić albo przykurzyć. Albo nie daj boże - porysować!
Dacia zaproponuje więc terapię szokową.
Którą niemal w całości opisuje powyższe zdjęcie. Tak, trzeba się umówić na tę "myjnię" za pomocą specjalnego formularza, a czas trwania akcji jest ograniczony do jednego dnia i kilku godzin. Tak, trzeba tam dostarczyć swój samochód - nie musi być w sumie czysty. Tak, następnie zostanie on oblany masą brudnej wody i błota, a eksperci na miejscu zadbają o to, żeby brud znalazł się wszędzie, gdzie jest dla niego miejsce. Zgodnie z komunikatem Dacii ubrudzone będzie wszystko - od podwozia (żeby nie wyglądało sztucznie), przez nadkola, aż po maskę i klapę bagażnika. Po zdjęciu wnoszę też, że również dach nie uniknie co najmniej kilku zachlapań.
Na samym końcu, kiedy błoto będzie rozprowadzone w odpowiedni sposób po nadwoziu, zespół ekspertów zatroszczy się o to, żeby nasze auto było nadal zdatne do jazdy w zgodzie z przepisami - czyli przetrą przednią i tylną szybę (ale bez przesady!), oczyszczą też tablice rejestracyjne i światła w parze z reflektorami.
I po co to?
Według Dacii po to, żeby można było wzbudzić zamieszanie wśród znajomych, kiedy przyjedziemy tak ubłoconym autem - od razu posypią się pytania, w jaką dzicz zapuściliśmy się na weekend (albo trawnik pod którym urzędem stratowaliśmy). Albo też - trochę bardziej na serio - żeby przełamać w ludziach niechęć do ubrudzenia swoich samochodów - w końcu nie po to kupiliśmy Dustera czy innego SUV-a, żeby jeździł po asfalcie i każda plamka kurzu na nim wzbudzała w nas chęć do sięgnięcia po chusteczkę i przetarcia tego drażniącego miejsca. Prawda?