Słynne znalezisko z Krakowa ma nowe serce. Jest coraz lepiej
Pamiętacie pięknego Chevroleta Impalę wyciągniętego z jednego z krakowskich garaży? Od tamtego momentu minęło już kilka miesięcy i pora zobaczyć, jak się miewa tuż przed początkiem wiosny.

Jeżeli spędziliście ostatnie kilka miesięcy ukryci pod kamieniem, TUTAJ możecie przeczytać dokładnie, co się wówczas wydarzyło. W skrócie, przez wiele lat w jednym z krakowskich boksów garażowych parkował Chevrolet Impala z 1962 roku. Wóz znajdował się w Polsce niemalże od nowości, a w miejscu postoju zalegał od około 30 lat. Historia znalazła szczęśliwy finał, ponieważ auto trafiło do nowego właściciela, który odpowiednio się nim zaopiekował, co jakiś czas publikując na facebookowych grupach postępy swoich prac nad wozem.
Oryginalny silnik Impali okazał się niestety zatarty
Sprawy początkowo zapowiadały się obiecująco, ponieważ ręczne obracanie wałem korbowym sugerowało dobrą kondycję motoru. Wóz podczas wyjazdu z garażu nie był przepalany, a wyciągany siłą mięśni (wyciągarki), dlatego też dokładnej oceny sytuacji nowy właściciel dokonał na późniejszym etapie.
Poprzedni tekst zakończyłem słowami, że silnik Impali ma niedługo znowu zagrać dla widowni. No niestety, kancierta nie budiet, bo motor okazał się mieć zmiętoszone panewki na wale korbowym - stąd tajemnicze stuki wewnątrz, które zakończyły karierę wozu 30 lat temu. Jeżeli kłopot dotyczyłby samych panewek, temat byłby jeszcze do uratowania, lecz według słów właściciela silnik ma niestety jeszcze na dokładkę pęknięty blok. Tutaj już medycyna jest bezradna.

Zdjęcie autorstwa właściciela wozu, opublikowane na Facebooku.
Dobrzy ludzie przyszli z pomocą, tak że szybko znalazł się silnik na przekładkę
Mogę sobie przypisać dobry uczynek i przynajmniej do końca miesiąca w majestacie prawa czynić zło - poprzedni tekst poświęcony Impali naprowadził ludzi chętnych do pomocy, więc zdrowy silnik na przekładkę w miejsce uszkodzonego błyskiem się znalazł.

Zdjęcie autorstwa właściciela wozu, opublikowane na Facebooku.
Jak to zwykło się ładnie mówić, motor jest taki sam, ale inny. Tak, jak wcześniej, jest to rzędowa “szóstka” Chevroleta - Stovebolt 6 o pojemności 230 cali sześciennych. Tyle, że obecna jednostka jest nowszą ewolucją tej poprzedniej. Jak mówi właściciel, wszystko zgadza się ze sobą, ponieważ silniki w tym roczniku Impali występowały równocześnie: starszy jedynie w egzemplarzach eksportowanych do Europy, nowszy w autach na rynek amerykański.
Po operacji demontażu starego, nowe serducho już siedzi w komorze silnika, tak że Chevrolet przebiera kopytami przed nadchodzącym wyjazdem na drogę.

Zdjęcie autorstwa właściciela wozu, opublikowane na Facebooku.
Poza przeszczepem serca, Impala potrzebowała wyłącznie porządnej kąpieli i drobnych zabiegów estetycznych
Dlatego też nie było potrzeby przeprowadzania wielu prac nad samochodem, aby ten nadawał się do pokazania ludziom. Czy coś się zmieniło? A przykładowo wjechały nowe felgi, nadające Impali nieco bardziej zadziornego wyglądu.

Subiektywnie, jestem bardzo szczęśliwy, że nowy właściciel nie naruszył ducha wozu, czyli nie dokonał kompleksowej restauracji, a jedynie przetarł szmatką tu i tam. Wspaniałe tylne lampy kierunkowskazów pochodzące z Żuka zostały na swoim miejscu, tak jak powinno być.
Trochę szkoda, że z uwagi na obecnie obowiązujące przepisy nie da się pozostawić dotychczasowych czarnych tablic rejestracyjnych, a przynajmniej zrobić to bez bałaganu w dokumentacji samochodu - ale to było przewidziane od samego początku.
Wiosna coraz bliżej - tak samo jak ukończenie projektu
I tak trzeba żyć! x2



















