Najdziwniejsze "rondo" południowej Polski. Na stłuczkę czekałem dwie minuty
Słynna “będzińska nerka”, czyli fikuśne rondo w zagłębiowskim Będzinie, to jedno z bardziej osobliwych skrzyżowań w Polsce. Byłem na nim niecałe dwie minuty, a już dwóch kierowców zaliczyło dzwona.

Zanim rozłożymy wszystko na części pierwsze, spójrzmy najpierw na przekazy medialne dotyczące tego miejsca. Najczęściej przytacza się anegdotę, że można tutaj wpaść cztery razy pod ten sam tramwaj - jest to oczywiście prawda, ale tylko w teorii, bo w praktyce dużo czynników musiałoby się spleść, aby do tego doszło. Dużo łatwiej jest tutaj zaliczyć tutaj kraksę z innym samochodem, co zresztą na moich oczach się właśnie wydarzyło. A wszystko stało się dlatego, że niektórzy zbyt mocno biorą sobie do serca odnoszące się do Będzińskiej Nerki słowo “rondo”.
Będzińska nerka nie jest rondem w najbardziej oczywistym tego słowa znaczeniu
Mówisz “rondo”, myślisz “ruch okrężny” i “pierwszeństwo na pasie wokół wyspy”. Kłopot w tym, że miejscówka w Będzinie, chociaż nazwana jest rondem i ma nawet swojego patrona, nie działa według zasad takich, jakich wszyscy się mogą w odniesieniu do tego słowa spodziewać.
Na każdym przecięciu dróg obowiązuje inny układ pierwszeństwa przejazdu
Zacznijmy od tego, że w żadnym miejscu nie został ustawiony znak A-5 “ruch okrężny”. Sam znak nie świadczy jeszcze o pierwszeństwie, ale w jakimś stopniu definiuje organizację ruchu. Tutaj nic takiego nie ma miejsca, a pierwszeństwo w kolizyjnych punktach ustalone jest indywidualnie.

Oczywiście, to nie żadna fizyka jądrowa, tylko fundamenty przepisów ruchu drogowego. Co więcej, nie jest to także żadna osobliwość, że rzekome rondo okazuje się wcale nie być tym, czym większość kierowców pomyślała że jest.
W taki właśnie sposób doszło właśnie do wspomnianej w nagłówku kolizji
Jeden z kierowców zignorował oznakowanie i intuicyjnie założył, że jedzie drogą z pierwszeństwem przejazdu - tak, jak zwyczajowo dzieje się na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym. Niefortunnie, z jego prawej strony nadjechał inny samochód, który akurat miał faktycznie pierwszeństwo przejazdu. Doszło do kolizji i obaj kierowcy mają zepsuty dzień.

Przy wyłączonej sygnalizacji świetlnej dyskusyjne okazuje się również pierwszeństwo tramwaju
Z tym wpadnięciem pod tramwaj wspomnianym na początku to z trochę żart, a trochę też i prawda. Zacznijmy wszakże od tego, że obecnie problem został teoretycznie zażegnany, ponieważ dzięki ostatniej przebudowie "nerki" przejazdy tramwajowe są uzbrojone w sygnalizację świetlną. Niemniej, na początku roku jeszcze nie funkcjonowała, przez co mogło dojść do takiej sytuacji:
I tutaj znowu pojawia się kłopot w interpretacji, czym Będzińska Nerka w istocie jest. Kierowca na filmie założył to samo, o czym mówiłem na początku, że obowiązuje tutaj pierwszeństwo ruchu po okręgu.
Przejazd tramwajowy znajduje się poza obrębem skrzyżowania
Tak samo, jak każde przecięcie dróg stanowi oddzielny organizm, tak samo jest w przypadku każdego z przejazdów tramwajowych w tym miejscu. Według przepisów ruchu drogowego, jeżeli do przecięcia drogi samochodu i tramwaju dochodzi poza skrzyżowaniem, pierwszeństwo przejazdu ma wówczas tramwaj - zgodnie z zasadą równorzędnego pierwszeństwa i wynikającego z niego priorytetu pojazdu szynowego.
O co chodzi z tym wielokrotnym wpadnięciem pod ten sam tramwaj?
W niektórych relacjach, aby wykonać zawracanie i skończyć oblot w tym samym miejscu, z którego się zaczęło, tory tramwajowe przecina się dokładnie w czterech miejscach.
Oczywiście, aby był to ten sam skład, musiałoby dojść do nieprawdopodobnego splotu okoliczności, ale zaliczenie bliskiego spotkania w dwóch miejscach jest już jak najbardziej możliwe.
Nie zmienia to wszakże faktu, że przy zrobieniu pełnego kółka dookoła "nerki" faktycznie cztery razy zalicza się przejazd tramwajowy, więc zagrożenie samo w sobie naturalnie występuje w przyrodzie.

Obserwacja ruchu na Będzińskiej Nerce to doskonale kino akcji
Z jednej strony, miejsce nie jest w rzeczywistości niczym nadzwyczajnym. Z drugiej zaś, ma w sobie pewne wibracje, przez które kierowcy masowo popełniają tutaj błędy.
Wystarczy jednak po prostu obserwować znaki i nie jechać na pamięć. Świat będzie piękniejszy, podobnie jak blacha w samochodzie.







































