REKLAMA

Pojechałem na duży zlot za granicę. Chyba nie zrozumiecie tego hobby

Jedni jeżdżą na zloty samochodów amerykańskich, drudzy włoskich, a trzeci… węgierskich. I to takich nieco większych. Mam dziwne hobby, nie zrozumiecie.

Pojechałem na duży zlot za granicę. Chyba nie zrozumiecie tego hobby
REKLAMA

Zawsze lubiłem duże pojazdy pokroju autobusów i ciężarówek, zaś zupełnie nie ruszały mnie np. motocykle. Dlatego niedawno spakowałem plecak, wypolerowałem obiektyw i pojechałem na wycieczkę do węgierskiej miejscowości Tapolca, gdzie odbywał się tego dnia zlot autobusów węgierskiej marki Ikarus.

W Polsce pojazdy te są bardzo rozpoznawalne, ale na Węgrzech mają status legendy i otoczone są wręcz religią. Na imprezę zjechało kilkadziesiąt maszyn, z czego przeważająca większość z samych Węgier. Zróżnicowanie taboru było ogromne i chociaż dominowała znana dobrze u nas seria 200, to przyjechało mnóstwo przedstawicieli innych modeli. Ponadto, nawet w obrębie serii 200 każdy egzemplarz był inny.

W ramach karmienia Was bezużyteczną wiedzą, zobaczmy sobie, co takiego przyjechało sobie na zlot

Ikarus 31. Najstarszy autobus zlotu i jeden z pierwszych pojazdów pod samodzielną nazwą Ikarus w ogóle. Silnik z przodu, jak w Jelczu “Ogórku” i wczesnych autobusach z Sanoka.
Ikarus 620. Następca tego poprzedniego w wersji miejskiej, produkowany od końca lat 50. Ten egzemplarz eksploatowany był w Budapeszcie i jest przedstawicielem nieco późniejszej, produkowanej już w latach 60. serii.
Ikarus 55 i 66 to pierwsze modele Ikarusa, które zapracowały sobie na status legendy. W Polsce nie jest on szczególnie rozpoznawalny, aczkolwiek swego czasu eksploatowany był między innymi w katowickim WPK. Autobus posiadał nowatorską wówczas konstrukcję z silnikiem umieszczonym z tyłu, stąd jego niezwykła sylwetka z zarysowanym odwłokiem. Zdzisław Beksiński i jego Sanok byli drudzy.
Ikarus 211. Ten ciekawy pojazd technicznie tak naprawdę ma więcej wspólnego z NRD, niż z Węgrami. Napędza go 6,5-litrowy silnik IFA - ten sam, co w potężnych ciężarówkach W50. Autobus wykorzystywano głównie do transportu pracowników, na wzór większego mikrobusu - model 211 miał zaledwie 8,5 metra długości. Powiedzmy, że to coś w rodzaju naszego Jelcza 080.
Model 250 to mniej znana u nas wersja turystyczna o 12 metrach długości. Był to jeden z pierwszych wyprodukowanych modeli Ikarusa serii 200.
Hungarocamion to przedsiębiorstwo na wzór naszego Pekaesu - nie mylić z PKS-em. Generalnie zajmowało się transportem, ale miało też swoją sekcję turystyczną.
Model 256, podobnie do 250, był autobusem turystycznym, jednak w krótszej, 10,5-metrowej wersji. Bardzo dużo tych pojazdów eksploatowano w przedsiębiorstwach turystycznych krajów Bloku Wschodniego, między innymi w polskim Orbisie.
Model 260 jest w Polsce znany chyba z każdego miasta posiadającego komunikację miejską. W Tapolcy również miał swoją reprezentację, aczkolwiek więcej było innych wersji serii 200.
Jeżdżacy onegdaj po ulicach Budapesztu Ikarus 280, czyli najbardziej typowy przedstawiciel wielkopojemnej komunikacji miejskiej rodem z Węgier.
Do Tapolcy przyjechał nawet jeden przedstawiciel z Polski, Ikarus 280.26 z Poznania.
 class="wp-image-691463"
Taki wzór malowania był specyficzny dla Budapesztu i tamtejszych linii przyspieszonych. Czy tam pospiesznych.
200-tysięczny wyprodukowany egzemplarz modelu 280, po odrestaurowaniu do oryginalnego fabrycznego wyglądu.
Ikarus C56 to eksploatowany praktycznie wyłącznie na terenie Węgier, zmodernizowany Ikarus serii 200, produkowany na przełomie XX i XXI wieku. Taki autobusowy Polonez Caro Plus. Ten egzemplarz ma ponadto silnik Detroit Diesel, a nie klasyczny motor Raba na licencji MAN-a.
Średniopodłogowy Ikarus 435 to przedstawiciel nowej serii 400, niedoszłego następcy serii 200. Autobus był o wiele nowocześniejszy od poprzednika, posiadał między innymi silnik umieszczony z tyłu, ale nie zyskał takiej popularności, co model 260 i 280. Był eksploatowany w kilku miastach w Polsce.
Ten śmieszny cudak to Ikarus 543 - owoc współpracy węgiersko-czechosłowackiej, czyli nadwozie Ikarusa postawione na podwoziu Avii A30. Nie szło zrobić lepszego ujęcia, bo był obstawiony z każdej strony.
Cóż to za dziwadło? Ikarus 506, czyli autobusik zbudowany na podwoziu Isuzu NKR 55 E, wraz z 2,8-litrowym dizelkiem z przodu. Pojazd przeznaczony był na rynek… Egiptu.
Późne modele EAG to z jednej strony nadal Ikarusy, ale z drugiej zupełnie oddzielna marka skupiająca się na autobusach turystycznych. Co widać na zdjęciach, część z nich była karosowana na zachodnich podwoziach, w tym przypadku szwedzkiej Scanii. W Polsce pojazdy tej serii są niemalże nieznane, natomiast na zachodnich rynkach radziły sobie całkiem przyzwoicie.

Impreza była połączona ze zlotem klasyków, a wszystkie pojazdy były cały czas interaktywne

Co ważne, stare autobusy nie stały wyłącznie bezczynnie, a kursowały przez cały dzień na wielu liniach turystycznych. Kiedy zaś stały, i tak były otwarte dla zwiedzajacych, a ich właściciele skorzy do rozmowy. Na koniec imprezy wszystkie uformowały długi peleton i przejechały niemal 40-kilometrową trasę w kolumnie.

Ponadto, jeżeli ktoś przyjechał ponad 30-letnim samochodem, mógł wjechać na teren imprezy, gdzie stare auta tworzyły eleganckie tło. Tak się szczęśliwie złożyło, że do Tapolcy wybrałem się wiekową Mazdą 323, o czym pisałem TUTAJ - dlatego mogłem zaparkować jak król.

Przyjazd samochodu na polskich tablicach spotkał się z przejawem sympatii wśród organizatorów - przepraszam, nie zrozumiałem nic z Waszego języka, ale też Was lubię!

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-23T13:58:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T11:23:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T22:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T18:09:07+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T17:11:59+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T13:23:57+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T11:10:29+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T11:07:01+02:00