Niedługo miną 2 lata odkąd codziennie mijam zakapturzoną, nigdy nieuruchomioną stację ładowania. To jest prawdziwa elektromobilność w Polsce, a nie te lukrowane obrazki z internetu i opowieści o rozdawaniu prądu.

Tak, wiem, że przerabialiśmy już jakieś 2137 razy ten stan polskiej elektromobilności. Mimo to 2 lata oczekiwania na ładowarkę to chyba dobra okazja, żeby dowalić jej raz jeszcze. Po ostatnim podniesieniu kocyka i ponownym jego opuszczeniu coś we mnie umarło. Apelowałbym również, żebyśmy przestali robić sobie jaja z ludzi tymi wszystkimi opowieściami o szczęśliwym życiu z prądem.

Szczęście nie nadchodzi
Blisko 2 lata temu zobaczyłem, że pod pobliskim sklepem postawili mi stację ładowania. Ucieszyłem się, bo to jedyna opcja ładowania w okolicy, z której jestem w stanie wrócić do domu na obiad. Jest blisko, powinno być tam względnie tanio, byłaby to dla mnie znaczna oszczędność czasu, gdy testuję elektryczne samochody. Ale szczęście nie nadchodziło i wciąż nie nadeszło.
Mijały miesiące, lata, a stacja ładowania dalej tylko stała, nieuruchomiona. Kalendarium mej interakcji z nią było mniej więcej takie:
- czekałem
- zniknęło z niej okrycie, co dało nadzieję, że to już zaraz
- czekałem
- przykrycie pojawiło się z powrotem
- napisałem do sieci hipermarketów, kiedy ją odpalą
- odpisali mi, że powinna zostać odpalona w lipcu, co byłoby miłe, gdyby nie to, że to był już 1 rok od momentu, gdy ją postawiono
- czekałem
- minęły następne miesiące
- napisałem do nich ponownie
- odpisali, że czekają na odbiór techniczny, nie podali już terminów
- zaraz minie drugi rok od momentu pojawienia się tej stacji
- ponownie zniknęło okrycie, podnieciłem się
- dziś rano zobaczyłem, że okrycie powróciło
- straciłem nadzieję.
Zaraz miną 2 lata od momentu postawienia stacji ładowania i nie da się jej uruchomić. Podsumujmy jeszcze, na co ja dokładnie czekam, jaki niesamowity luksus tam się czai:
- stację stawia sieć supermarketów, nie żaden publiczny podmiot, który chce ulżyć losowi mieszkańców starych osiedli, na których nigdy nie powstaną żadne ładowarki, bo nawet miejsc parkingowych tam brak
- nie wiem, jakie będą ceny, na pewno dużo wyższe niż mam w domowym gniazdku, ale liczę, że niższe niż u innych operatorów
- stacja będzie w stanie obsłużyć co najwyżej 3 samochody jednocześnie, w tym tylko 2 ładowaniem prądem stałym
- moc ładowania nie będzie ultrawysoka
- jest to jedyna możliwość ładowania w promieniu kilku kilometrów
- a nie, przepraszam, jest jeszcze jedna stacja na stacji paliw, ale ciągle jest nieczynna, bo chyba też ma problem ze startem.
2 lata czekam na jakiś ochłap, który dostanę, być może kiedyś, od prywatnego podmiotu, i nie mogę się na niego doczekać. To jest prawdziwy stan elektromobilności w Polsce, a nie umowa z tajwańską firmą, na której lansują się polscy politycy. Tajwańska firma nawet się nie pochwaliła tym dojmującym sukcesem, bo pewnie nawet go nie zauważyła.

Bombardowanie piękną wizją przyszłości
Jednocześnie, jako uzależniony odbiorca treści w mediach społecznościowych, jestem bombardowany tym, jak jest dobrze w tej elektromobilności. Aż zęby mnie bolą od tego szczęścia, bo bombardujący tęczą szczęścia zapominają wspomnieć, że przedstawiają tylko minifragment rzeczywistości, która dla olbrzymiej większości mieszkańców Polski jest kompletnie niedostępna i nigdy nie będzie. Oto kilka barw z tej tęczy.
Oszczędnościom z elektrycznym autem nie ma końca
Niesamowicie dużo zaoszczędzimy, kupując Teslę, bo tam nie trzeba robić przeglądów serwisowych, a jazda na prądzie to same oszczędności. Taki post robi furorę w internecie. Auta spalinowe przegrały, trzeba być niemądrym, by myśleć o ich zakupie.
Miło, ale Tesla to wyjątek z tym brakiem obowiązkowych przeglądów. Reszta producentów aut elektrycznych ich wymaga i każe sobie płacić za skorzystanie z multimetru, który pewnie jest ze złota, wnosząc po cenie takiej usługi.
I jeszcze trzeba mieć luźne między 2 a 3 tys. zł netto miesięcznie przez 5 lat, żeby cieszyć się tymi wspaniałymi oszczędnościami wynikającymi z posiadania Tesli. Jest to niesamowita oferta dla polskich kierowców, z których 90 proc. myśli wyłącznie o samochodzie używanym, bo nowe auta to kupują firmy. Zaoszczędź nawet 5 tys. zł rocznie, kupując auto za 200 tys. zł zamiast za 20 tys. zł, jak naprawdę planowałeś, i to z bólem zębów, bo panie, kto to widział tak drogo.
I o takim ważnym minipunkciku też zapominają. Trzeba jeszcze mieć gdzie ładować to auto i ładować tanio.
Prąd rozdają za darmo w wiaderkach
Dynamiczne ceny prądu hitem. Ludzie mieli prąd w ujemnej cenie, aż prosili, żeby ktoś przyjechał do nich i naładował auto, bo by im się zmarnował. Nie dają wręcz rady zużyć tego całego taniego prądu.
Sprzedawców prądu ze zmiennymi cenami polecają influencerzy, youtuberzy i poważni wydawcy poważnych mediów, chętnie dzieląc się kodami rabatowymi, na których zarabiają. Gdy prąd jest drogi, to nie ładujesz samochodu, a gdy jest tani, ładujesz do pełna i jeszcze oddasz trochę sąsiadowi. W ten chytry sposób przejeżdżasz 100 kilometrów za 5 zł, a może nawet na tym zarobiłeś.
Mini dowcip jest taki, że jest to rzeczywistość kompletnie nieosiągalna dla większości mieszkańców Polski. Takie taryfy nie są dla nich, nie mogą z nich skorzystać, a żeby mogli jeździć za te 5 zł, muszą najpierw mieć elektryczny samochód. Ale po pokonaniu tych drobnych przeszkód, jak brak takiego samochodu i niewłaściwe miejsce zamieszkania, następuje już pełen luz finansowy, a świnki skarbonki pękają od złotówek. Tylko wyjątkowo zacofane osoby nie widzą tego piękna i opierają się przyszłości, tacy jak oni kiedyś wątpili w wynalazek koła.
Rosnąca sieć
W podobnym stylu są informacje o rosnącej sieci ładowarek, które ciągle nie chcą stać tam, gdzie powinny, albo o udziale elektrycznych aut w sprzedaży. Sukces korporacyjnej floty, która pochwali się zakupem w rocznym raporcie, staje się twoim wyrzutem sumienia, że jesteś taki zacofany i nie masz tych 200 tys. zł na Teslę, by w końcu żyć jak człowiek.
Niedługo też przecież zostaną rozwiązane problemy z ładowaniem. W końcu jedna firm naładowała auto za pół miliona zł na niewystępującej w przyrodzie ładowarce i dlatego niedługo będziemy już szczęśliwi.
Tymczasem ja, czekający 2 lata, aż supermarketowi uda się uruchomić ładowarkę. <wstaw dowolnego mema o oczekiwaniu, może być ten z Titanica>



















