Miałem po prostu wyjechać na weekend. Przypadkiem zrobiłem to unikatowym wozem
Praca w roli dziennikarza motoryzacyjnego potrafi dostarczyć czasami niesamowitych wrażeń. Tak, jak pewnego weekendu, kiedy dostałem wraz z kolegą zlecenie zrobienia materiału o trzech osobliwych kabrioletach.

Od lat współpracuję z Magazynem Classicauto, a za powstaniem niektórych artykułów stoją całkowicie odjechane historie. Jeżeli ktoś myśli, że jeden siedzi po prostu za klawiaturą, a drugi przez godzinę strzela fotki aparatem, zupełnie nic nie wie o życiu.
Pewnego lipcowego weekendu dostaliśmy zlecenie, aby zrobić materiał poświęcony polskiemu Bosmalowi, rosyjskiej Ładzie Samarze Cabrio i czeskiemu MTX Roadsterowi. Fabuła toczy się głównie wokół tego ostatniego, z którym na swój sposób jestem związany od… lat 90.
MTX Roadster to ekskluzywna i ekscentryczna Skoda Favorit z obciętym dachem
W uproszczeniu, MTX Roadster to wyprodukowany w czeskiej manufakturze o nazwie Metalex dwuosobowy roadster, którego bazą była popularna Skoda Favorit. Samochód powstał w zaledwie około 250 egzemplarzach i dzisiaj jest pojazdem co najmniej unikatowym.
W Polsce od lat znajduje się jeden egzemplarz, obecnie w posiadaniu Muzeum Motoryzacji w Otrębusach. Siłą rzeczy, to właśnie ten samochód miał zostać jednym z bohaterów wspomnianego materiału.
Dokładnie ten egzemplarz MTX Roadstera mijałem codziennie, kiedy rodzice odprowadzali mnie do przedszkola
To niesamowity zbieg okoliczności, ale tak się złożyło, że niegdysiejszy właściciel tego automobilu mieszkał na tym samym osiedlu, co ja jako gówniarz. Naturalnie, wtedy jeszcze nie miałem świadomości, co to jest za pojazd, ale od razu rozpoznałem, że coś jest z nim nie tak.
Niestety, nie odnalazłem w domowym archiwum żadnych zdjęć, na którym MTX przypadkiem mógłby zostać sfotografowany. Ja byłem za mały, aby się tego podjąć, a ani moi rodzice, ani dziadkowie nie uznali tego wozu za nic, co warto byłoby uwiecznić na kliszy. Poniżej zdjęcie autorstwa byłego redaktora Grabowskiego, popełnione w czasie, kiedy wóz cały czas parkował jeszcze na tym samym osiedlu:
Przed zrobieniem sesji zdjęciowej, pojechałem tym samochodem 300 kilometrów na Śląsk
Plan na tamten weekend był taki, że w piątek po południu wyjeżdżałem z miasta i miałem wrócić w niedzielę, akurat na plan zdjęciowy. Sprawy potoczyły się w taki sposób, że MTX Roadstera trzeba było podjąć już w piątek, zaopiekować się nim i w niedzielę na kołach dostarczyć na plan.
Logistycznie wszystko mi się całkowicie wysypało, chyba że zdecydowałbym się na wyjazd właśnie czeskim roadsterem - wtedy zaoszczędziłbym czas na jeżdżenie tam i z powrotem. Nieśmiało zasugerowałem właścicielowi taką koncepcję, zupełnie bez wiary na wyrażenie zgody. Decyzja? Jedź, tylko na własną odpowiedzialność.
Wóz stał przez około 10 lat, a moja trasa była pierwszą, jaką ten zrobił od momentu zjechania do garażu
Problem polegał na tym, że MTX przed moją wycieczką nie jeździł od około dekady. Fakt, że samochód od razu odpalił i pracował w miarę równo, był na tamten moment już pewnego rodzaju osiągnięciem. Moje doświadczenie zdobyte na gratach kupionych za 1000 zł mówiło mi, że ten plan nie ma słabych punktów. Wszak od mechanicznej strony to tylko Skoda Favorit, co mogłoby pójść nie tak?
Fantastyczna przygoda niedługo zmieniła się w walkę o przetrwanie, bo zerwała się burza
Początek wycieczki był ekscytujący, ponieważ prowadziłem w pojedynkę jeden z 250 egzemplarzy MTX Roadster. Wóz wymagał krótkiego “przepalenia”, ale kiedy już złapał rytm, jechał bardzo przyjemnie. Owszem, jak to Favoritka, nie był to demon szybkości, ale nie to było w tamtym momencie najważniejsze. Wiatr we włosach w ciepły dzień i świadomość jazdy takim autem zrobiła mi nastrój.
Nastrój, który szybko prysł w momencie, w którym zaczęła się psuć pogoda. Kiedy zauważyłem przed sobą kłębiące się gęste chmury, postanowiłem zjechać z trasy na parking i założyć materiałowy dach. W tym momencie można było zobaczyć w całej okazałości, że samochód produkowany był rzemieślniczo, ponieważ poszycie było zrobione całkowicie na odprdl. Dach nie przylegał do szyb, pomiędzy jego zapięciami można było przecisnąć całą dłoń, a na domiar złego zatrzaski łączące stelaż z podszybiem otwierały się po delikatnym pociągnięciu.
Niedługo później, kiedy pogoda się zepsuła, jedną ręką trzymałem kierownicę, drugą zaś trzymałem za dach, aby nie odfrunął od potężnego wiatru. Woda oczywiście lała mi się na głowę, zacinała przez szczeliny pomiędzy szybami a poszyciem dachu, a do tego wszystko zaczęło niemiłosiernie parować. Była to najgorsza ulewa, w jakiej przyszło mi jechać samochodem - i to akurat, jak na złość, takim.
Na miejscu MTX Roadster wzbudzał niesamowite zainteresowanie, a jeden pan na stacji paliw nawet zostawił mi swoją wizytówkę
Jeżeli piszę te słowa, to znaczy, że przeżyłem podróż na Śląsk. I było warto, bo na miejscu znowu było cudownie, a samochód wzbudzał niemałe zainteresowanie przechodniów. Była nawet taka sytuacja, kiedy podjechałem zatankować, że jeden pan w kolejce przy kasie długo mi się przyglądał, po czym rzucił temat, za ile jestem skłonny sprzedać. Spuściłem go na drzewo, że wóz nie jest mój, a poza tym właściciel i tak nie zamierzał się go pozbywać, ale był na tyle natrętny, że wcisnął mi swoją wizytówkę.




Sesja zdjęciowa wyszła doskonale, samochód został później ze mną jeszcze przez jakiś czas, a moja historia z dzieciństwa spięła się piękną klamrą
Kiedy jako kilkulatek mijałem tego MTX Roadstera na osiedlowym parkingu, nie mogłem wiedzieć ani tego, że jest to unikat, ani tego, że za prawie 30 lat będę przeżywał takie związane z nim przygody.
To są właśnie te momenty, za które uwielbiam tę robotę.



















