Mój ulubiony sprzęt Thule to nie bagażnik czy box. To... szelki
Gdybym miał wybrać jeden sprzęt Thule, z którego korzystam absolutnie najczęściej i za nic bym z niego nie zrezygnował, to o dziwo nie byłby to bagażnik na rower. Byłyby to... szelki dla psa.

Kalkulacja jest prosta - o ile z bagażnika na rower korzystam pewnie kilkadziesiąt razy w sezonie, tak okazało się, że szelki Thule Cappy towarzyszą mi - a raczej mojemu psu - absolutnie bez przerwy. Co ciekawe, właśnie z tym "bez przerwy" wiązałem swoje największe testowe uwagi.
Ale po kolei.
Thule Cappy - co to właściwie jest?

Szelki samochodowe dla psa - tak głosi opis na stronie Thule i teoretycznie wyczerpuje to temat ogólnego opisu, ale rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. I przyjemniejsza dla psa.
Samo określenie "szelki samochodowe" i "pasy bezpieczeństwa dla psa" mieszczą bowiem w sobie gigantyczny zalew produktów, które są warte dokładnie tyle, co nic. Większość tanich - i nie tylko - produktów, które wyskoczą w Google po wpisaniu tego ostatniego hasła, to zazwyczaj po prostu kawałek paska z klamrą do samochodowych pasów bezpieczeństwa.
Poziom zapewnianego psu bezpieczeństwa? Taki, że nawet producent pisze, że - cytuję - "pas nie chroni psa w czasie wypadku czy stłuczki". Jedyne, co zyskujecie, to to, że pies nie chodzi po aucie w czasie jazdy, nic więcej. A jeśli jeszcze połączy się to z szelkami "spacerowymi", to już naprawdę musimy naszego psa niespecjalnie lubić.
Na rynku są też odpowiednie kombinacje - już lepsze jakościowo - pasów i szelek samochodowych, a także szelki samochodowe, które przypinamy bezpośrednio do pasów (do materiału, nie do gniazda) - dokładnie tak jak Thule Cappy.
Tutaj pojawia się jednak problem.
Znam go, bo badałem temat już jakiś czas temu. Wprawdzie mam w bagażniku klatkę, ale mojemu psu z wiekiem coraz trudniej wskoczyć do bagażnika, coraz mniej chce, żeby go tam wrzucać, natomiast łatwo mu wskoczyć na tylne siedzenie. Pomysł był więc prosty - odpowiednie szelki.
Tyle tylko, że znalezienie szelek z wiarygodnym atestem bezpieczeństwa wcale nie jest łatwe. Niektórzy producenci/sprzedawcy podają, że szelki mają atest, ale na tej deklaracji się kończy. Czasem też dowiemy się, kto przeprowadził testy, ale nie do końca w jakim zakresie to zrobił. A na końcu i tak okazuje się, że czego nie zrobimy, to i tak przyjdzie nam sporo zapłacić.
Wprawdzie sytuacja jest lepsza niż jeszcze kilka lat temu, ale i tak - przyznaję wprost - czekałem, aż pojawi się coś marki, której już raczej wiem, że mogę zaufać.
I wtedy - po tym przydługim wstępie - pojawia się Thule Cappy.

Teoretycznie dla mnie liczyła się najbardziej jedna rzecz. To, że szelki zostały przetestowane zderzeniowo (i zatwierdzone) przez TUV i że Thule wymęczyło je też w swoim Test Center. Biorąc pod uwagę, że widziałem na własne oczy, co tam się dzieje, to nie wiem, czy nawet ten papier z TUV był mi potrzebny, żeby uwierzyć.
Aczkolwiek, żeby było śmiesznie, przez kilka miesięcy użytkowania doceniłem w Thule Cappy szereg innych rzeczy. I tylko jedna jakoś niespecjalnie mi się spodobała.
To po kolei.
Po pierwsze - to są szelki "step-in"

Czyli szelki, których nie wciągamy psu przez głowę, a po prostu rozkładamy "otwarte", pies staje w otworach, podnosimy resztę uprzęży, zamykamy dwa zaciski i już - gotowe.
Wbrew prostemu opisowi ma to w moim przypadku multum plusów. Po pierwsze - dopasowanie (szeroki zakres i brak dyndających pasków - to na plus) możemy zrobić raz i koniec. Późniejsze zdjęcie i założenie to kwestia pojedynczych sekund. Przy czym przyznaję, że przyjąłem taktykę hybrydową - na co dzień szelki ustawiam raczej luźnawo (co może być widać na niektórych zdjęciach), a na czas jazdy aktywowany jest tryb bojowy dopasowania zgodnego z instrukcją i tyle. Zajmuje to sekundy.
Po drugie - mój pies ma całkiem spore problemy z uszami, więc drażnienie ich przy zakładaniu szelek nie było wskazane. Tutaj tego problemu nie ma.
Po trzecie - takie szelki da się zaskakująco wygodnie założyć nawet leżącemu czy śpiącemu psu, co w przypadku starszego zwierzaka też okazuje się bardzo często przydatne.
Po drugie - tak, to jest uchwyt na pasy, ale...

To było moje największe zaskoczenie związane z Cappy. Mój pies od zawsze nienawidził momentu, kiedy ktoś ciągnął za "ucho" na szelkach i zawsze stawiał opór. Czy to kwestia grubszego materiału górnej części szelek Thule, czy odległości między punktami mocowania - nie wiem, ale przy pociągnięciu za uchwyt Cappy robi się potulny jak baranek.
Dużo łatwiej też pomóc psu wstać, sięgając właśnie po te "uchwyty", niż miało to miejsce we wszystkich poprzednich szelkach.
Z uwag samochodowych - przełożenie pasów bezpieczeństwa przez te "uszy" jest absolutnie i banalnie proste. Bonusowo - te "uszy" wykonane są z naprawdę mocnego materiału, trochę tak, jakby same miały w siebie wszyte pasy bezpieczeństwa. Takie prawdziwe.
Po trzecie - to miały być szelki samochodowe, ale...

I to jest to, co najbardziej niepokoiło mnie przed testami. Informacje o tym, czy to mogą być szelki na co dzień, były dość mieszane - zresztą te na stronie Thule też są momentami wręcz sprzeczne.
Jeśli więc ktoś pyta, czy Thule Cappy to szelki, których można używać absolutnie na okrągło, to opowiadam: tak. Oczywiście mając zbadany cały jeden przypadek, ale to zawsze coś.
Początkowo, już po otrzymaniu szelek, miałem co do tego spore wątpliwości. W porównaniu do poprzednik szelek mojego psa, te są grube, miejscami dość sztywne i sprawiają wrażenie pancernych. W praktyce jednak okazało się, że nic z tego nie przeszkadza mojemu psu, który dość regularnie nawet w nich śpi, jeśli wszyscy w domu zapomną, żeby je zdjąć. Możliwe, że pasuje mu dodatkowo miękko wyściełana "ochronka" na klatkę piersiową, ale nie wiem, nie odpowiadał na pytania w tym temacie.
Jedyne, o co trochę się obawiam, to o okres upałów. Owszem, ta smycz je w wielu miejscach "otwarta", Thule też wspomina o tym, że panele mają siatki, ale nie wiem, czy mojego psa, który kiepsko znosił upały nawet w "lekkich" szelkach, będę chciał dodatkowo podgotować przy 30 stopniach na dworze. Aczkolwiek, biorąc pod uwagę okres testowy - póki co to tylko moje domysły, może się okaże, że i w lecie będzie w porządku.
Po czwarte - to się niesamowicie łatwo czyści

Thule Cappy, które widzicie na zdjęciu, jest u mnie już o ładnych kilku miesięcy, znosząc błoto, deszcz, śnieg i cały ten jesienno-zimowy syf, który mamy w Polsce. Do tego mój pies uwielbia się tarzać w śniegu, a jak nie ma śniegu, to błoto też jest ok.
I co? I na tym materiale nie ma po wszystkim ani śladu. O ile jeszcze rozumiem, że przetarcie szmatką mogło zmyć brud, o tyle co się stało ze wszystkimi ewentualnymi zarysowaniami czy zadrapaniami, które na pewno gdzieś wystąpiły - nie wiem. Nie ma nic.

Mogę więc przypuszczać, że te szelki wytrzymają naprawdę długie lata, co biorąc pod uwagę i nie taką znowu niską cenę (od 399 zł) jest kojącą informacją. Inna sprawa, że - o dziwo - to wcale nie są jakieś szokująco drogie szelki samochodowe z prawdziwego zdarzenia. Ba, spokojnie znajdziemy dużo droższą konkurencję.
Po piąte - nie powiem wam, czy to wytrzyma wypadek
Zostaje wam więc zaufać TUV i Thule. Mogę wam za to z przekonaniem napisać, że w moim przypadku wożenie psa na tylnej kanapie okazało się strzałem w dziesiątkę. Wprowadzenie tam psa zajmuje mniej czasu, zapięcie pasa też mija błyskawicznie, a potem pies a) jest umocowany na miejscu i b) ma na tyle swobody ruchów, że może swobodnie zmieniać pozycję między leżącą a siedzącą. I to nawet w przypadku naprawdę starszego już psa, więc młodsze będą miały z tym jeszcze mniej problemów.
A co mi się nie podobało?

Pomijając fakt, że nie wiem, czy szelki nie będą "za gorące" w upały i że doceniłbym odrobinę więcej odblasków (szczególnie coś po bokach), to mam właściwie tylko jedną wątpliwość.
Otóż rozmiarówka Thule Cappy jest dość "ostra", jeśli chodzi o parametry doboru rozmiaru. Po pierwsze - pies może mieć masę maksymalnie 34 kg, więc wszystkie większe rasy odpadają. Po drugie - dość sztywne są też widełki wagowe. Powyżej 11 musi być już rozmiar M, powyżej 22,5 - L.
Potencjalny problem? Górna część Cappy jest dość długa i sztywna, więc może być tak, że rozmiarowo nasz pies pasuje do rozmiaru Medium, ale wagowo wpada do Large, przez co - możliwie - górny element jest po prostu za długi. W moim przypadku było na szczęście jak trzeba i pies nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń - ba, nie chciał nawet wracać do swoich poprzednich, ulubionych szelek. Z drugiej strony - sam się regularnie zastanawiałem, czy M-ka nie leżałaby lepiej, nawet ze względów estetycznych i mniejszego "garbienia" się materiału.
Z drugiej strony - nie ma za bardzo co o tym myśleć w moim przypadku, bo pies i jest zadowolony, i... waży za dużo, żeby myśleć o M.
Thule Cappy - czy warto?

Gdyby z testu wyszło, że są to szelki, które nadają się głównie/tylko/wyłącznie do jazdy samochodem, to napisałbym pewnie, że tak, spoko, wprawdzie kosztują swoje (399 - 489 zł), ale raz, że to mniej więcej tyle, co sensowna konkurencja, a dwa - tej sensownej konkurencji wcale tak dużo nie ma albo wręcz jest pojedyncza.
Przez kilka miesięcy okazało się jednak, że Thule Cappy to po prostu zaskakująco dobre szelki... uniwersalne. I tak, na co dzień zakładam je odrobinę luźniej, a na czas jazdy "dokręcam", ale zajmuje to chwilkę. Poza tym step-in jest fantastycznym rozwiązaniem, "uchwyty" sprawdzają się zdecydowanie nie tylko podczas jazdy autem, a całość jest tak odporna na wszystko i tak łatwa w czyszczeniu, że naprawdę chce się zaryzykować stwierdzenie, że to wytrzyma długie, długie lata.
Zostają więc wspomniane wcześniej wątpliwości, dotyczące głównie rozmiarówki. Przejrzałem zresztą sporo opinii na temat tych szelek z Amazona i podobnych, i jeśli ktoś ma jakieś żale, to dotyczą właśnie tego, że szelki okazały się np. za duże, a mniejszych nie można wybrać, bo pies waży za dużo (co wcale nie oznacza, że ma nadwagę).
Jeśli jednak to nie stanie na przeszkodzie - trudno będzie nie być zadowolonym.
Thule Cappy - zalety:
- są papiery na bezpieczeństwo - a to się nie zdarza tak często;
- świetne rozwiązanie ze step-in;
- na dobrą sprawę - można raz wyregulować i tak już zostawić;
- zakładanie i zdejmowanie zajmuje pojedyncze sekundy;
- "uszy" na pasy robią niesamowicie solidne wrażenie i dobrze wspomaga się nimi starszego psa tu i tam;
- pies w aucie może siedzieć albo leżeć i zmieniać pozycję bez większego problemu;
- dużo bardziej ufam takiemu wpięciu "w pasy" niż innym wynalazkom;
- fantastycznie odporny i czyszczalny materiał;
- oczywiście - klips na smycz na spacery
- doskonale sprawdzają się jako codzienne szelki;
- podwójne zapięcie od góry - szanse na przypadkowe rozpięcie są właściwie zerowe;
- mój pies czasem nawet w nich śpi i jest zadowolony.
Thule Cappy - wady:
- rozmiarówka może być trochę podchwytliwa;
- powyżej 34 kg nie mamy czego szukać;
- jakieś oblaski po bokach albo coś by się przydało (są tylko z przodu i symboliczny na górze);
- mogą być (moje założenie) odrobinę za gorące w największe upały.







































