Niemcy kupują elektryczne samochody jak szaleni. Ale do osiągnięcia celów wiele im brakuje
Chociaż udział aut elektrycznych w sprzedaży w Niemczech bije rekordy, nadal tylko 0,6% tamtejszej floty jest zasilane prądem.

Na rynku nowych samochodów dzieją się rzeczy przedziwne. Ford robi lifting Focusa, ale jednocześnie sprzedaż tego modelu spadła o połowę przez brak podaży, bo nie ma mikroprocesorów. Tradycyjni europejscy producenci obrywają tak po głowie z powodu kryzysu półprzewodnikowego, że aż przykro patrzeć. Zyskują na tym producenci azjatyccy, a zwłaszcza Toyota ze swoimi hybrydami oraz Kia z modelem Niro, któremu chwilę zajęło żeby się przebić, ale w końcu mu się udało. Miałem kiedyś domenę kianiro.pl, ale ją porzuciłem. Sory, dygresja.
W całej Europie udział aut elektrycznych w sprzedaży po 8 miesiącach 2021 r. wynosi...
...osiem procent. To i tak całkiem dużo. Wynik nakręcają oczywiście takie kraje jak Holandia, a zbijają – potęgi elektromobilności w rodzaju Polski, Litwy czy Rumunii. Nadal prawie 50% sprzedawanych aut to wersje benzynowe, diesle to ok. 25% (szokujący spadek w ostatnich latach), reszta to podział między hybrydy, hybrydy plug-in i auta czysto elektryczne. W skrócie to odpowiednio HEV, PHEV i BEV, i to nie są siostrzeńcy kaczora Donalda. Czyli wiemy już, że BEV to 8% europejskiego tortu. Ale europejski tort to w największej mierze Niemcy. I tu jest ciekawa sytuacja. Niemcy długo się opierali. W Europie były już w pełni elektryczne auta typu Leaf, Zoe i takie tam, a Niemcy nic. Dopiero jak na pełnej wjechały ich własne samochody na akumulatory, to zaczęli je kupować. Poniższy wykres jest ze strony InsideEVs.com:

Zobaczcie, co stało się w 2020 r.: nastąpiło przełamanie powolnego trendu wzrostowego i BEV-y wybuchły jak chiński samochód elektryczny przy ładowaniu. A to jest nadal nic w porównaniu z tym, co dzieje się teraz. We wrześniu auta z wtyczką, czyli PHEV i BEV stanowiły prawie 29% niemieckiego rynku. Czyli jedno auto na trzy ma wtyczkę-elektryczkę i można je ładować z gniazdka. Czerwony słupek to bieżący rok, jeśli tak dalej pójdzie, to pod koniec roku mniej więcej 40% sprzedawanych aut w Niemczech będzie w jakiś sposób zelektryfikowanych. Co najważniejsze dla producentów, najszybciej rośnie udział aut czysto elektrycznych, czyli BEV-ów.
Jesteśmy świadkami historycznego momentu
Spójrzcie w jak rekordowym tempie zakochane w dieslach Niemcy przestawiają się na elektryczność. Jest ono aż szokujące. Jeszcze wczoraj Dieter jeździł swoim BMW 530d po autobanie 200 km/h, dziś ładuje swoje BMW iX czy coś i kombinuje, że jak będzie jechał 118 km/h zamiast 120 km/h, to dojedzie o 15,5 km dalej, a to oznacza, że uda mu się złapać tańszą ładowarkę. Wysiłki marketingowo-prawne okazały się więc nadzwyczaj skuteczne. Spośród 477 tys. aut z prądem zarejestrowanych w tym roku w Niemczech, połowa ma napęd czysto elektryczny. Myślałby kto, że liderem rynku będzie tradycyjnie Volkswagen, ale nie. Jest nim Tesla z Modelem 3. Nie mogę nadal pojąć, dlaczego ludzie to kupują. Jechałem tym samochodem, a potem wieloma innymi autami elektrycznymi i te inne masakrują Teslę pod każdym względem. No ale nieważne, widać Niemcy też chcą się poczuć jak Elon Mózg.
Problem w tym, że to wszystko za mało, moje serce, żeby spełnić limity CO2
Narodowa Platforma Przyszłości Transportu (ładna nazwa) ostrzega, że o ile elektryczne samochody w Niemczech sprzedają się coraz lepiej, o tyle żeby zmieścić się w limitach CO2, należałoby do 2030 r. wymienić 14 mln aut na elektryczne. W tym momencie jest ich 300 tys., czyli 0,6 procenta z 48 mln samochodów jeżdżących po niemieckich drogach. Czyli w każdym roku powinno przybywać jakieś 1,8 mln aut elektrycznych, od teraz. W tym roku było ich do tej pory 240 tys., więc do końca roku Niemcy powinni wysypać dojczmarki ze świnek-skarbonek i nabyć jeszcze ponad 1,5 mln BEV-ów. Czyli tempo jest z jednej strony szokująco szybkie, a z drugiej szokująco wolne. W każdym razie nie chciałbym być właścicielem auta elektrycznego w Niemczech, kiedy będzie ich tam czternaście milionów. Kolejki do ładowarek w Berlinie będą zaczynać się na polskiej granicy.