REKLAMA

Od 1 maja ważna zmiana w przepisach. Wpłynie na bezpieczeństwo na drogach

NFZ w końcu przyznał, że obładowywanie ratownika na motocyklu drenami opłucnowymi i pojemnikami replantacyjnymi było złym pomysłem. Od 1 maja 2026 roku wyposażenie motoambulansów ma odpowiadać temu, czym naprawdę są.

Od 1 maja ważna zmiana w przepisach. Wpłynie na bezpieczeństwo na drogach
REKLAMA

Pierwszy polski motoambulans pojawił się na drogach w 2002 roku. Przez ponad dwie dekady funkcjonował w pewnego rodzaju zawieszeniu prawnym, bez jasno określonego miejsca w systemie – nie był karetką z prawdziwego zdarzenia, a działał głównie dzięki wolontariuszom i organizacyjnym fikołkom z planem zabezpieczenia województw. Motoambulanse – często kupowane ze środków budżetu obywatelskiego – potrzebowały swoistej gimnastyki formalnej, żeby w ogóle móc legalnie włączyć sygnały uprzywilejowania.

REKLAMA

Dopiero nowelizacja ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym z kwietnia 2025 roku wprowadziła motoambulanse do systemu PRM jako osobną kategorię jednostek. Kontraktowane przez wojewódzkie oddziały NFZ, działają sezonowo – od 1 maja do 30 września, maksymalnie 12 godzin na dobę. Przyjęto również orientacyjny przelicznik: jedna jednostka na około 400 tysięcy mieszkańców.

Zanim jednak zdążyliśmy się ucieszyć z nowych przepisów, okazało się, że podejście do wyposażenia motoambulansów wciąż pochodzi z poprzedniej epoki. Bo skoro jest już pełnoprawny motocykl ratunkowy, to przecież wyposażyć go trzeba niemal jak pełnoprawną karetkę. Nawet jeśli nie ma to sensu.

Zmiana postrzegania

Wcześniejsze normy wyposażenia, jak opisuje projekt nowelizacji zarządzenia Prezesa NFZ, w dużej mierze kopiowały standardy z klasycznych zespołów ratownictwa medycznego. Efekt był przewidywalny: ratownik wyjeżdżał w teren z m.in. drenami do drenażu opłucnej i pojemnikami replantacyjnymi do przechowywania amputowanych kończyn. Dobrze to wyglądało na papierze. W praktyce, w warunkach jednoosobowej pracy na motocyklu, większość tego sprzętu i tak nigdy nie była używana. Do tego dorzucono trójkąt ostrzegawczy, tak dla pewności.

NFZ w uzasadnieniu projektu wyraża się ostrożnie i korporacyjnie: zmiany uwzględniają „ograniczenia przestrzenne oraz brak zastosowania w realiach jednoosobowego działania”. Mniej oficjalnie: po co ratownikowi dren opłucnowy, skoro nie ma z nim co zrobić, bo jest sam, w kasku, na motocyklu?

Co zostaje, co odpada

Zmiany wejdą w życie 1 maja 2026 roku wraz z nowelizacją zarządzenia Prezesa NFZ dotyczącego warunków zawierania umów w rodzaju ratownictwo medyczne. Trzon wyposażenia pozostaje: zestawy do unieruchamiania złamań (w tym miednicy), kołnierze szyjne, przenośne źródło tlenu o pojemności minimum 400 litrów, AED, maski krtaniowe. Ratownik zabiera też zestaw porodowy, tak na wszelki wypadek.

Z listy obowiązkowej znikają natomiast pojemniki replantacyjne, dreny do drenażu opłucnej i trójkąt ostrzegawczy. W miejskich korkach motocykl potrafi dotrzeć na miejsce nawet o kilkanaście minut szybciej niż karetka – i to właśnie czas jest najważniejszy. Zbędne kilogramy w kufrze to mniej efektywna organizacja pracy i większe obciążenie dla ratownika, który i tak działa sam.

Koszty eksploatacji motoambulansu są według danych branżowych około 10 razy niższe niż standardowego ambulansu. To nie przypadek – motocykl robi mniej, ale to, co robi, robi szybciej.

W ślad za NHS i wbrew Niemcom

Pomysł nie jest nowy. W Wielkiej Brytanii NHS używa motoambulansów od 1990 roku – ich rola jest jasno określona: pierwsze minuty, stabilizacja, „kupienie czasu” do przyjazdu karetki. Nie próbuje się tworzyć mobilnych oddziałów ratunkowych na dwóch kołach. Wiele lat prób pokazało, że to podejście po prostu się nie sprawdza.

W Niemczech pilotaż trwał od 1998 do 2004, udokumentowano ponad 750 interwencji w kilkunastu miastach. Wyniki były dobre, a mimo to 31 grudnia 2006 roku projekt zamknięto. Argumenty: ratownik działa sam, ma ograniczony sprzęt, a gdy jedzie z pacjentem karetką, motocykl zostaje na miejscu bez możliwości ponownego użycia. Niemcy wnioski zapisali, spięli teczkę i odstawili na półkę.

Polska do tego samego problemu podchodzi inaczej: motoambulans nie ma transportować – ma dotrzeć pierwszy i zyskać czas. To ta zmiana perspektywy, a nie sam motocykl, decyduje o tym, czy system ma sens. Niemcy sprawdzili i uznali, że bez tego założenia nie działa. Polska je przyjęła za punkt wyjścia.

Zaproponowane zmiany są również odpowiedzią na postulaty Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego SP ZOZ oraz Konsultanta Krajowego w dziedzinie medycyny ratunkowej. Praktyk z Gdańska – jeden z inicjatorów pierwszej polskiej karetki motocyklowej – cytowany przez PAP mówi wprost: te zmiany powinny być wprowadzone już dawno temu. Zdarzało mu się dotrzeć na miejsce wypadku 10 minut przed karetką, wyjeżdżając z tej samej bazy.

REKLAMA

Mniej znaczy więcej

Motoambulans nie jest od tego, by zastępować karetkę. Nie może przewieźć pacjenta, ma jednego ratownika i tyle miejsca na sprzęt, ile zmieści w kufrze. Jego siła to czas dotarcia i te kilka kluczowych minut, które decydują o tym, czy ktoś doczeka przyjazdu karetki. Nowe przepisy sprawiają, że wreszcie jest traktowany tak, jak powinien być samego początku, czyli od 2002 roku. Zmiany obowiązują dla kontraktów zawieranych od sezonu 2026, czyli od 1 maja.

A trójkąt ostrzegawczy? Ratownik na motocyklu, w pełnym umundurowaniu, z włączonymi sygnałami, pochylony nad pacjentem sam w sobie jest dostatecznym sygnałem ostrzegawczym. Czasem trzeba odłożyć na bok papier i dopuścić do głosu zdrowy rozsądek.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-28T08:30:35+02:00
Aktualizacja: 2026-04-28T07:44:47+02:00
Aktualizacja: 2026-04-27T19:54:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-27T19:16:38+02:00
Aktualizacja: 2026-04-27T17:29:17+02:00
Aktualizacja: 2026-04-27T15:38:54+02:00
Aktualizacja: 2026-04-27T11:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-27T10:29:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-26T17:25:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-26T15:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-26T14:07:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA