Oglądałem stare zdjęcia. Trafiłem na ciekawego klasyka
Uwielbiam przeglądać archiwalne zdjęcia stolicy, ponieważ często w zalewie przezroczystych Syrenek, Warszaw i Żuków można na zupełnie przypadkowym ujęciu wyłapać na drodze prawdziwego rodzynka.

Paczka zdjęć opublikowana na Facebookowym profilu pokazuje trzy ujęcia Warszawy wykonane z mniej więcej tego samego miejsca. Autorem fotografii jest Węgier Gyorgy Farago - nie mylić z żyjącym przed Wojną aktorem pochodzenia autro-węgierskiego.
W 1979 roku, według serwisu Fortepan.eu, Gyorgy pofatygował się do Warszawy, gdzie wykonał m.in. kilka ujęć w okolicach Pałacu Kultury i Nauki, nawet z nim samym na drugim planie. Wydaje się, że głównym motywem owych zdjęć są warszawskie tramwaje, ponieważ znajdują się na wszystkich kadrach obejmujących ruch uliczny.
Na jednym ze zdjęć, wydaje się że całkowicie przypadkowo, fotograf ustrzelił jednak przemieszczający się wzdłuż Alej Jerozolimskich ciekawy samochód o eleganckiej, wysportowanej sylwetce.

Auto na fotografii to Mitsubishi Lancer Celeste
Lub w skrócie po prostu Mitsubishi Celeste. Oficjalnie była to jedna z wersji nadwozia modelu Lancer, produkowana równolegle z sedanem, a nawet dwa lata dłużej. Wóz, wzorem Mustanga, miał linię nadwozia wyglądającą jak fastback, w istocie zaś był to po prostu hatchback w stylu późniejszego Audi TT.
Samochód produkowano od 1975 do 1981 roku, z liftingiem w roku 1977. Egzemplarz na zdjęciu pochodzi z pierwszych dwóch lat produkcji, z uwagi na starszy typ tylnego pasa, z węższymi lampami nietypowym kształcie klosza.
Pomimo zawadiackiej sylwetki, wóz nie wyrywał z butów oszałamiającymi silnikami, ale przy masie kilkuset kilogramów nawet niespełna setka koni mechanicznych potrafi zwijać asfalt. Celeste w wersji eksportowej mogła mieć w tym roczniku jeden z trzech 4-cylindrowych silników: 1.4, 1.6 lub 2.0, gdzie ten ostatni robił już niezłe przeciągi.
Mitsubishi ma zagraniczne tablice rejestracyjne
Największym smaczkiem zawsze jest sytuacja, kiedy egzotyczny wóz na zdjęciu ma na dokładkę polskie tablice rejestracyjne. Aby w ogóle mieć jakiekolwiek auto, trzeba było zrobić dużą liczbę kroków, a jeśli mowa o samochodzie z Zachodu, przy okazji dobrze wyrzeźbione plecy. Dlatego rzadki pojazd zarejestrowany w Polsce robił potrójne wrażenie.
Tym razem jednak historia zdaje się nie być aż tak zwariowana, ponieważ ustrzelone na fotografii Mitsubishi Celeste przyjechało do Warszawy najprawdopodobniej ze Szwecji. Trudno jednoznacznie rozpoznać wzór tablic rejestracyjnych, niemniej układ znaków i kolorystyka wskazuje właśnie na to państwo. Tak, czy inaczej, na pewno nie są to polskie “blachy”.
Auta japońskie w PRL-u były dostępne w sklepach PEWEX, ale nie takie
Mogła to być np. Toyota Corolla, Nissan Cherry czy Mazda 323, do tego przeważnie z Dieslem, co akurat w tamtej epoce wcale nie było wadą - z uwagi na system reglamentacji paliwa. Inna sprawa, że mówimy raczej o samochodach z kolejnej dekady - wcześniej samochody z Japonii stanowiły dużą egzotykę.
Mitsubishi Celeste na polski rynek mogłoby trafić jedynie drogą prywatnego importu, czyli wymagałoby od właściciela nie tylko grubego portfela, ale też zaawansowanych zdolności akrobatycznych. Jakikolwiek import takiego samochodu do Polski bardziej oficjalnymi kanałami musiałby być bardzo niepoprawny politycznie - niczym rock’n’roll i włosy zakrywające uszy.
Ja tymczasem idę dalej przewijać zdjęcia starej Warszawy.



















