Kierowcy nie wiedzą o istnieniu tego przepisu. Obmrugali mnie za 5 i 50
Polskie przepisy ruchu drogowego zawierają mnóstwo martwych przepisów, które niby są, ale i tak nikt się do nich nie stosuje. Zielona strzałka to motyw oklepany z każdej strony. A co z minimalnym odstępem z tunelu?

Wyjaśnijmy pokrótce, w czym rzecz. W świetle polskich przepisów ruchu drogowego, w tunelach o długości przekraczającej 500 metrów minimalny odstęp od poprzedzającego pojazdu nie może być mniejszy od 50 metrów. Oznacza to, że dolna granica przerwy pomiędzy samochodami jest “zamrożona”, zmienia się jedynie górna, rosnąć proporcjonalnie do prędkości jazdy. Czy kierowcy do tego przepisu się stosują. Oczywiście… że nie.
Kierowcy jadą tak samo, jak każdą inną drogą, czyli siedząc sobie na zderzakach
Bardzo regularnie korzystam z ponad dwukilometrowego tunelu pod warszawskim Ursynowem, w ciągu drogi ekspresowej S-2. Obowiązuje tam ograniczenie prędkości do 80 km/h, niemniej podle wspomnianego powyżej przepisu, kierowcy zobowiązani są jechać co najmniej 50 metrów od poprzedzającego auta.
Nikt oczywiście tego nie robi, a na wszystkich trzech pasach ruchu powstaje skupisko samochodów jadących jeden tuż za drugim. Przeważnie jako jedyny staram się stosować tę zasadę, chociaż mi też czasami pod naporem tłumu zdarza się zapomnieć i zbyt mocno przykleić do auta przede mną.


Większość kierowców w ogóle nie pamięta takiej zasady, bo takich tuneli jest niewiele
Prawda jest taka, że tak długie tunele są w Polsce raczej rzadko spotykane, a kiedy już są, to rzadko są aż tak zatłoczone. Tunel pod Ursynowem zdaje się być tutaj wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Tunele o długości mniejszej niż 500 metrów nie są przez przepisy traktowane szczególnie - minimalne odstępy między pojazdami wynikają z ogólnych przepisów ruchu drogowego i nie ma tam żadnej informacji o żadnych konkretnych liczbach.
Jedno w połączeniu z drugim sprawia, że większość kierowców do dłuższych tuneli podchodzi dokładnie tak samo, jak do krótszych. Nie są przyzwyczajeni do tego, że może i powinno być inaczej.
Tunel o długości przekraczającej 500 metrów zawsze będzie oznakowany dodatkową tabliczką T-1b
Tabliczka oczywiście musi być sprzężona ze znakiem informacyjnym D-37 “tunel”, a sama w sobie jest dedykowana specjalnie funkcji określenia długości tunelu. Jeżeli przelot jest krótszy niż 500 metrów, stosuje się wyłącznie znak D-37. W przypadku dłuższego tunelu, tabliczka T-1b podaje dokładną wartość zakrytego odcinka.

W Polsce najdłuższy tunel ma niespełna 2,5-kilometra długości i jest to właśnie wspomniany tunel na drodze S-2. Tymczasem, w przypadku długości przekraczającej 3 kilometry znak powinien być powtarzany co kilometr, odmierzając dystans do wyjazdu na powierzchnię. Jeżeli doczekamy się tak długiego tunelu (halo? Szczecin?), to przepis wyjdzie z zamrażarki.
Kierowcy, przy okazji ignorowania minimalnego odstępu podczas jazdy, gwałcą jeszcze jeden przepis
A jest to zasada utrzymania minimum 5 metrów przerwy od poprzedzającego pojazdu w przypadku powstania zatoru drogowego, czyli po prostu zakorkowania. Tak się zdarza, że z uwagi na momentami bardzo intensywny ruch, wschodni wylot z tunelu czasami potrafi się zatkać.
Czy kierowcy respektują ten przepis? Również nie, zatrzymując się jeden za drugim. Czasami nawet “oberwałem” długimi po lusterku, że nie podjechałem do przodu. No cóż, nikt mnie nie zrozumiał.
Specjalne przepisy istnieją, aby zminimalizować straty podczas ewentualnej kraksy w tunelu
Nie jest tak, że wspomniane zasady są jedynie sztuką dla sztuki i istnieją wyłącznie dlatego, aby mieć doskonały pretekst do wystawiania mandatów. Tunel, zwłaszcza na tyle długi, to bardzo niefortunne miejsce na wypadek, a kiedy samochody jadą blisko siebie z dużą prędkością, stanowi to doskonały przepis na karambol.
Być może nie skończyłoby się aż tak spektakularnie, jak w słynnym filmie Tunel z Sylvestrem Stallonem, niemniej sam fakt totalnej demolki i problemu z dojazdem służb do wypadku akurat jest rzeczywisty.



















