Wszystko śmierdziało im w domach paliwem. Wywalczyli zamknięcie stacji
Stacja paliw na ulicy Gdańskiej w Warszawie latami, dosłownie i w przenośni, zatruwała ludziom życie. Aktywiści walczyli z nią, zanim to stało się modne, a nawet zanim w ogóle wynaleziono miejski aktywizm.

Niepozorny, a nawet dość uroczy obiekt znajdował się na warszawskiej ulicy Gdańskiej, tuż przy skrzyżowaniu z ulicą Słowackiego, vis a vis Hali Marymonckiej i dzisiejszej stacji metra. W życiu z reguły tak jest, że okrutny morderca, niczym Ted Bundy, często jest schowany za twarzą sympatycznego sąsiada. Wspomniana stacja paliw przez długie lata nie dawała mieszkańcom pobliskiego budynku w spokoju funkcjonować, a skala problemu była naprawdę ogromna. Stację ostatecznie zrównano z ziemią w 2007 roku.
W mieszkaniach po drugiej stronie ulicy przez cały czas śmierdziało benzyną
Obiekt stacji paliw powinien być tak zbudowany i wyposażony, aby zapewniać odpowiednią wentylację. Opary paliwa powinny być na bieżąco usuwane, aby nie gromadziły się w zbyt dużych ilościach.
Tymczasem, wyziewy ze stacji na Gdańskiej zamiast zostać zneutralizowane, fruwały sobie radośnie w powietrzu i lądowały w mieszkaniach sąsiadującego budynku. Bazując na słowach mieszkańców, odór benzyny był tak silny, że nie dało się funkcjonować.
Paliwo wyciekało z nieszczelnych zbiorników i wsiąkało w ziemię
To jest z kolei bodaj najczęściej przytaczany zarzut w odniesieniu do tej stacji paliw. Znajdujące się pod ziemią zbiorniki przeciekały, przez co paliwo wsiąkało w glebę, a z gleby przenikało do piwnic.
Efekt? Opary benzyny unoszące się w budynkach. Słyszałem historię, ale nie wiem, ile w niej prawdy, a ile bajkopisarstwa, że smród paliwa był odczuwalny nawet… w wodzie lejącej się z kranu.
W związku z tym, mieszkańcy okolicznych budynków przez lata walczyli o likwidację tej stacji
I nie był to pojedynczy zryw, a naprawdę długa batalia, w którą włączyła się nawet znajdująca się obok szkoła pożarnicza. Ludzie wywieszali transparenty i pisali petycje, aby obiekt został zlikwidowany.
Nie pamiętam konkretnych sytuacji, ale kojarzę w prasie wzmianki o aktywnych protestach nawołujących do zamknięcia stacji. Były zatem momenty, że walka szła już na noże.
Stację paliw w tym miejscu wybudowano w 1962 roku, ale jej nie modernizowano
TAK wyglądała mniej więcej w drugiej połowie lat 70.
Nie było rzecz jasna tak, że stacja od początku była wadliwa - w momencie powstania spełniała wszystkie ówczesne normy środowiskowe i standardy techniczne. Bliskość okien budynku również nie stanowiła żadnego odchylenia. Motyw tak usytuowanej stacji nie jest niczym niezwykłym, zwłaszcza w dużych miastach. Wręcz przeciwnie, jest to widok bardzo powszechny.
Kłopot polegał na tym, że o ile inne obiekty były na bieżąco modernizowane, tego jakby nikt przez lata nie dotykał. Warto również pamiętać o tym, że w Polsce do roku 2000 można było zatankować ołowiową etylinę, a że ołów to generalnie nie jest rumianek, ludziom żyło się, nomen omen, ciężko.
Obiekt ostatecznie zamknięto w 2007 roku
Nie podjęto się modernizacji, ponieważ ta w tamtym momencie była już całkowicie nieopłacalna. Tak naprawdę, całą stację należałoby zburzyć, wykarczować i postawić od nowa.
Taka inwestycja może i miałaby jakiś sens, gdyby nie dość problematyczne usytuowanie stacji względem infrastruktury. Miejsca na ewentualną rozbudowę nie było zbyt wiele, a i sam dojazd do niej możliwy był jedynie od strony wiecznie zakorkowanej drogi jednokierunkowej.
Stacja paliw na ulicy Gdańskiej spadła z rowerka pod naciskiem ludu, ale jest bardzo prawdopodobne, że gdyby nie stało się to w 2007 roku, najdalej kilka lat później i tak dosięgnąłby ją walec historii. Ze względu na zaostrzenie przepisów, około 2014 roku z Warszawy zniknęło mnóstwo przestarzałych obiektów tego typu, głównie z okolic Centrum.
Za stacją paliw w tym miejscu nikt nie tęskni
Można natomiast przeczytać, że miejsca jest szkoda ze względu na ciekawą architekturę. To prawda, obiekt miał potencjał np. na kawiarnię, ale w tamtym czasie zapadła decyzja i zniszczeniu wszystkiego do fundamentów.
Subiektywnie, miejscówki szkoda ze względu na przyjemne, socmodernistyczne wzornictwo, wyróżniające się na tle nijakich i bezpłciowych współczesnych stacji paliw. Niemniej, oburzenie okolicznych mieszkańców standardem życia spowodowanym tragicznym stanem utrzymania obiektu jest całkowicie zrozumiałe.
Prawo jazdy mam od 2009 roku, dlatego nie było mi dane skorzystać z tej stacji
Fakt jej zamknięcia był dla mnie wtedy dość zaskakujący, bo człowiek aż tak nie śledził tego typu informacji, a i media społecznościowe dopiero raczkowały. Pamiętam natomiast sytuację, kiedy podróżowałem gdzieś z rodzicami i potrzebowaliśmy zjechać na najbliższą stację paliw.
Wtem! Przypomniałem sobie o tej stacji na ulicy Gdańskiej, której lokalizacja była nam wtedy najbliższa. Taaak, na pewno tam jest, na 100 procent. Oczywiście, niczego już tam nie było, a ja zebrałem ochrzan.
Tak że takie mam najbardziej wyraziste wspomnienie związane z tym miejscem.



















