Nowa Toyota RAV4 już w Polsce. Te auta sprawdź, zanim polecisz do salonu
Nowa Toyota RAV4 oficjalnie zadebiutowała - wraz z cenami - w Polsce. Konkurencja jednak nie śpi, tym bardziej, że japoński hit do najtańszych nie należy.

Dla szybkiego przypomnienia: nowa generacja Toyoty RAV4 została wyceniona w Polsce na minimum - i to w ramach promocji - 181 600 zł. Na plus można zdecydowanie zaliczyć, poza standardowymi plusami RAV4, fakt, że nawet podstawowa odmiana jest całkiem bogato wyposażona. Z drugiej strony - jeśli ktoś chciał po prostu RAV4, bez dopłacania za coś, co może mu nie być potrzebne - nie ma takiej opcji.
Przyjrzyjmy się więc najpierw dokładniej temu, jaka jest nowa RAV4, a potem - kto jest jej największym rywalem.
Nowa Toyota RAV4 - wymiary
4,6 m długości, 2,69 m między osiami, 1,68 m wysokości 1,86 m szerokości - tyle miejsca będziemy potrzebować w garażu na nową RAV4, o ile oczywiście uda nam się zmieścić na grubość lakieru i nie planujemy wysiadać z auta. Uwaga, jeśli planujemy zakup wariantu GR Sport, to trzeba pamiętać, że jest on o prawie 5 cm dłuższy i o 2,5 cm szerszy.
Poza tym, jeśli chodzi o parametry techniczne, to wariant FWD może ciągnąć za sobą przyczepę z hamulcami o masie do 800 kg, natomiast wariant AWD - do 2000 kg. Niezależnie natomiast od wszystkiego w bagażniku zmieści się 514 teoretycznych litrów bagażu.
Nowa Toyota RAV4 - napęd
Do wyboru są - póki co - dwie opcje. Albo 2.5 Hybrid Dynamic Force z e-CVT, dające nam 183 KM i sprint do setki w 8 sekund, albo to samo, ale z AWD-i, czyli dodatkowym silnikiem elektrycznym. Sam silnik ma 40 kW mocy i 121 Nm momentu obrotowego, a sumaryczna moc całego układu to 192 KM.
Przyspieszenie do setki w mocniejszej wersji? 7,7 s.
Nowa Toyota RAV4 - cena
Weźmy pod uwagę dwie bazowe wersje i wychodzi nam, że trzeba zapłacić za nie:
- 2.5 Hybrid Dynamic Force 183 KM FWD e‑CVT Comfort - 181 600 zł
- 2.5 Hybrid Dynamic Force 192 KM AWD-i e‑CVT Comfort - 190 900 zł
Idę przy tym o zakład, że przy takiej różnicy w cenie większość RAV4 na naszych drogach będzie miała AWD-i.
No to skoro mamy już podstawy - czas zobaczyć, co na to konkurencja. Założenia podstawowe są takie, że musi być SUV, nie może być mniejszy (albo minimalnie), najlepiej też, żeby w ofercie była wersja prawdziwie-hybrydowa i napęd na obie osie.
MG HS

Prawdopodobnie jeden z groźniejszych rywali dla RAV4, przynajmniej jeśli chodzi o rozmiar i cenę, a może też trochę o napęd.
MG HS jest bowiem od RAV4 odrobinę większy (4,66 m), ma trochę większy rozstaw osi (2,76 m), a jednocześnie - w wersji benzynowej - cennik otwiera kwota 105 900 zł. Dostaniemy za to wprawdzie wariant z manualną przekładnią, ale 116 900 zł wystarczy, żeby nie martwić się zmianą przełożeń. Fakt, benzynowy HS jest raczej ślimakowaty w kwestii przyspieszenia (9,4 s), ale wciąż - jest porażająco tańszy.
W gamie jest zresztą wariant hybrydowy, który zdecydowanie przyspiesza (7,9 s do setki), a jednocześnie jego cena startuje od 128 900 zł, a za 139 900 zł dostajemy maksymalną wersję wyposażenia. I nadal nie jesteśmy na poziomie "ok, może trochę dołożę i kupię RAV4", więc fakt, ze RAV4 ma o kilka litrów większy bagażnik, może nie mieć aż tak wielkiego znaczenia.
Citroen C5 Aircross

Kawał wozu z europejskim rodowodem za umiarkowane pieniądze. Nowy, ładniejszy C5 Aircross ma 4,65 m długości, aż 2,78 m między osiami, a do tego 565 l bagażnika i kosztuje na start 132 900 zł. I nawet w najtańszej wersji dostaniemy m.in. dwustrefową klimatyzację automatyczną, adaptacyjny tempomat, LED-owe reflektory czy CarPlay i Android Auto.
Problem? Gama napędowa. Jeśli komuś zależy na napędzie prawie-czysto-spalinowym, to jedyną opcją jest raczej niezbyt lubiane 1.2 o mocy 145 KM, które do setki rozpędzi się w ponad 10 sekund. Cokolwiek innego oznacza dopłatę albo do wersji elektrycznej, albo do hybrydy plug-in, przy czym PHEV kosztuje co najmniej 181 700 zł, więc tutaj naprawdę zbliżamy się do RAV4, a nie jestem pewien, czy warto - przynajmniej jeśli chodzi o napęd.

Kusząca propozycja z kilku powodów. Po pierwsze - jest nadal względnie niedrogo, bo ok. 140 tys. zł to daleko, daleko od otwarcia cennika RAV4. Po drugie - można kupić wariant z AWD i dalej jesteśmy poniżej 170 tys. zł. Po trzecie - to jest naprawdę kawał auta, bo z zewnątrz zbliżamy się do 4,7 m.
Niestety pełnej hybrydy tutaj nie uświadczymy. Zamiast tego możemy liczyć na miękką hybrydę i silnik benzynowy o niedzisiejszej pojemności 2,5 l, oferujący nam 141 KM. To z kolei przekłada się na niezbyt porywające osiągi, ale ponownie - nie można mieć wszystkiego i jeszcze zapłacić za to mniej.
Ford Kuga

Trochę mniejszy zawodnik, bo 4,6 m długości, ale za to w środku zostaje sensowne 2,71 m między osiami. Bagażnik o pojemności od 437 do 645 l też nie powinien nikomu sprawić przykrości.
To, co natomiast powinno cieszyć, to całkiem spory wybór opcji napędowych. W najnowszym cenniku dostępne są 1.5 EcoBoost 150 i 186 KM (to pierwsze z manualem), a także trzy hybrydy - dwie "zwykłe" w okolicach 180 KM (w tym z opcją AWD) i jedna PHEV o mocy 243 KM.
Ceny? Dość zaskakujące, bo według obecnego cennika najtańszy wariant (150 KM z manualem) kosztuje 140 280 zł, a wersja z automatem to 147 280 zł. Nawet 243-konna hybryda z wtyczką kosztuje "zaledwie" 161 120 zł.
Peugeot 5008

166 500 zł i wchodzimy na jeszcze wyższą półkę rozmiarową - 5008 mierzy bowiem 4,79 m długości, ma 2,9 m między osiami, a w bagażniku - przy złożonych fotelach trzeciego rzędu - zmieścimy... prawie 750 l.
Ponownie niestety możemy odbić się od tego, co znajdziemy pod maską. 3 cylindry, 1,2 l pojemności, 145 KM - to raczej nie wróży jakoś przesadnie dobrze, tym bardziej w aucie tych rozmiarów.
Co nie zmienia faktu, że to absolutny kawał autobusu, który pewnie najlepiej byłoby kupić w wersji PHEV - wycenionej już na średnio kuszące niemal 200 tys. zł.
Skoda Kodiaq

174 750 zł za na start w ramach cennika promocyjnego, więc możemy uznać, że oba auta kosztują mniej więcej tyle samo. Z drugiej strony - obecny Kodiaq jest zdecydowanie większy, bo mierzy na długość aż 4,76 m.
Zaletą, choć dyskusyjną, Kodiaqa może być też gama silnikowa. Nie ma tutaj wprawdzie hybrydy w wydaniu klasycznym, ale jest za to świetne 2.0 204 KM, dwa warianty wysokoprężne, hybryda plug-in i wersja RS o mocy 265 KM. Tyle tylko, że jeśli wybierzemy cokolwiek innego niż bazowe 1.5 TSI albo 2.0 TDI - zbliżamy się do lub przekraczamy granicę 200 tys. zł - momentami nawet ekspresowo szybko.
Hyundai Santa Fe

Kończymy (prawie) modelem, który już w żadne rozmiarówki się nie bawi. 4,83 m długości, 2,82 m między osiami, a do tego 711 l bagażnika dla wersji 5-osobowej. Do tego można jeszcze dorzucić silnik 1.6 T-GDI HEV z opcjonalnym AWD i wprawdzie osiągów raczej brak, ale po co kioskowi osiągi.
Cena? Według aktualnego cennika - za 189 900 zł możemy mieć wariant podstawowy i niestety potem cena szybko rośnie. Najtańsze AWD to już 236 900 zł, a najtańsza odmiana 7-osobowa - 257 900 zł. To może zostańmy przy odmianie bazowej.
A może by tak coś premium?
Można, ale przeważnie dostaniemy coś mniejszego i raczej umiarkowanie dobrze wyposażonego. Przykładowo BMW życzy sobie niemal 190 tys. zł za podstawową wersję X1 (4,5 m). Mercedes chce 190 tys. zł za GLA i niemal 200 tys. zł za "stare" GLB. Nie inaczej robi Audi, które nową generację Q3 wycenia na minimum 188 900 zł, a Lexus za NX prosi o minimum 209 900 zł (choć NX akurat rozmiarowo jest większy od RAV4).
No dobra, może Alfa Romeo Tonale by tu jakoś pasowała i mogła konkurować ceną. Ale jak duża jest grupa wspólna klientów na Alfę i Toyotę jednocześnie? No właśnie.







































