REKLAMA

Nowy Mustang zwodzi. To kucyk w przebraniu ogiera

Współpraca dwóch legendarnych marek kojarzonych z prędkością wyostrza apetyty fanów. Niestety, tym razem Mustang i TLD serwują danie, które dobrze wygląda, ale w smaku okazuje się mdłe.

Nowy Mustang zwodzi. To kucyk w przebraniu ogiera
REKLAMA

Ford właśnie pokazał kolejną limitowaną edycję Mustanga i – niespodzianka – znowu chodzi głównie o naklejki. TLD Signature Edition to owoc współpracy z Troy Lee Designs, legendarną firmą znaną z malowania kasków dla zawodników motocrossu, NASCAR-u i Formuły 1. Dzieckiem powstałym z tego mariażu jest Mustang, który wygląda jak uciekinier z wyścigowego padoku, ale pod maską skrywa ten sam czterocylindrowy silnik co zwykły EcoBoost. Kucyk w przebraniu ogiera.

REKLAMA

Dużo szumu, mało furii

Zacznijmy od tego, co TLD Signature Edition faktycznie oferuje. Pakiet dostępny jest wyłącznie w kolorze Shadow Black, na który nałożono odważną grafikę w barwach czerwieni, pomarańczu, fioletu i żółci – coś pomiędzy wyścigowym decalem a okładką kasety VHS z lat osiemdziesiątych. Sam Troy Lee przyznał, że praca z ikonicznym modelem Forda to było dla niego spełnienie marzeń. Cóż, może tak, może nie – co ma teraz powiedzieć? Wybór silnika EcoBoost do wersji stworzonej wspólnie z marką kojarzoną z motocrossem, wyścigami i generalnie szybkością jest – delikatnie mówiąc – rozczarowujący.

Grafika biegnie wzdłuż boków nadwozia i oczywiście obejmuje galopującego mustanga i logo TLD, a całość uzupełniają 19-calowe felgi w kolorze Sinister Bronze. Z brązu wykonany jest też znaczek konia na grillu i charakterystyczne „nozdrza” po bokach atrapy chłodnicy.

Ford zastosował tu sprytny zabieg – maskę, przednią fasadę i grill skopiowano wprost z Mustanga GT. Dzielony grill z wlotami powietrza to element zarezerwowany normalnie dla wersji V8, więc na pierwszy rzut oka TLD wygląda jak pełnokrwiste GT. Sprytne? Owszem, chociaż etycznie lekko dyskusyjne.

We wnętrzu dominuje kolor Carmine Red – czerwona skóra na fotelach, czerwone przeszycia i plakietka na desce rozdzielczej z numerem egzemplarza. Ford wyprodukuje tylko 550 sztuk. Ciekawe, dlaczego nie 650 – jak słusznie zauważyli amerykańscy dziennikarze, byłoby to o wiele bardziej na miejscu w przypadku platformy S650.

Pod maską cisza (dosłownie)

I tu dochodzimy do sedna problemu. Pod tą agresywnie wyglądającą stylizacją wprost nawiązującą do wersji GT siedzi standardowy, turbodoładowany, 2,3-litrowy czterocylindrowy silnik EcoBoost generujący 315 KM i 475 Nm momentu obrotowego. Jedyną dostępną skrzynią biegów jest 10-biegowy automat. Żadnych zmian mechanicznych, żadnych poprawek w zawieszeniu, żadnych większych hamulców. Absolutnie nic poza odświeżonym opakowaniem

Gdyby chociaż dołożyli naklejkę Pioneer na tylnej szybie, to mogliby konkurować z profesjonalnymi tunerami z polskich wsi z lat 90. Wówczas też kilka naklejek i spojler wystarczały, żeby wmawiać wszystkim wokół, że oto zbudowało się rasową rajdówkę. Maska z Mustanga GT ma nawet wylot gorącego powietrza, który w przypadku czterocylindrowego EcoBoosta jest mniej więcej tak potrzebny jak żabie trampolina.

315 koni mechanicznych wygląda przyzwoicie na papierze, dopóki nie przypomnimy sobie, że Mustang GT pod maską mieści 5-litrowe V8 o mocy 486 KM. Różnica prawie 170 koni to prawdziwa przepaść. EcoBoost osiąga setkę w okolicach pięciu sekund, podczas gdy GT robi to poniżej czterech. A przede wszystkim – GT ryczący pięciolitrowym V8 brzmi jak Mustang. EcoBoost TLD brzmi jak odkurzacz z ambicjami.

RTR robi to lepiej (i taniej w przeliczeniu na emocje)

Co najbardziej uwiera w przypadku TLD Signature Edition, to fakt, że Ford ma w ofercie pakiet, który naprawdę zmienia charakter EcoBoosta – i nie jest to TLD. Mustang RTR, stworzony we współpracy z mistrzem Formula Drift Vaughnem Gittinem Jr., dostaje hamulce Brembo z pakietu GT Performance Pack, wahacze i belkę tylną z Dark Horse'a, system anty-lag przeniesiony z wyścigowego Forda GT, hamulec umożliwiający latanie bokiem i zmodyfikowane amortyzatory MagneRide. To prawdziwe zmiany pod skórą, a nie tylko na niej.

Tymczasem TLD za 3000 dolarów dopłaty oferuje w zasadzie sesję u grafika i przesiadkę do czerwonego fotela. Owszem, do tego dochodzi grill i maska z GT – ale to elementy czysto kosmetyczne. Żaden z nich nie sprawi, że silnik zacznie kręcić się szybciej ani że auto będzie lepiej trzymać w zakrętach.

Wszystko ma swoją cenę (dosłownie)

Pakiet TLD kosztuje 3000 dolarów, ale jest dostępny wyłącznie na Mustangu EcoBoost Premium, który startuje od 38 340 dolarów. Do tego trzeba dorzucić obowiązkową grupę wyposażenia 201A za kolejne 3000 dolarów i opłatę transportową 1995 dolarów. Suma? Jakieś 44 340 dolarów za czterocylindrowego Mustanga w ładnych kolorkach. Dla porównania – bazowy Mustang GT Fastback zaczyna się od zbliżonej kwoty, a oferuje prawdziwe V8 i nieporównywalnie bardziej soczysty dźwięk wydechu.

Komu to właściwie potrzebne?

Ford najwyraźniej stawia na kolekcjonerski urok limitowanej serii i estetykę lat osiemdziesiątych. I trzeba przyznać – TLD Signature Edition wygląda efektownie. Kolorystyka jest odważna, brązowe akcenty nadają mu charakteru, a czerwone wnętrze robi przyjemne wrażenie. Gdyby ktoś nie wiedział, co siedzi pod maską, mógłby pomyśleć, że to znacznie poważniejsza maszyna. Jak to ujął Carscoops – pakiet zaskakująco dobrze maskuje to, co jest pod maską.

ford mustang raptor

Problem w tym, że maskowanie to nie to samo co zmienianie. Można ubrać kucyka w barwy wyścigowe, ale galopować szybciej od tego nie będzie. TLD Signature Edition to Mustang dla kogoś, kto chce wyglądać na szybkiego, niekoniecznie szybkim będąc. Albo dla kogoś, kto wie, że nie potrzebuje V8 do codziennego użytku, ale chce, żeby jego czterocylindrowiec nie wyglądał na czterocylindrowca.

REKLAMA

Zamówienia na TLD ruszyły 27 marca, a dostawy planowane są na lato. Pięćset pięćdziesięciu „szczęśliwców” dostanie swój numerowany egzemplarz, wskoczy za kierownicę i odkryje, że ich wyścigowo wyglądający Mustang ma pod maską dokładnie tyle samo koni, co ten nudny, srebrny EcoBoost z parkingu pod biurowcem. Ale przynajmniej będzie ładniejszy.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-31T09:26:50+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T20:13:44+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T18:26:03+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T17:06:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T15:56:57+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T13:40:34+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T12:44:53+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T11:19:54+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T10:04:46+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T09:54:27+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T17:04:05+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T15:26:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T12:19:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T10:04:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA