Kraków próbuje obalać mity o SCT. Nie ze wszystkim się zgadzamy
Wprowadzenie w Krakowie Strefy Czystego Transportu spotkało się z jeszcze większym niezadowoleniem niż przy SCT w Warszawie. Przeciwnicy podają kilka najważniejszych argumentów, które miasto postanowiło obalić w mediach społecznościowych.

W grodzie Kraka wraz z początkiem nowego roku swoje funkcjonowanie rozpoczęła Strefa Czystego Transportu. Naturalnie, ta decyzja ma tylu zwolenników, co przeciwników - a może i tych drugich jest więcej. Przedstawiają oni dość logiczne (w większości) argumenty, które władze miasta spróbowały obalić:
I choć z pewnymi rzeczami można się zgodzić, to na potwierdzenie niektórych będzie trzeba czasu.
1. Strefa jest wymysłem prezydenta miasta Krakowa
Trochę zmienimy kolejność względem oryginalnego posta. Na początek coś lekkiego: uchwała ustanawiająca SCT, faktycznie została ustanowiona Uchwałą nr XXXII/619/25 Rady Miasta Krakowa z dnia 12 czerwca 2025 r., na podstawie ustawy o elektromobilności. Tyle, koniec kropka. Po prostu Prezydent Aleksander Miszalski, jako włodarz będzie główną twarzą wszystkich zmian w mieście i każdy wyraz niezadowolenia mieszkańców będzie wymierzony w niego - tak jest nie tylko w Krakowie, ale w każdym polskim mieście, gminie czy sołectwie. Szkoda, że przy pozytywnych zmianach tak kolorowo nie jest.
2. Opłaty za wjazd do SCT są bardzo wysokie
Z tą kwestią problem jest nieco inny od wszystkich: zgodnie ze znanym polskim powiedzeniem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla jednego 100 zł miesięcznie to sporo, dla innych to "tylko" paczka papierosów tygodniowo, zakupy żywnościowe na kilka dni, ewentualnie jakiś mocno podstawowy karnet na siłownię. Oczywiście - lepiej jest mieć 100 zł niż ich nie mieć. A kiedy trzeba tyle płacić tylko po to, żeby dalej załatwiać swoje sprawy w pewnej części miasta, to dla wielu ta kwota może być dość problematyczna, zwłaszcza kiedy musimy sobie zrobić pewne wyrzeczenia. Zwłaszcza, że jej cena będzie rosnąć - do 250 zł w 2027 r. i aż 500 zł w 2028 r.
3. Żeby wjechać do SCT trzeba mieć auto elektryczne
Szczerze mówiąc, nie spotkałem się z dokładnie taką tezą. Ludzie nie są na tyle nierozumni, żeby myśleć że od razu muszą kupować sobie elektryka - wystarczy auto benzynowe w wieku 21 lat bądź młodsze, lub diesel 12-letni albo młodszy.
Ale właśnie - czy 12 lat to dużo? Moim zdaniem nie, bo mówimy to o samochodach z rocznika 2014. Choć w samej stolicy nie ma zbyt wiele starych diesli (tak przynajmniej wynika z relacji moich znajomych mieszkających w Krakowie), jednak w pozostałych częściach województwa małopolskiego wciąż uwielbianym silnikiem jest 1.9 TDI, a auta pokroju Volkswagena Passata B5, Skody Octavii I czy nawet Audi 80 B4 na razie nie wybierają się na emeryturę. A ludzie z aglomeracji też przecież przyjeżdżają do miasta.
4. Miasto zarobi na kierowcach
Na koniec chyba największa kontrowersja, z jaką spotyka się SCT. Sami ostatnio przekazywaliśmy informację, jakoby Miasto Kraków już w pierwszym tygodniu funkcjonowania zarobiło 2 miliony zł.
Zachowując obiektywizm, możemy z pokorą przyjąć deklarację miasta, że dochód z SCT zwróci się mieszkańcom w postaci wsparcia wymiany pieców-kopciuchów, czy zwiększania ilości parkingów Park & Ride. Na pytanie czy faktycznie tak się stanie, nie możemy jednoznacznie odpowiedzieć tu i teraz. Ani też jutro, pojutrze czy nawet za miesiąc. Kwesta ewentualnych wydatków pieniędzy zarobionych z SCT będzie teraz monitorowana przez mieszkańców Krakowa, którzy powinni patrzeć swoim samorządowcom na ręce. Niestety, miejskie budżety lubią rozpływać się w nieznanych kierunkach - oby faktycznie tak się nie stało także w tym przypadku.
Więcej o SCT przeczytasz tutaj:







































