W Krakowie robi się gorąco. Sobota z SCT zapowiada się fascynująco
Strefa czystego transportu chyba nie jest pisana Krakowowi. Pierwsza szybko przestała działać, obecna zmobilizowała do czynów karalnych.

Za duża jest ta strefa. Nie jest ultra restrykcyjna, ale po prostu za duża. To może być fundament tak dużego oporu przed jej funkcjonowaniem. Trudno jest zignorować jej istnienie, dlatego w Krakowie giną znaki, niszczone są kamery, a protest dopiero się zbliża. Po czymś takim innym miastom może się trochę odechcieć wprowadzania stref czystego transportu.
Kraków nie lubi SCT
Mało kto już pamięta, ale w Krakowie kiedyś funkcjonowała strefa czystego transportu. Miała obowiązywać na Kazimierzu, ale szybko przestała pełnić swoje funkcje. Proces wprowadzania obecnej strefy, która wystartowała z 1 stycznia 2026 r., trwał kilka lat i był burzliwy.
W początkowej wersji krakowska strefa czystego transportu była ultra radykalna. Miała obejmować całe miasto i kosić pojazdy równo z trawą. Brakowało również pomysłów, jak rozwiązać podstawowe kwestie. Na przykład parkingi P+R miały znajdować się w strefie, co praktycznie uniemożliwiało przyjazd do Krakowa niespełniającym kryteriów samochodem, nawet jeśli chciało się korzystać z komunikacji miejskiej.
Ostateczny projekt znacznie zmieniono, na bardziej przyjazny. Prowadzono nawet długotrwałe konsultacje społeczne z mieszkańcami. Wprawdzie służyły bardziej tłumaczeniu im, dlaczego strefa jest dobra, a oni źli, ale doceńmy, że się odbyły. Strefa jest rozległa i zajmuje ponad połowę miasta, ale już niecałe. Zawiera też wiele wyłączeń i na razie nie muszą się nią przejmować mieszkańcy Krakowa. Można też wykupić sobie możliwość wjazdu. Mimo tego opór, jaki wzbudziła, jest niebywały. I chyba jest to głównie opór mieszkańców podkrakowskich miejscowości. To oni napotkają największe problemy z wjazdem, bo dla mieszkańców są luźniejsze zasady.
Kradną znaki
Miejscy urzędnicy mają problem. Ktoś kradnie z ulic znaki oznaczające wjazd do strefy czystego transportu. I nie są to pojedyncze przypadki. Powstają nawet grupy oporu w mediach społecznościowych i niektóre zyskują sporą liczbę sympatyków. Znaki giną, więc trzeba pilnować znaków.
Fani szczególnie jednego z profili twierdzą, że miasto instaluje na drzewach kamery, by pilnować znaków. Kamery mają występować w parach i wysyłać zdjęcia za pośrednictwem sieci GSM. Prezentowane jest nawet zdjęcie uszkodzonej kamery.
Sobota zapowiada się fascynująco
W sobotę zaplanowano protest przeciwko strefie czystego transportu. Odbędzie się pod siedzibą krakowskiego ZDM. Organizatorzy akcji niszczenia znaków, a może i kamer, muszą liczyć się z odpowiedzialnością za niszczenie publicznego mienia. Należy więc spodziewać się, że wielu uczestników protestu będzie miało nasunięte wysoko na nos szaliki.
Takiego obrotu sprawy władze Krakowa chyba się nie spodziewały. Opór wystartował właściwie praktycznie równo z uruchomieniem strefy. Wcześniej było o niej cicho, mimo że od dawno było wiadomi, kiedy wchodzi w życie. Widocznie do osób mieszkających poza Krakowem dopiero dotarło, co się wydarzyło.







































