Koniec tanich chińskich samochodów. Rząd stawia sprawę jasno
Chińskie samochody szturmem zdobywają Europę, w naszym kraju też radzą sobie coraz lepiej. Nikt jednak nie ukrywa, że głównym motorem napędowym sprzedaży jest abstrakcyjnie niska cena. To się wkrótce zmieni, bo rząd mówi pas.

Chińskie auta wprawdzie stają się coraz lepsze, ale wiadomo, że to duża zasługa wyraźnie niższej ceny i wyposażenia, które jest w niej oferowane. W przypadku europejskich aut kwota otwierająca cennik może być bardzo łatwo podwojona, bo wystarczy dobrać kilka dodatków rodzaju skóry, podgrzewania foteli itd., żeby ze 100 tys. zł cena powędrowała w okolice 200 tys. zł. Tymczasem chiński samochód kupujecie z pełnym wyposażeniem i wybieracie co najwyżej kolor. Ma to sens, gdy trwa konkurencja cenowa, ale tajemnicą poliszynela jest to, że chińscy producenci zaniżają ceny, żeby zdobyć większy udział w rynku. Biorą koszty na siebie, byleby przyciągnąć klienta. I teraz to się skończy.
Koniec tanich chińskich aut. Rząd zabrania zaniżania ceny
My w Europie obserwujemy tylko pewien wycinek chińskiego tortu, podczas gdy w samych Chinach jest ponad 120 marek samochodowych i to tam toczy się najbardziej mordercza walka. Wprawdzie te marki należą głównie do 10-12 największych koncernów, ale nadeszły nowe czasy. Do 2025 r. motoryzacja znajdowała się w najważniejszym chińskim dokumencie gospodarczym - planie pięcioletnim. Oznaczało to wymierne wsparcie dla producentów ze strony rządu. Płynęły do nich miliony dolarów, tylko po to, żeby rozhulać produkcję i dać jej potencjał eksportowy. Eksperyment się udał, chińskie firmy poszły w świat, a na rodzimej ziemi nadszedł czas krwawych igrzysk.

Chiński rząd opublikował wytyczne, w których zakazał producentom ustalania cen samochodów poniżej kosztów i to nie tylko tych związanych z produkcją. Zakaz dotyczy całkowitych kosztów, więc należy doliczyć administrację, wynagrodzenia, a nawet wydziałów marketingu. Rząd zakazał również zmowy cenowej pomiędzy producentami oraz zabronił wymuszania na dealerach sprzedaży ze stratą, np. poprzez programy rabatowe. Co to oznacza? Poważny problem dla całej branży.

Są również pozytywy. Chińczycy zakazali przekształcania usług dostępnych w momencie zakupu w płatne subskrypcje oraz nakazali powiadamianie użytkowników o wygasających terminach bezpłatnego korzystania z funkcji demo.
Co to oznacza dla nas?
Większe ryzyko podniesienia cen. Na razie regulacje obejmują rynek chiński, ale nie mam wątpliwości, że kwestie eksportu również zostaną podjęte przez Chiny. To tutaj rozgrywa się kolejny etap wojny pomiędzy producentami. Z nowego zakazu ucieszą się tradycyjni producenci, bo dzięki temu ich auta nie będą już tak wyraźnie odstawać ceną. Klienci zaś będą smutni. Jak zawsze.






































