Wywiad z Żurkiem to żyła złota dla policji. Właśnie wpadła kolejna osoba
Pomyśleć, że jeden wywiad udzielony w Maluchu sprawi, że policja będzie miała pełne ręce roboty. Okazuje się, że wystarczy oglądać YouTube i można wystawiać mandaty bez wstawania zza biurka. Tym razem poszło o znak STOP.

Na początek krótkie przypomnienie dla ludzi żyjących pod kamieniem. Kilka tygodni temu Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek udzielił wywiadu za kierownicą poczciwego Malucha. Tak był zaaferowany rozmową, że nie zauważył pieszej wchodzącej na pasy. Internauci wychwycili ten moment i rozpętała się afera medialna, która zakończyła się ostatecznie śledztwem policji. Po kilku dniach oglądania materiałów policjanci doszli do wniosku, że minister sprawiedliwości popełnił wykroczenie, które skończyło się ukaraniem go 15 punktami karnymi i mandatem. Ale okazuje się, że nie tylko minister poniesie karę.
Wywiad w samochodzie - najpierw minister, później prowadzący
Sytuacja jest tak absurdalna, że nie wymyśliłby jej nawet sam Walaszek. Otóż jednym z obrońców ministra i wywiadów przeprowadzanych w aucie był ich autor Filip Nowobilski. Widzicie, od dawna mówi się, że takie wywiady są niebezpieczne, bo przeprowadzane są w trakcie ruchu, a kierowca musi nie tylko prowadzić, ale również dobrze zastanowić się nad odpowiedzią, żeby się nie wkopać. Niektórzy mówią, że to nie różni się od zwykłej rozmowy, którą większość z nas prowadzi z partnerem, ale to nieprawda, bo naszej rozmowy z partnerem nie ogląda kilkaset tysięcy osób, które czekają tylko na wyłapanie jakichś smaczków.
Więcej o Żurku przeczytasz:
Filip Nowobilski, prowadzący program Duży w Maluchu, zaprosił do rozmowy na temat przepisów, życia, pieszych i filozofii przechodzenia przez przejście instruktora nauki jazdy. Panowie rozmawiali, jeździli i w efekcie mogliśmy poznać kilka ciekawych spojrzeń na interpretację przepisów i zachowań pieszych. Jednak w pewnym momencie, po kilkunastu minutach udowadniania, że takie wywiady wcale nie rozpraszają i są bezpieczne, dochodzi do nieciekawej sytuacji. Prowadzący program skręca na skrzyżowaniu i nie stosuje się do stojącego na nim znaku STOP, co oznacza, że naruszył przepisy. Za takie wykroczenie grozi mu 300 zł kary pieniężnej i 8 punktów karnych.
I tak to jest moi drodzy.







































