Tylko ci się wydaje, że masz zielone. O tym decyduje sąd
Czy na skrzyżowaniu, na którym działa sygnalizacja świetlna, znak „stop” nadal obowiązuje? To brzmi jak zadanie z egzaminu na prawo jazdy, ale stało się tematem sporu w Sądzie Najwyższym.

Sprawa prezentuje się następująco: na skrzyżowaniu z sygnalizacją S-1 jednocześnie zielony sygnał mieli: autobus skręcający w prawo oraz samochód nadjeżdżający z przeciwka, skręcający w lewo. Według ustaleń sądu kierowca autobusu - „wobec zielonego światła” dla obu kierunków - nie zastosował się do pionowego znaku „STOP”, a gdy doszło do „sytuacji kolizyjnej”, gwałtownie zahamował. Pojazdy się nie zderzyły, ale na skutek hamowania pasażerka autobusu się przewróciła i doznała lekkich obrażeń. Sprawę zakwalifikowano jako wykroczenie z art. 86 § 1 kodeksu wykroczeń, a kierowcę ukarano grzywną w wysokości 1500 zł.
Kto zawinił?
Najbardziej kontrowersyjne okazało się to, na czym sądy oparły ocenę tego, kto zawinił. Sąd Rejonowy powołał się na opinię biegłego z zakresu ruchu drogowego, który uznał, że w tej konfiguracji skrzyżowania znak „STOP” regulował pierwszeństwo niezależnie od sygnalizacji. Według tej logiki autobus, mimo zielonego, miał ustąpić, a skoro nie ustąpił i doszło do wymuszonego ostrego hamowania, jego kierowca odpowiada za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu. Sąd Okręgowy, rozpoznając apelację obrony, utrzymał wyrok, nie przychylając się ani do zarzutów wobec opinii biegłego, ani do stanowiska Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego, które zwracało uwagę na ogólną zasadę pierwszeństwa przy skręcie w lewo.
W tym miejscu do gry wchodzi Rzecznik Praw Obywatelskich
RPO wniósł kasację na korzyść ukaranego kierowcy, wskazując, że sądy przyjęły błędną wykładnię przepisów, „uznając, że (…) zastosowanie mają znaki drogowe” wtedy, gdy sygnalizacja - choć daje zielone obu stronom - „nie decyduje o pierwszeństwie przejazdu”. Według RPO taka konstrukcja jest nie do pogodzenia z art. 5 ust. 3 Prawa o ruchu drogowym, który wprost ustala hierarchię: sygnały świetlne stoją wyżej niż znaki regulujące pierwszeństwo przejazdu.
W kasacji RPO najważniejsze jest jedno zdanie: „sygnalizacja świetlna zmienia organizację ruchu na skrzyżowaniu, wyłączając moc obowiązującą znaków drogowych, regulujących pierwszeństwo przejazdu, w tym znaku ‘STOP’”. Jeśli tak, to znak B-20 nie może być w tej sprawie czymś, co nakłada na kierowcę autobusu obowiązek ustąpienia, mimo że ma zielone. Wtedy wchodzi w grę klasyczna reguła z art. 25 ust. 1 Prawa o ruchu drogowym: skręcający w lewo ma obowiązek ustąpić pojazdowi nadjeżdżającemu z kierunku przeciwnego jadącemu na wprost albo skręcającemu w prawo - a więc w tej sytuacji to samochód skręcający w lewo powinien przepuścić autobus.
Art. 5 ust. 3 brzmi następująco: „Sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi regulującymi pierwszeństwo przejazdu”. W tym wypadku sygnalizacja wygrała. Sprawa trafiła na wokandę Sądu Najwyższego, gdzie będzie teraz rozpatrywana.
Działanie Sądu Okręgowego zostało skrytykowane
RPO krytykuje nie tyle wykładnię przepisów, ale też sposób, w jaki Sąd Okręgowy miał przeprowadzić apelację. W kasacji wskazano na „nienależyte rozważenie zarzutów apelacji”, powierzchowne odniesienie się do argumentów obrony oraz praktyczne powtórzenie wniosków biegłego, który w ocenie RPO wyszedł poza rolę wymagającą wiadomości specjalnych i wszedł w obszar interpretacji prawa. W tym ujęciu problemem nie jest tylko jeden znak na jednym skrzyżowaniu, ale ryzyko, że wadliwie odczytana hierarchia przepisów utrwali się w orzecznictwie i będzie wracać w kolejnych sprawach jako precedens.
Czekamy na decyzję najwyższego organu. Jeśli utrzyma dotychczasową interpretację, powstanie wyjątkowo nieintuicyjna zasada: kierowca na zielonym świetle musiałby dodatkowo analizować, czy gdzieś „stoi znak stopu”, który w danym układzie zmienia pierwszeństwo mimo działania sygnalizacji. To byłoby rewolucyjne i bez sensu.







































