Warszawska droga błaga o remont. Zapewnia kurs zmiany koła
Dziurawe drogi to coś, z czym w dużych miastach trzeba się liczyć. Duże natężenie ruchu, ciężkie pojazdy komunikacji miejskiej, taka sytuacja. Mało która droga w kwestii złego stanu nawierzchni może wygrać z ulicą Krakowiaków w Warszawie.

Jeżdżę po Polsce dużo i intensywnie, ale mało jest przypadków, aby droga publiczna o utwardzonej nawierzchni była w tak złym stanie technicznym, że podczas jazdy z samochodu odpadają części. Średnia prędkość przelotowa, aby nie spaść z fotela i nie wypaść przez kierownicę, to jakieś 10-15 km/h. Jako, że w rejonie drogi masowo powstają w ostatnim czasie osiedla mieszkaniowe, jej dziurawa powierzchnia zaczyna coraz bardziej rzucać się w oczy. Niemniej, lata mijają, a nic się nie zmienia.

Droga składa się z dziur przerywanych betonowymi płytami
Przybliżając pokrótce rodzaj i skalę problemu, ulica Krakowiaków w teorii jest droga utwardzoną, gdzie nawierzchnię tworzą betonowe płyty. Widać ewidentnie, że onegdaj została ona wzmocniona doraźnie, ale tak już po prostu zostało.
Tyle, że owe “onegdaj” miało miejsce jakieś kilkadziesiąt lat temu. Od tamtej pory jedyne prace serwisowe polegały z grubsza na zasypywaniu co większych dziur tłuczniem, ewentualnie wylewaniem wiaderka asfaltu. Betonowe płyty są aktualnie popękane, pozapadane i ogólnie poruszanie się ulicą Krakowiaków przypomina jazdę po schodach. Ciekawie robi się również po większym deszczu, kiedy na jezdni powstaje rozlewisko. Pod wodą czyhają liczne niespodzianki, ponieważ koło samochodu może dla przykładu wpaść w półmetrową wyrwę.
Poniżej znajduje się film zaczerpnięty z jednej z lokalnych włochowskich grup, prezentujący wspomniany powyżej offroadowy przejazd:
Obecnie wzdłuż drogi znajdują się głównie obiekty przemysłowe, ale sytuacja ulega dynamicznym przeobrażeniom
Z tego też powodu, głównymi użytkownikami ulicy Krakowiaków przez lata były samochody ciężarowe i dostawcze. Oczywiście, to niczego nie usprawiedliwia, bo w trakcie przejazdu wewnątrz może potłuc się ładunek, ale funkcja dojazdowa powodowała, że droga miała niski priorytet na liście potencjalnych remontów.
Obecnie okoliczne tereny są gęsto pochłaniane przez budynki mieszkalne, dlatego po ulicy Krakowiaków jeździ coraz więcej prywatnych samochodów. Przy założeniu, że będzie ich tylko więcej, głosy sprzeciwu wobec stanu technicznego staną się zapewne coraz głośniejsze.


Ulica Krakowiaków znajduje się na liście oczekujących na remont, ale nie jest priorytetem
Z tego, co przekazywały różne wiadomości na przestrzeni ostatnich lat, droga została zaklasyfikowana przez ZDM jako wymagająca gruntownej przebudowy. Tyle, że nie stanowiła priorytetu i zawsze trafiały się ważniejsze inwestycje drogowe.
Może to wynikać właśnie z faktu, że droga użytkowana była głównie przez pojazdy wagi ciężkiej, jako dojazdówka do pobliskich hal i magazynów, dlatego nie zajmowała pierwszego miejsca na liście.
Drogę należałoby wybudować od nowa, bo jest w tak tragicznym stanie, że zwykły remont niewiele tutaj zmieni
Nie jest to jedynie moje spostrzeżenie, a poniekąd powtórzenie innymi słowami wypowiedzi któregoś z inżynierów wspominającym o kondycji ulicy Krakowiaków. Przy założeniu, że droga ma prowadzić pomiędzy budynkami mieszkalnymi, nie obędzie się m.in. bez budowy chodników i miejsc do parkowania.
Kilka lat temu szkoła jazdy, w której pracuje, korzystała z placu manewrowego z wjazdem od ulicy Krakowiaków
Dlatego sam miałem wątpliwą przyjemność korzystać z tej drogi regularnie, a raz nawet zdarzyło się zaliczyć dekompresję opony. Kursant, który wtedy kierował się na plac manewrowy, próbując zrobić unik przed większą dziurą, wpadł w nieco mniejszą, ale tak niefortunnie, że uszkodził oponę.
Plusem sytuacji było to, że mieliśmy dodatkowe zajęcia ze zmiany koła.



















