Tak się gniło na początku wieku. Dziś już nie ma takiego gnicia
Parkingowe wrosty są nieodłączną częścią motoryzacji, acz z biegiem lat ich liczba na parkingach maleje. Zobaczmy, jak na przykładzie warszawskich ulic sytuacja wyglądała na przełomie wieków.

Można przyjąć, że ten czas stanowił swoiste apogeum graciarstwa na parkingach. W latach 90. do Polski lawinowo sprowadzano używane samochody z Zachodu, przez co auta produkcji krajowej stawały się bezwartościowe. O ile na początku dekady przedstawiały sobą jeszcze jakąkolwiek wartość, pod jej koniec były już po prostu przezroczystą kupą żelaza.
Były to też lata, kiedy złomowanie pojazdu nie było dla właściciela korzystne. Nie dostawał on żadnej gratyfikacji za wrzucenie truchła do zgniatarki, a na dokładkę musiał uiścić opłatę recyklingową. W związku z tym, ekonomicznie bardziej opłacało się porzucenie grata na ulicy, zwłaszcza że przepisy nie nakładały wówczas obowiązkowej ciągłości ubezpieczenia OC.
Na szczęście byli ludzie, którzy dokumentowali to na kliszy
Ja niestety byłem jeszcze za młody i nie miałem wystarczającego stopnia świadomości otaczającego mnie świata, aby dokumentować ten krajobraz na fotografiach. Z aparatem po ulicach zacząłem biegać kilka lat później, aczkolwiek uliczne wrosty jeszcze nie były moim celem.
Poniższe zdjęcia pochodzą z archiwum Pawła Starewicza, prowadzącego na Facebooku stronę Trochę O Starych Samochodach

Apogeum liczebności porzuconych Syrenek co prawda było już wcześniej, ale na przełomie wieków nadal zalegało dużo wraków. Pojazd nie miał wówczas i nie będzie miał jeszcze przez długi czas żadnej wartości kolekcjonerskiej, a jeździć na poważnie nikt tym już nie chciał.









Lata mijają, ale stare auta z demoludów nadal można spotkać porzucone na parkingach
Mogłoby się wydawać, że po upływie ponad ćwierci wieku od wykonania powyższych zdjęć, jest to krajobraz już całkowicie miniony. W dużym stopniu jest to prawda, ale jeżeli człowiek dobrze się rozejrzy, to nawet w stolicy kraju może spotkać jeszcze ostatnie zalegające sztuki.
Tak, jak chociażby TĘ Warszawę stojącą od lat na jednym z parkingów, albo TEGO Dużego Fiata porzuconego na jednym z wrocławskich osiedli.
Dzisiaj już nie ma tylu wrostów, bo nieużytek opłaca się zezłomować
Wiadomo, że za oddanie grata do stacji demontażu nie dostaje się kokosów, ale zawsze lepiej dostać nawet kilka stówek do kieszeni, niż trzymać gabaryt na parkingu. Sytuacja uległa przeobrażeniu w 2015 roku, kiedy zmieniono przepisy tak, że można było na stacji demontażu wymienić zużyty samochód na banknoty.
Obiektywnie, mocno oczyściło to krajobraz z zalegających porzuconych samochodów. Subiektywnie, dla graciarza, krajobraz ów jest o wiele mniej fotogeniczny.


















