Parking jest w strefie czystego transportu, a droga już nie. Świetnie to wymyślili
To, że granice Strefy Czystego Transportu w Warszawie zostały wyznaczone bez wstawania od biurka, wszyscy zdążyli już zauważyć. Niemal codziennie jednak mijam jedno takie miejsce, które otwiera moją listę absurdu.

Linia graniczna stołecznej Strefy Czystego Transportu poprowadzona jest wzdłuż konkretnych ulic, tak że po jednej stronie strefa środowiskowa obowiązuje, a po drugiej stronie już nie. W teorii nawet jakoś tam się to broni, natomiast w praktyce oznaczało to po prostu pójście na łatwiznę i narysowanie prostej kreski na mapie. Nikt nie zwracał przy tym uwagi na takie pierdoły, jak wjazdy na posesje, parkingi, wiadukty czy tunele.
Przy alei Prymasa Tysiąclecia bezmyślnie odcięto w ten sposób parkingi i dojazd do warsztatu samochodowego
Infrastruktura w tym miejscu stanowi doskonały przykład tego, jak bardzo takie kreślenie linii zza biurka jest bezmyślne. Co tu się wydarzyło? Aleja Prymasa Tysiąclecia stanowi zachodnią granicę Strefy Czystego Transportu - od wschodniej strony ta obowiązuje, od zachodniej można jeździć bez ograniczeń.
Tymczasem, po wschodniej stronie ulicy znajduje się kilka dużych parkingów, a także kilka większych budynków usługowych. Niezwykle sprytnie poprowadzona granica Stefy sprawiła, że wjazd w te miejsca obarczony jest ryzykiem naruszenia przepisów*.

Zaznaczony fragment to bezsensownie wrzucone w Strefę Czystego Transportu parkingi i drogi dojazdowe, które i tak nie mają połączenia z resztą miasta.
Wystarczyło pociągnąć granicę wzdłuż linii kolejowej, jak miało na początku zresztą być
Może i nie byłoby całej dyskusji, gdyby nie to, że dosłownie kilkadziesiąt (a momentami nawet kilkanaście) metrów od jezdni alei Prymasa Tysiąclecia znajduje się linia kolejowa. W związku z tym, ze Strefy Czystego Transportu należałoby wyjąć niewielki pas terenu, a nie całą dzielnicę.
Tak zresztą według pierwotnych założeń miało właśnie być - że to linia kolejowa miała na całej swojej długości ograniczać ramy Strefy Czystego Transportu od zachodniej strony. Tymczasem, wcale tak nie jest, a kreska linii granicznej odrywa się od alei Prymasa Tysiąclecia dopiero na wysokości skrzyżowania z ulicą Kasprzaka. Od tego miejsca zaiste prowadzi ona wzdłuż linii kolejowej.

Ulica prowadzi do widocznego w tle budynku oraz parkingu - i nigdzie dalej.

Za znakiem po lewej jest tylko widoczny parking. Po skręcie w prawo jest jeszcze warsztat samochodowy, do którego to jedyna droga dojazdowa.
Można było to zrobić o wiele lepiej, tylko po co?
Znajdująca się tuż przed skrzyżowaniem ze wspomnianą ulicą Kasprzaka stacja paliw magicznie znajduje się jednak poza granicami Strefy. Tę w tym miejscu poprowadzono tak, że wjazd i wyjazd z obiektu możliwy jest bez naruszania przepisów.
Jak widać, przy odrobinie urzędniczej chęci, było to założenie do spełnienia, aby ramy Strefy przesunąć nieco dalej na wschód i umożliwić legalne* korzystanie z przylegających do drogi parkingów i dróg dojazdowych.
Takich farfocli jest dużo więcej, ale ten kłuje mnie po oczach za każdym razem, kiedy przejeżdżam obok
Nawet w samej Warszawie można sporządzić długą listę wstydu, jak chociażby Strefa Czystego Transportu zaczynająca się w połowie odcinka drogi jednokierunkowej od skrzyżowania do skrzyżowania, a więc bez możliwości zawrócenia. Nie jest to też specjalność wyłącznie stołeczna, bo krakowska Strefa też ma dużo ułomności tego typu.
Najważniejsze jednak, że wszyscy dbamy wspólnie o środowisko, hehe.
* Tajemnicą poliszynela jest fakt, że kary grożące za bezprawny wjazd do Strefy Czystego Transportu są bardziej teoretyczne, niż rzeczywiste, ale z dziennikarskiego obowiązku trzeba o tym powiedzieć. Dura lex, sed lex.


















