Nic nie jest na tyle proste, żeby nie dało się tego zepsuć. Nawet sprawdzenie oleju
Zastanawialiście się, czy jest możliwe oblanie egzaminu na prawo jazdy podczas czynności kontrolno-obsługowych? Rzecz co prawda nie wydarzyła się podczas państwowego egzaminu, ale egzamin wewnętrzny również może dostarczyć rozrywki.

Chociaż wydaje mi się, że w mojej pracy widziałem już wszystko, to czasami trafiają się takie sytuacje, które podnoszą poprzeczkę jeszcze wyżej. Owszem, jestem odpowiedzialny za to, co tym ludziom kładę do głowy i co na końcu potrafią, ale nie jestem niestety w stanie przekazać wiedzy za wszelką cenę, jeżeli ktoś nie wykazuje woli nauki.
Jednym z elementów szkolenia są wspomniane w nagłówku czynności kontrolno-obsługowe
Stanowią one część egzaminu praktycznego, ale są też niezbędnym fundamentem, aby pojmować chociaż podstawy związane z utrzymaniem samochodu w stanie używalności technicznej.
Przy czym nikt nie każe nikomu ustawiać kąta wyprzedzenia zapłonu czy regulować luzu zaworowego, a jedynie sprawdzić poziom podstawowych płynów eksploatacyjnych i działania podstawowych świateł w samochodzie.
Pomimo omawiania tych elementów przynajmniej kilka razy w trakcie kursu, chłop spektakularnie położył egzamin wewnętrzny
Można się pomylić. Można czegoś po prostu nie wiedzieć. Ale aby wykazać się tak kompletną ignorancją i zarazem poziomem logicznego myślenia na poziomie noworodka, to trzeba się naprawdę przyłożyć.
Zrozumiałbym, gdybym tematu nie poruszał ani razu w trakcie szkolenia. Ale robiłem to przynajmniej kilka razy w różnych okolicznościach. Raz nawet interaktywnie, bo kazałem człowiekowi wlać płyn do spryskiwaczy do zbiornika. Ucz się, młody, bo ja wiecznie żyć nie będę.
Kursant chciał sprawdzić olej wkładając bagnet do wlewu i uzupełnić płyn do spryskiwaczy wlewając go do układu chłodzenia
Jako, że zajęcia odbywały się w postaci egzaminu wewnętrznego, mającego zweryfikować poziom wiedzy i umiejętności przed “podstemplowaniem” kursu, zadawałem mu po prostu pytania i pozwoliłem mówić.
Na wszystkie zadane pytania kursant udzielił komplet błędnych odpowiedzi. Dowiedziałem się m.in. że olej należy sprawdzić wkładając bagnet przez wlew oleju do silnika albo że płyn do spryskiwaczy należy wlać TUTAJ - przy czym łapie za korek odpowietrzający układ chłodzenia. Reszta pomyłek była już mniej spektakularna, ale nie sądzę, żeby samochód to przetrwał.
Ze świateł, oprócz pozycyjnych i awaryjnych, wszystkie z jakiegoś powodu nie działały
Zdaniem kursanta, coś było nie tak z baterią. Moim zdaniem, coś było nie tak z kluczykiem w stacyjce, ale nie będę dyskutował, bo być może jestem w błędzie. W każdym razie, udało się włączyć tylko dwa wyżej wymienione - reszta “była niesprawna”.
Kiedy w końcu rozwiązaliśmy “problem z baterią”, pozostałe też zaczęły działać, ale niewiele to w mojej ogólnej ocenie pomogło. Dno, trzy metry mułu, kalosze i wodorosty.
Piszę o tym dlatego, że ludzie z tak lekceważącym podejściem nie powinni być dopuszczani do państwowego egzaminu
Podejście na zasadzie “jakoś to będzie” dotyczy właściwie wszystkich dziedzin życia, gdzie konieczne jest wysilenie mózgownicy i większe zaangażowanie w naukę. Osobiście mam ochotę ludziom z takim podejściem przytrzasnąć głowę pokrywą silnika albo wsadzić bagnet do pomiaru oleju w ucho.
Z jednej strony, taka postawa obraża mnie jako instruktora, że ktoś ma aż tak bardzo wywalone na to, co mówię i robię. Z drugiej jednak, ostatecznie to nie jest mój problem.
To nie ja oblałem egzamin wewnętrzny.



















