Parking galerii handlowej elementem nauki jazdy. Ludzie o to proszą
Niedawno na pewnym profilu na Facebooku pojawiło się ujęcie przedstawiające, cytując, “nietypowe miejsce na naukę jazdy”. Rzecz w tym, że dla kogo jest ono nietypowe, dla tego jest nietypowe.

Owym “nietypowym miejscem” jest droga wjazdowa na piętrowy parking, prawdopodobnie przyległy do jakiejś galerii handlowej lub czegoś w tym stylu. Znajduje się na nim samochód nauki jazdy, zapewne na robocie, w trakcie prowadzenia zajęć. Uwieczniona sytuacja stała się jednak lekko niezręczna, ponieważ eLka przytuliła się niebezpiecznie do krawędzi zakrętu.
Wbrew temu, co napisał autor, miejsce wcale nie jest takie nietypowe
Zarówno ja, jak i wielu moich kolegów wielokrotnie praktykuje szkolenie w takim terenie, uznając je za o wiele bardziej praktyczne, niż klepanie “łuku” po raz 2137. Nie zawsze coś, co nie stanowi obowiązkowego zadania egzaminacyjnego, staje się z założenia nietypowe.
Wiadomo, że przy większym natężeniu ruchu, umyślne ćwiczenie ruszania pod wzniesienie będzie na takiej drodze uciążliwe dla otoczenia, ale sam fakt poruszania się po takiej infrastrukturze już stanowi dla kursanta cenną lekcję.
Dla nas jazda po wielopoziomowym parkingu to oczywistość, dla kursanta to fizyka jądrowa
Odpowiednie zachowanie w takim miejscu nie jest taka oczywiste dla każdego, kto nigdy ani razu tego nie spróbował. Co wymowne, kiedy ludzie przychodzili do mnie na zajęcia dodatkowe już po zaliczeniu egzaminu (tak, są tacy), wielokrotnie jednym z życzeń było… szkolenie na parkingu podziemnym lub wielopoziomowym. To o czymś świadczy.
Ludzi niepokoi przede wszystkim konieczność poruszania się po specyficznych ślimakach, w górę i w dół, gdzie pozornie dużo rzeczy może pójść nie tak - jak wyżej zresztą mogliście zobaczyć. Pomijajac już przypadki ekstremalne, kiedy samochód po prostu się stoczy z nachylenia terenu, duże znaczenie ma również prawidłowy tor jazdy na ciasnych łukach. Przestrzeń ogranicza już nie krawężnik albo linia ciągła, tylko betonowa ściana. Jeżeli coś pójdzie nie tak, to z rozmachem.
Parkowanie w pobliżu galerii handlowej to zupełnie inny poziom trudności
Esencją jazdy w takim miejscu jest jednak głównie to, do czego zostało strzworzone, czyli parkowanie samochodu.
Z jednej strony, manewr parkowania można trenować wszędzie i w teorii robienie tego akurat tutaj nie ma dużego sensu. Z drugiej zaś, mikroklimat panujący na takich parkingach jest zupełnie inny od tego na spokojnym placu na osiedlu.
Po pierwsze, miejsce jest o wiele bardziej ruchliwe, działa się zatem pod dużo większą presją. Nie ma tutaj czasu na długą kalkulację, a inni uczestnicy ruchu mają dużo niżej ustawiony próg cierpliwości.
Po drugie, same “koperty” są ciaśniejsze, a dostęp do nich trudniejszy. Czym innym jest ustawienie samochodu tam, gdzie po obu stronach będzie przestrzeń co najwyżej na uchylenie drzwi, a nie po kilkadziesiąt centrymetrów marginesu obok każdego lusterka. Wjazd pomiędzy betonowe filary podtrzymujące strop to również ciekawe wyzwanie.
Budujące są komentarze ludzi pod postem
W sekcji komentarzy spodziewałem się wiadra negatywnych emocji, tymczasem zastałem coś zupełnie odwrotnego, czyli festiwal poparcia i zrozumienia. Wychodzi więc na to, że o ile cierpliwość ludzi w takich miejscach z reguły wyczerpuje się szybciej, to jednak długofalowo ludzie rozumieją fakt obecności samochodu nauki jazdy na parkingu wielopoziomowym.
Tak że instruktorzy wcale nie uczą tylko pod egzamin! Przynajmniej nie wszyscy.







































