REKLAMA

Jak zabiorą prawo jazdy, to już nie oddadzą. Wytłumaczenie zrozumie tylko dobry prawnik

Straciliście prawo jazdy na trzy miesiące i liczycie, że wkrótce trafi do was z powrotem? Możecie się niemile zdziwić, bo z powodów proceduralnych odzyskanie uprawnień jest drogą przez mękę. Czy to źle? Niekoniecznie.

Jak zabiorą prawo jazdy, to już nie oddadzą. Wytłumaczenie zrozumie tylko dobry prawnik
REKLAMA

Kary za wykroczenia o poważnym kalibrze muszą być dotkliwe, denerwujące i nieuniknione. Jedną z takich kar jest obligatoryjne odebranie uprawnień do prowadzenia pojazdów na 3 miesiące w przypadku przekroczenia prędkości o co najmniej 50 km/h w obszarze zabudowanym. Wydawałoby się, że wszystko jest proste: policja zatrzymuje pirata drogowego, odbiera mu prawo jazdy, po trzech miesiącach jazdy rowerkiem i komunikacją miejską miłośnik szybkiej jazdy dostaje prawo jazdy z powrotem i więcej nie grzeszy. Teoretycznie.

REKLAMA

W praktyce odebranie prawa jazdy na „3 miesiące” może potrwać znacznie dłużej

Problem polega na tym, że pod koniec roku 2022 Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym uznał za niekonstytucyjną procedurę odbierania prawa jazdy „z automatu” kierowcy, który przekroczył prędkość o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym. To sprawiło, że starości stracili możliwość odbierania uprawnień na wniosek policji. Wcześniej ścieżka była taka: policja zatrzymywała prawo jazdy, wysyłała wniosek do starosty o odebranie uprawnień i starosta je odbierał. Po trzech miesiącach decyzja o odebraniu wygasała i można było prawo jazdy odebrać.

Teraz starości mówią, że niczego nie będą odbierać, bo wyrok Trybunału im tego zabrania. Teoretycznie powinni wysłuchać kierowcy, dając mu prawo do obrony i dopiero wtedy podjąć decyzję, tyle że nie ma na to nowej procedury w przepisach. W związku z czym policja zatrzymuje prawo jazdy, ono trafia do starosty, a on go nie odbiera, bo nie może. A to oznacza, że po trzech miesiącach kierujący nie odzyska uprawnień, bo ich oficjalnie nie stracił. Czyli prawa jazdy nie ma, ale ma – prawny kot Schrödingera.

Podobno coraz więcej osób pisze skargę w tej sprawie

Powinni byli dostać swoje prawa jazdy z powrotem, ale wszystko się przeciąga i nie wiadomo, ile zajmie. Ustawodawca nie wykonał wyroku Trybunału i nie wprowadził do procedury prawa do obrony ze strony kierowcy – póki co odebranie uprawnień dalej jest obligatoryjne i ma postać decyzji administracyjnej. Chciałbym powiedzieć, że solidaryzuję się z „pokrzywdzonymi” kierowcami, którzy nie dostali swojego prawa jazdy z powrotem, ale jakoś nie umiem.

Teraz będzie kontrowersyjna opinia

Gdyby prawo jazdy odbierano już za 1 km/h powyżej limitu, to pewnie byłbym pierwszy do awanturowania się o prawo do obrony dla kierowców. Niech ten, kto nigdy nie pojechał szybciej, niż pozwala ograniczenie, pierwszy rzuci panewką od Trabanta. Regularnie zdarza mi się jechać o 5-10 proc. ponad limit, żeby nadążać za resztą ruchu i nie tamować go. Nie przypominam sobie jednak sytuacji, w której pojechałbym o 50 km/h za szybko. A gdyby mi się nawet to zdarzyło, odczuwałbym głęboki wstyd i ani w głowie byłoby mi niezbywalne prawo do obrony. Oddałbym prawo jazdy na 3 miesiące i jeździłbym na rowerze. Wątpię jednak, żeby do takiego obrotu spraw miało dojść.

W związku z tym całą tę sprawę trzeba uznać za słabość działania państwa, w którym każda instytucja próbuje być ważniejsza od drugiej. Ustawodawca chciał skutecznego i bezlitosnego karania, trybunał mówi, że to źle, policja robi swoje, a starosta wykręca kota ogonem. Podziękować można Trybunałowi Konstytucyjnemu, który swoim wyrokiem wprowadził chaos.

Dlatego to dobry moment na zmianę

Prawo jazdy nie powinno być odbierane na trzy miesiące, a na stałe – jak przekroczysz o 50 km/h w obszarze zabudowanym, tracisz uprawnienia w całości i musisz przechodzić cały kurs od nowa. Można w to wmontować gdzieś prawo kierowcy do obrony, na przykład w formie obligatoryjnego stawiennictwa w lokalnym wydziale ruchu drogowego policji na przesłuchanie. Jeśli kierowca nie byłby w stanie podać okoliczności, które zwalniałyby go z odpowiedzialności (co pewnie zdarzyłoby się raz na 10 000 przypadków) – prawo jazdy traci na stałe. Okrutne? Wciąż nie tak okrutne, jak jazda 100 na ograniczeniu do 50.

REKLAMA

(a przy okazji przydałby się audyt tych ograniczeń)

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T16:13:44+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T14:12:15+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T12:03:12+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T17:24:50+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA