Motocykliści rozpoczęli sezon. Mózgi zostały w domach
Zrobiło się ciepło, więc zaczął się sezon motocyklowy. Myślałem, że przez zimę motocykliści nauczyli się przepisów ruchu drogowego i poprawili poziom percepcji. Jednak wydarzenia z Wrocławia pokazują, że motocykle wyjechały z garaży, ale mózgi zostały w domach.

Motocykliści to specyficzna grupa społeczna, która romantyzuje łamanie przepisów, przypisuje temu wręcz metafizyczny wymiar. Jak się coś nie uda to lewa w górę i śmiganie po niebiańskich autostradach. Gdybym był kompletnie nieosłoniętym uczestnikiem ruchu, poruszającym się na bardzo szybkim pojeździe, to jednak wolałbym przestrzegać przepisów, ale co ja mogę wiedzieć? W końcu jestem kierowcą puszki, który jest ciamajdą i nie wie co to prawdziwe życie. Jeden z takich motocyklistów pojawił się ostatnio we Wrocławiu i pokazał, czemu wszelkie stereotypy czasem mają potwierdzenie w rzeczywistości.
Pościg za motocyklistą we Wrocławiu. Postanowił złamać wszystkie przepisy
Funkcjonariusze z Komendy Miejskiej we Wrocławiu chcieli zatrzymać do kontroli drogowej motocyklistę, ale ten postanowił uciekać. Nic dziwnego, bo w terenie zabudowanym jechał 115 km/h, więc gdyby go złapano, to musiałby pożegnać się z prawem jazdy. Dlatego postanowił uciec, a film z tego brawurowego wyczynu opublikowała Komenda Miejska we Wrocławiu:
Jak widzimy na nagraniu, podczas ucieczki łamał kolejne przepisy. A to przejechał na czerwonym, a to wyprzedzał na przejściu dla pieszych. Po prostu stwarzał zagrożenie. Nie udało mu się jednak zbiec, więc porzucił motocykl i próbował kontynuować ucieczkę pieszo. To też się nie udało. Został zatrzymany, a później kolejne odkrycia funkcjonariuszy były coraz lepsze.
26-letni motocyklista był poszukiwany, nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami, miał orzeczone trzy zakazy prowadzenia. Do tego miał przy sobie narkotyki, motocykl miał usunięty numer VIN, a tablice rejestracyjne pochodziły z innego pojazdu. Kombinacja taka, że głowa mała. W efekcie kierującemu grozi do 5 lat pozbawienia wolności i grzywna do 30 tys. zł. Lewa w górę i jedziemy.



















