Bezkrytyczne poleganie na systemach wspomagających może obrócić się przeciwko kierowcy, gdy na horyzoncie pojawi się radiowóz. Sprawdziłem, kiedy można dostać mandat za korzystanie z tempomatu.

Adaptacyjny tempomat to dla wielu osób jedno z najbardziej przydatnych rozwiązań, które można spotkać we współczesnych samochodach. Znacznie ułatwia on dalekie podróże, przejmując od kierowcy konieczność utrzymywania stałej prędkości czy równej odległości od poprzedzającego pojazdu. Nie można mu jednak bezgranicznie ufać, bo będzie trzeba głębiej sięgnąć do kieszeni.
Zachowaj dystans
W pierwszym przypadku korzystanie z aktywnego tempomatu może skutkować tym, że dostaniemy mandat z powodu tzw. jazdy na zderzaku, czyli niezachowania odpowiedniego odstępu od samochodu przed nami. Wynika to wprost z przepisów kodeksu drogowego:
Kierujący pojazdem podczas przejazdu autostradą i drogą ekspresową jest obowiązany zachować minimalny odstęp między pojazdem, którym kieruje, a pojazdem jadącym przed nim na tym samym pasie ruchu. Odstęp ten wyrażony w metrach określa się jako nie mniejszy niż połowa liczby określającej prędkość pojazdu, którym porusza się kierujący, wyrażonej w kilometrach na godzinę.
Czyli mówiąc wprost – jeśli jedziemy 120 km/h, to odległość między naszym samochodem a tym z przodu powinna wynosić minimum 60 metrów. Przy 140 km/h ten dystans musi już natomiast przekraczać 70 metrów.
Tymczasem, choć adaptacyjny tempomat pozwala ustawić preferowaną odległość od poprzedzającego auta, to zazwyczaj dostępne opcje ograniczają się tylko do „blisko/średnio/daleko”. Zgodny z przepisami dystans musimy więc i tak ustalić sam, co nie zawsze jest łatwe.

W efekcie, jeśli pomylimy się w naszych obliczeniach i zauważy to policjant, grozi nam mandat z tytułu „niezachowania przez kierującego pojazdem wymaganego minimalnego odstępu między pojazdem, którym kieruje, a pojazdem jadącym przed nim na tym samym pasie ruchu”. A to oznacza, że nasz portfel uszczupli się o 300-500 zł, a z kolei konto punktowe wzbogaci się o 5 pkt karnych.
Patrz na znaki
Kolejnym problemem, który można mieć przez jazdę na tempomacie, jest przekroczenie dozwolonej prędkości. Starsze, prostsze systemy nie odczytują informacji ze znaków drogowych i utrzymują tempo zadane przez kierowcę. Jeśli więc na autostradzie ustawimy limit na 140 km/h i nie zauważymy, że wjechaliśmy na odcinek z ograniczeniem do np. 80 km/h, jak jest na śląskim fragmencie A1, to czeka nas srogi mandat, gdy trafimy na naszej drodze na policję.
Pomyłka może zajść również w drugą stronę – najnowsze wersje aktywnego tempomatu potrafią dostosowywać prędkość do ograniczeń, bazując na znakach i danych z nawigacji. Wystarczy więc, że system rozpozna wyższy limit niż ten obowiązujący w rzeczywistości i jeśli mamy pecha, mandat murowany.
Dla przypomnienia, tak wygląda aktualny taryfikator mandatów za prędkość. Wyższe kwoty oznaczone * dotyczą sytuacji, gdy dojdzie do tzw. recydywy, czyli drugiego mandatu za przekroczenie prędkości o ponad 30 km/h w ciągu 2 lat:
- do 10 km/h – 50 zł i 1 pkt karny
- 11-15 km/h – 100 zł i 2 pkt karne
- 16-20 km/h – 200 zł i 3 pkt karne
- 21-25 km/h – 300 zł i 5 pkt karnych
- 26-30 km/h – 400 zł i 7 pkt karnych
- 31-40 km/h – 800 zł/1600 zł* i 9 pkt karnych
- 41-50 km/h – 1000 zł/2000 zł* i 11 pkt karnych
- 51-60 km/h – 1500 zł/3000 zł* i 13 pkt karnych
- 61-70 km/h – 2000 zł/4000 zł* i 14 pkt karnych
- powyżej 70 km/h – 2500 zł/5000 zł* i 15 pkt karnych
Przeczytaj także:



















