REKLAMA

Nowy fotoradar na Zakopiance. Sąsiad złapał 51 tys. kierowców w pół roku

CANARD uruchomił nowe urządzenie w Głogoczowie na DK7. W okolicy działa już fotoradar, który odpowiada za 7 proc. wszystkich wykroczeń zarejestrowanych w systemie. Skoro coś działa i tak dobrze zarabia, to po co to zmieniać?

Nowy fotoradar na Zakopiance. Sąsiad złapał 51 tys. kierowców w pół roku
REKLAMA

Dzisiaj w samo południe w Głogoczowie na drodze krajowej nr 7 – czyli na Zakopiance – zaczął działać nowy fotoradar. Informację podał CANARD, czyli Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, w ramach standardowego już rytuału: post na Facebooku, lokalizacja, numer projektu z KPO i oczywiście lawina komentarzy od kierowców, którzy czują się głęboko urażeni samym istnieniem fotoradarów.

REKLAMA

Jego sąsiad to rekordzista

W tym przypadku jest jeszcze dodatkowy kontekst – zaledwie parę kilometrów dalej, w Krzyszkowicach, stoi urządzenie, które w ciągu zaledwie sześciu miesięcy zarejestrowało 51 681 wykroczeń. To absolutny rekordzista – jedno urządzenie odpowiadało za siedem procent wszystkich przekroczeń odnotowanych w całym systemie CANARD. Ograniczenie w Krzyszkowicach to 50 km/godz., podobnie zresztą jak w Głogoczowie. Na Zakopiance. Można sobie wyobrazić, jak to wygląda.

Nowe urządzenie w Głogoczowie to TraffiStar SR390 – kompaktowy fotoradar niemieckiej firmy Jenoptik, który przypomina bardziej budkę dla ptaków, a dzięki niewielkim wymiarom i wadze można go zamontować na istniejącym słupie bez stawiania nowej konstrukcji. Obsługuje do sześciu pasów ruchu jednocześnie, odróżnia osobówki od ciężarówek i automatycznie odczytuje tablice z dokładnością powyżej 98 proc. Na dodatek działa bez błysku, więc kierowca często nawet nie wie, że właśnie pozował do zdjęcia. Stare, duże „puszki" przy drodze, które widzieliście z daleka i hamowaliście na ostatnich stu metrach – to już przeszłość. SR390 to kolejna generacja i celowo nie rzuca się w oczy. Tylko czy o to chodzi?

Nowe fotoradary 2026

Głogoczów to jedna z 70 nowych lokalizacji, do których trafią nowe urządzenia do lipca tego roku. Kontrakt opiewa na 16,8 mln zł – czyli ok. 240 tys. zł za sztukę z dostawą, montażem i integracją z systemem. Do tego dochodzą 43 nowe odcinkowe pomiary prędkości za kolejne 85 mln zł, kamery na czerwonym świetle i systemy kontroli przejazdów kolejowych. Łącznie 128 nowych urządzeń – wszystko z Krajowego Planu Odbudowy. Po zakończeniu projektu CANARD będzie miał w arsenale ponad 700 urządzeń, a odcinkowe pomiary obejmą łącznie ok. 670 km dróg. Czy to już czas, żeby powiedzieć „Co za dużo, to niezdrowo”?

REKLAMA

Na tym się nie kończy. Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad przepisami, które pozwolą samorządom kupować własne fotoradary – coś, czego nie mogły robić od 2016 r. Różnica ma być taka, że obsługa urządzeń i mandaty pozostaną w rękach CANARD-u, a pieniądze trafią do budżetu państwa, nie do kasy gminy. Pilotaż obejmie 16 miast wojewódzkich. Jeśli się sprawdzi, mniejsze miasta mogą pójść w ich ślady. Cel – przynajmniej ten na papierze – jest jasny: więcej urządzeń, mniej ofiar. Krajowa Rada BRD podaje, że koszt wypadku z ciężko rannym to nawet 4,2 mln zł dla samorządu – jeden fotoradar za 240 tys. to ułamek tej kwoty.

Podsumujmy więc, jakie prezenty dostaniemy jeszcze w 2026 r.: 70 nowych fotoradarów nowej generacji, 43 nowe odcinki OPP, kamery RedLight, możliwy powrót gminnych fotoradarów i obowiązujące od marca rozszerzenie przepisów o utracie prawa jazdy za przekroczenie o 50 km/godz. także poza obszarem zabudowanym. W 2025 r. system CANARD zarejestrował ponad 1,2 mln wykroczeń. Rekord z Krzyszkowic dowodzi, że problem nie leży w liczbie urządzeń, lecz w liczbie kierowców, którzy na Zakopiance pięćdziesiątkę traktują jako luźną sugestię. Głogoczów jest kolejny na liście, ale do końca jeszcze daleko – będzie ich więcej.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-13T12:15:56+02:00
Aktualizacja: 2026-04-12T19:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-11T17:13:41+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA