Łuk na egzaminie jest bez sensu? Ruszanie automatem pod górę jest lepsze
Czujesz, że Twoja praca jest bezużyteczna? Pomyśl sobie, że zdając egzamin na prawo jazdy “automatem” musisz wykonać ćwiczenie ruszania pod wzniesienie z wykorzystaniem hamulca ręcznego.

Tak, to prawda. Pakiet zadań egzaminacyjnych zawiera zawsze dokładnie te same ćwiczenia, bez rozróżnienia na rodzaj skrzyni biegów, jaką ma samochód egzaminacyjny. Wynika z tego fakt, że należy wykonać również ruszanie pod wzniesienie na placu manewrowym. Po Bożemu, czyli wykorzystując hamulec ręczny. Po co? Nieważne. Należy wykonać i tyle.
Zadanie jest praktyczne tylko w przypadku manualnej skrzyni biegów
I z myślą o takim napędzie właśnie powstało - aby kursanci mogli nauczyć się opanować samochód w krótkiej fazie bezwładności bezpośrednio przed ruszaniem z miejsca. Regulamin zakłada, że ćwiczenie należy wykonać wykorzystując hamulec ręczny, chociaż jak wszyscy dobrze wiemy, w realnych sytuacjach rzadko kiedy jest on rzeczywiście potrzebny. Nikt nie ma zaś żadnych wątpliwości co do samego sensu tego zadania.
W przypadku automatycznej skrzyni biegów ćwiczenie w takiej formule nie ma już żadnego sensu
Kąt nachylenia egzaminacyjnej górki jest na tyle niewielki, że w przypadku zdjęcia nogi z pedału hamulca auto samo zacznie się toczyć do przodu. Standardowa skrzynia automatyczna ze sprzęgłem hydrokinetycznym w trybie D przekazuje energię na oś napędową w sposób ciągły. O żadnym stoczeniu się nie ma więc mowy, bo to nie jest ten poziom trudności. Czy w związku z tym hamulec ręczny jest tutaj do czegokolwiek potrzebny? Absolutnie nie jest.
Zadanie egzaminacyjne jest niepotrzebnie skomplikowane i nie wnosi niczego do umiejętności kursanta
Rzekłbym nawet, że bez sensu mąci kursantowi w głowie, ponieważ bohatersko rozwiązuje problem, który w ogóle nie istnieje.
Wszystko, co należy zrobić, to ustawić się na wzniesieniu, zaciągnąć hamulec ręczny, po czym go zwolnić i ruszyć pod górę, często nie dodając nawet gazu. Wychodzi więc na to, że sprawę można rozwiąząć używając w tym celu wyłącznie hamulca nożnego - co właśnie powinno być rzeczywistą, znacznie bardziej praktyczną linią szkolenia.
Warto też dodać, że np. Toyoty Yaris we flocie szkoły jazdy, w której pracuję, mają elektroniczny hamulec ręczny obsługiwany przyciskiem. W takim przypadku, przy takim poziomie zautomatyzowania, zaciągniętego ręcznego nie trzeba nawet zwalniać - sam "puści" po dodaniu gazu. Jedyną rolą kursanta będzie zablokowanie hamulca odpowiednim guzikiem.
Czy automat w ogóle może stoczyć się ze wzniesienia?
Z technicznej strony, oczywiście. Natomiast nie zmienia to faktu, że zadanie wciąż jest pozbawione sensu.
Po pierwsze, jeżeli kąt najazdu jest odpowiednio duży, po odpuszczeniu pedału hamulca energii może nie wystarczyć nawet na utrzymanie samochodu w miejscu. Nie jest natomiast tak, że samochód staje się bezwładny - po dodaniu gazu natychmiast rusza i wspina się pod górę. Nie ma zatem szans, jeżeli skrzynia pozostaje w pozycji D, aby auto wymknęło się w jakikolwiek sposób spod kontroli.
Po drugie, nachylenie górki na placu manewrowym jest takie, że samochód samoczynnie “pełza” przed siebie, nawet bez dodawania gazu. Tak więc jeżeli ktoś faktycznie chciał przestrzec kursantów przed takim potencjalnym kryzysem, to na pewno nie z wykorzystaniem takiej banalnej infrastruktury.
Aby zadanie miało sens, kursant musiałby podchodzić do egzaminu np. DAFem 33 ze skrzynią Variomatic
Tamta konstrukcja skrzyni biegów nie opierała się na sprzęgle hydrokinetycznym, dlatego pomimo ustawionego trybu D, samochód stał w miejscu bezwładnie. Napęd zaczynał “ciągnąć” dopiero po dodaniu gazu. Wcześniej, jeżeli auto stało akurat na wzniesieniu, mogło bez podparcia hamulcem zacząć się toczyć do tyłu.
Nadal jednak nie była możliwa całkowita utrata panowania nad pojazdem, albowiem po dodaniu gazu samochód i tak ruszał do góry.
Tak więc, podsumowując, zadanie egzaminacyjne w takim kształcie nie ma żadnego praktycznego sensu. Absolutnie żadnego.







































