Cofanie to bardzo niebezpieczny manewr. Zwłaszcza na Wschodzie
Wspominałem wielokrotnie, że w ramach szkolenia obcokrajowców z przyjemnością dowiaduję się o różnych przepisach obowiązujących w innych państwach. Robi się interesująco, kiedy te stoją w sprzeczności do tych np. w Polsce.

Sprawa wydaje się pozornie zupełnie niegroźna, a dotyczy używania świateł awaryjnych podczas cofania. Taki zwyczaj obowiązuje w wielu krajach byłego Związku Radzieckiego, a najczęściej mam z nim do czynienia w przypadku kursantów z Ukrainy czy Białorusi.
Zauważyłem, że przed rozpoczęciem np. parkowania tyłem mają oni nawyk włączania świateł awaryjnych. Wynika to naturalnie z podpatrywania innych, którzy robią w ten sposób w ich rodzinnym kraju. Są później bardzo zaskoczeni, kiedy informuję ich o tym, że według polskich przepisów nie należy tak robić.
Państwa Unii Europejskiej mają szczegółowo określone warunki używania świateł awaryjnych
Dlaczego napisałem w nagłówku, że owa zasada stoi w sprzeczności do naszych przepisów? Ponieważ takiej sytuacji nie ma na liście warunków uzasadniających używanie świateł awaryjnych. W przypadku samochodów osobowych, zasady mówią wyraźnie o sygnalizacji awaryjnego postoju i ostrzeganiu o niebezpieczeństwie. Nie ma nigdzie mowy o cofaniu.
W Polsce temat jest raczej nieszkodliwy, bo nikt nie zwraca na to szczególnej uwagi, ale istnieje ryzyko, że w niektórych państwach Unii Europejskiej może być sankcjonowany. Od razu na myśl przychodzą mi Niemcy, gdzie światła awaryjne traktowane są śmiertelnie poważnie i za ich nadużywanie można zarobić mandat. Sam na własnej skórze tego nie poczułem, ale słyszałem różne dramatyczne historie od znajomych, którzy często tam jeżdżą i z różnymi przypadkami mieli do czynienia.
Na Wschodzie światła awaryjne podczas cofania to wymóg, a nie tylko zalecenie
Pozornie, używanie świateł awaryjnych podczas cofania może wyglądać jak zwykła przezorność. Natomiast, przykładowo, w ukraińskich i białoruskich przepisach ruchu drogowego znajduje się wyraźny zapis mówiący o używaniu tych świateł podczas jazdy do tyłu. Tak że w granicach jednego kontynentu coś, co w państwie X jest teoretycznie zabronione, w państwie Y i Z jest już obowiązkowe.
Ukraina i Białoruś nie są jedynymi krajami z takim obowiązkiem. Taki sam wymóg istnieje również w Rosji - królowej matce wszystkich post-radzieckich przepisów ruchu drogowego, które nie ewoluowały od wielu lat.
Zasada wywodzi się jeszcze ze Związku Radzieckiego
I to właśnie wątek ZSRR jest tutaj historycznym punktem wyjścia. Stare radzieckie normy bezpieczeństwa traktowały manewr cofania za niebezpieczny na tyle, że wymagał on odpowiedniej sygnalizacji. Pamiętajmy również, że światło cofania w samochodach jest obowiązkowe tak naprawdę dopiero od przełomu lat 70. i 80., a zatem wiele wcześniej zarejestrowanych pojazdów zwyczajnie go nie posiadało - światła awaryjne miały służyć za ostrzeżenie przed wykonywaniem nieoczywistego manewru.
Ważne jest również, z całym szacunkiem, że park maszyn na wschód od Polski jest na nieco innym poziomie technologicznym, stąd wiele poruszających się po drogach aut może być jeszcze konstrukcyjnie nie wyposażona w światła cofania. Przetrwanie tego przepisu przez tyle lat jest więc w pełni uzasadnione.
Czy u nas taka zasada miałaby sens?
I tak, i nie. Z jednej strony, podczas samego cofania już nie - od tego jest właśnie światło cofania, które sygnalizuje jazdę do tyłu i podwójna informacja nie jest potrzebna. Światła awaryjne mogłyby służyć wyłącznie jako zapasowa sygnalizacja w przypadku uszkodzenia świateł cofania.
Dostrzegam natomiast potencjał, aby w ten sposób ostrzegać przed planowanym cofaniem. Sam włączony kierunkowskaz i “mowa ciała” poprzez ustawienie samochodu nie zawsze wzbudza w innych zainteresowanie. Światła awaryjne bardziej dają do myślenia.







































