Chiny obrażone na CBAM w motoryzacji. Unia Europejska źle liczy
Od 1 stycznia 2026 r. CBAM wchodzi do Unii Europejskiej na pełnej. Chiny się denerwują, że przeszkodzi to im wysyłać nam ich samochody, tanio.

Chiny doznały poczucia niesprawiedliwości w związku uruchomieniem CBAM w Europie, tak na poważnie. Twierdzą, że sposób liczenia emisji jest dla nich krzywdzący. Jak tak dalej będzie, to nam odpowiedzą. Zapewne mają czym.
Czym jest CBAM i co ma do samochodów?
Zakładam, że odpowiedź „następnym narzędziem walki polityczno-gospodarczej” nie jest poprawna, ani powszechnie uznawana. CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism) to opłata wyrównawcza za emisję dwutlenku węgla, wprowadzona przez Unię Europejską. Ma ona utrudniać uciekanie z produkcją za granice tego obszaru.
W uproszczeniu wygląda to tak. Producent wytwarzający na terenie Unii Europejskiej musi przejmować się emisją dwutlenku węgla. Kupuje uprawnienia do emisji, czyli dział w systemie ETS. A jak produkcja jest poza Unią, to kupować nie trzeba. I właśnie teraz będzie trzeba, żeby wyrównywać warunki tej gry.
Firma importująca na teren UE ma pokazać, ile wyemitowała dwutlenku węgla przy produkcji, albo skorzystać z wartości domyślnych. Rozliczenia odbywają się za pomocą certyfikatów CBAM. System był w rozbiegu od 2023 roku, a w 2026 rusza już naprawdę. Na razie dla wybranych produktów, i jest to stal, aluminium, energia elektryczna i wodór. Samochody są dopiero na horyzoncie, ale Chiny już się denerwują.
CBAM a samochody
Takimi chytrymi sposobami UE swoją polityką klimatyczną zaraża świat. Nie da się zignorować emisji dwutlenku węgla, sprzedając do UE. Na razie CBAM dotyka materiałów wykorzystywanych przy produkcji samochodów, ale „ocbamowanie” samochodów pojawia się już na horyzoncie. Mowa jest o roku 2028, od którego te certyfikaty miałyby obowiązywać także wprowadzane u nas do obrotu samochody.
Chiny już myślą o odwecie, bo widzą niesprawiedliwość. Nie w samym systemie płacenia za emisję, bo im nie wypada. W końcu też od wielu lat ograniczanie emisji mają na sztandarach, to jak tu się nie zgodzić z tą piękną klimatyczną wizją. Chiny uważają, że dyskryminują ich domyślne wartości stosowane przy wyliczeniach. Za dużo jest im naliczane, bo mnożnik jest zły (znowu upraszczam, wiem).
Chiny tak się starają, swoim zdaniem, nie emitować, a UE nalicza im za dużo. Tak dbający o ograniczanie emisji kraj powinien być lepiej potraktowany w unijnych tabelkach. Ich produkty "emitują" znacznie mniej niż twierdzi UE, a będzie jeszcze lepiej, bo czynią postępy, to chiński pogląd. Dlatego uważają, że CBAM traktuje ich niesprawiedliwie.
Jeśli CBAM objąłby w 2028 również samochody, to objął by też auta chińskie. A to już byłaby straszna niesprawiedliwość, która mogłaby spowodować wzrost cen chińskich samochodów na europejskim rynku. Chyba że wszyscy już będą produkować u nas.







































